fot. PAP/Artur Reszko
fot. PAP/Artur Reszko

To był pogrom. Trener ŁKS przeprasza kibiców za mecz z Jagiellonią

Redakcja Redakcja Ekstraklasa Obserwuj temat Obserwuj notkę 2
Lider z Białegostoku nie dał żadnych szans ostatniej drużynie tabeli piłkarskiej ekstraklasy, beniaminkowi ŁKS Łódź. Goście ponad godzinę grali w dziesiątkę po czerwonej kartce dla Francuza Adriena Louveau i stracili w tym czasie pięć goli. Spotkanie zakończyło się wynikiem 6:0 dla Jagiellonii.

Łodzianie zmuszeni grać w dziesiątkę

Jedynie w pierwszych minutach meczu piłkarzom ŁKS udawało się utrzymać przy piłce; w 2. min - po rzucie rożnym dla Jagiellonii - szybki atak gości przeprowadził prawą stroną austriacki skrzydłowy Husein Balic, ale obrońcy z Białegostoku zdołali dośrodkowaną piłkę wybić na rzut rożny.

Ale szybko Jagiellonia zaczęła grać w swoim stylu i już w 12. min objęła prowadzenie - Hiszpan Jesus Imaz zagrał do Bartłomieja Wdowika, ten prostopadle w pole karne, a gola zdobył Portugalczyk Nene. Gospodarze nadal kontrolowali grę, ŁKS nie był w stanie stworzyć żadnej dogodnej sytuacji, do tego po pół godzinie meczu stracił jednego zawodnika.

Sędzia Myć pokazał najpierw żółtą, a po analizie VAR - czerwoną kartkę Adrienowi Louveau za faul na Imazie.

Gdy wydawało się, że podwyższenie wyniku przez gospodarzy jest w tej sytuacji jedynie kwestią czasu, grając już w osłabieniu, wreszcie w ofensywie pokazali się goście. W 38. minucie Balic na lewej stronie boiska minął dwóch zawodników Jagiellonii i dośrodkował w pole karne, Bartosz Szeliga uderzył głową, a białostoczan uratował przed stratą gola Adrian Dieguez, wybijając piłkę z linii bramkowej.


"Dobijanie" ŁKS-u przez Jagiellonię Białystok

Trzy minuty później było już jednak 2:0 dla Jagiellonii, gdy w niezbyt groźnej sytuacji Dominik Marczuk - z ponad 30 metrów - przelobował bramkarza ŁKS Aleksandra Bobka. Jak sam przyznał w przerwie meczu skrzydłowy białostoczan, miało być to podanie w pole karne... W 43. min Imaz powinien zdobyć gola, ale w dobrej sytuacji przestrzelił jednak z linii pola karnego.

W drugiej połowie Jagiellonia grała spokojnie, nie forsowała tempa, a mimo to stwarzała sobie kolejne bramkowe sytuacje. W 51. min strzał Nene z pola karnego obronił Aleksander Bobek, a w 62. portugalski pomocnik białostoczan uderzył ponad bramką. Podawał mu Taras Romanczuk, który niedługo potem zaliczył asystę przy bramce Imaza na 3:0. Niepilnowany w polu karnym Hiszpan bez trudu celnie uderzył w długi róg bramki łodzian.

W 69. min wynik podwyższył z rzutu karnego (za zagranie ręką Kaya Tejana) Afimico Pululu, który mecz rozpoczął na ławce rezerwowych. W 77. min było już 5:0 dla Jagiellonii; znowu strzelał Nene, jego uderzenie bramkarz ŁKS zdołał obronić, ale nie miał szans przy dobitce z kilku metrów Jarosława Kubickiego.

Przeciwnika już zupełnie "dobił" Nene, który ładnym uderzeniem z powietrza zakończył dośrodkowanie na linię pola karnego Tomasza Kupisza.


Trener ŁKS Łódź przeprasza kibiców za wynik

W doliczonym czasie gry do bramki ŁKS trafił jeszcze Jose Naranjo, ale - po potwierdzeniu tego faktu analizą VAR - okazało się, że podający mu piłkę Imaz był na spalonym.

- Ciężko się odnieść do tego meczu, bo każdy widział i każdy wie, jako to wyglądało. Mogę tylko przeprosić kibiców ŁKS za ten wynik i za to spotkanie. Mimo wszystko chciałbym podziękować zawodnikom za ten mecz, zdaję sobie sprawę, że jest to dla nich ciężki moment. Oczywiście wszystko biorę na siebie - powiedział po meczu Marcin Matysiak, trener ŁKS Łódź.

ja

Na zdjęciu zawodnik Jagiellonii Białystok Jose Naranjo (P) i Jędrzej Zając (L) z ŁKS Łódź podczas meczu 26. kolejki piłkarskiej Ekstraklasy, fot. PAP/Artur Reszko

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport