Mecz z Turcją był dla Roberta Lewandowskiego 150 występem w biało-czerwonych barwach. Niestety,  występ miał gorzki koniec - Lewy zaliczył asystę, ale doznał kontuzji Fot. PAP/Szymon Pulcyn
Mecz z Turcją był dla Roberta Lewandowskiego 150 występem w biało-czerwonych barwach. Niestety, występ miał gorzki koniec - Lewy zaliczył asystę, ale doznał kontuzji Fot. PAP/Szymon Pulcyn

Kontuzja „Lewego”. „Grom z jasnego nieba, obawiam się też o kolejne mecze”

Redakcja Redakcja Robert Lewandowski Obserwuj temat Obserwuj notkę 12
Myślę, że wszyscy, łącznie z tymi kibicami, którzy dziś tak bardzo ostro atakują Roberta Lewandowskiego mocno zatęsknią, gdy on przestanie już grać. Nasza piłka nie jest jeszcze na tyle mocna, żebyśmy mogli sobie pozwolić na rezygnację z gracza Barcelony, który jest jednym z najlepszych strzelców w lidze hiszpańskiej. To ikona naszej piłki, trzeba go szanować – mówi Salonowi 24 Przemysław Ofiara, szef działu Sport w „Super Expressie”.

Podczas meczu z Turcją z boiska zszedł kapitan, Robert Lewandowski. Wydawało się, że kontuzja jest nie jakaś ciężka, że bardziej była to zmiana z ostrożności. A następnego dnia sparaliżowała wszystkich informacja, że jednak nie jest to lekki uraz, ale naderwanie mięśnia. Poważne na tyle, że wyeliminuje najprawdopodobniej piłkarza przynajmniej z najbliższego meczu z Holandią. Trwa walka o jego udział w kolejnym spotkaniu, z Austrią. Co dla ekipy Michała Probierza oznacza brak snajpera Barcelony?

Przemysław Ofiara: Zarówno dla polskiej reprezentacji, jak i dla kibiców, to jest grom z jasnego nieba. Trudno sobie wyobrażać, żeby kadra z powodzeniem grała bez swojego kapitana i najlepszego zawodnika. Natomiast piłka nożna to nie jest sport indywidualny, tylko zespołowy i w jakiś sposób Michał Probierz musi Roberta Lewandowskiego zastąpić. Niestety problem jest tym większy, że z pięciu napastników, których powołał selekcjoner, odpadło aż trzech, czyli „Lewy”, Karol Świderski i Arkadiusz Milik. Dwaj pierwsi walczą z czasem, trzeci w ogóle na Euro nie pojechał.

Zostaje dwóch piłkarzy w pełni zdrowych, Adam Buksa i Krzysztof Piątek. I pytanie, czy sytuacja będzie wiązała się ze zmianą ustawienia reprezentacji Polski, bo dotychczas graliśmy dwoma napastnikami. Teraz pewnie trzeba będzie zmienić taktykę na jednego napastnika, wstawić do zespołu na przykład Kacpra Urbańskiego, który będzie wchodził ze środka pola. A co do samego Roberta Lewandowskiego, to myślę, że dziś w polskiej kadrze jest duże przerażenie, podobnie wśród kibiców. Szczególnie że nikt się tego nie spodziewał. Gdy przyglądałem się kapitanowi, kiedy schodził z boiska w 31 minucie meczu z Turcją, nie było widać krzty problemu. Robert schodził nie kulejąc.

Myślałem, że to jest 3xP, czyli profilaktyka, profilaktyka, profilaktyka, żeby w razie czego nie stało się nic więcej. Żeby jakieś mięśnie nie zostały bardziej podrażnione, jakaś kontuzja nie została pogłębiona w jakiś sposób. Informacja z następnego dnia, od doktora Jacka Jaroszewskiego, że został naderwany mięsień dwugłowy, jest ogromnym ciosem dla reprezentacji Polski. Obawiam się nie tylko o ten mecz z Holandią, bo według sztabu medycznego w tym meczu z Robert na pewno nie zagra. Można się też jednak obawiać o kolejne spotkania, bo naderwanie mięśnia dwugłowego, również dla piłkarza, który ma najlepszą opiekę medyczną na świecie, to poważna sprawa. A do bardzo ważnego meczu z Austrią, który jest w przyszły piątek, zostało półtora tygodnia.

W takim czasie całkowite pozbycie się bólu przy mięśniu dwugłowym będzie niezwykle trudne. Dr Jacek Jaroszewski musi dokonywać cudów, żeby „Lewego” doprowadzić do pełni zdrowia.


Mówi Pan o dużym kłopocie, przerażeniu. W przypadku sztabu szkoleniowego i piłkarzy bez wątpienia, jednak wśród wielu kibiców ostatnio modny był hejt na Lewandowskiego. On oczywiście troszeczkę sobie na krytykę zapracował, bo rok 2023 po mundialu w Katarze był chyba najsłabszy w jego karierze. Wiosną grał jednak lepiej, a wciąż są głosy, że drużyna bez „Lewego” zagra lepiej. Czy tak będzie przekonamy się niebawem, czy jednak ta niechęć do kapitana reprezentacji jest pokłosiem słabego ubiegłego roku reprezentacji i samego zawodnika, czy może już zmęczenia „Lewandowskim”?

W pewnym sensie jest zmęczenie i zniechęcenie, ale myślę, że wszyscy, łącznie z tymi kibicami, którzy dziś atakują bardzo ostro Roberta Lewandowskiego mocno zatęsknią, gdy on przestanie już grać. Nasza piłka nie jest jeszcze na tyle mocna, żebyśmy mogli sobie pozwolić na rezygnację z gracza Barcelony, który jest jednym z najlepszych strzelców w lidze hiszpańskiej. Nie został w tym sezonie królem strzelców, wciąż strzelał jednak bardzo dużo goli. Nie tyle, do ilu przyzwyczaił w ostatnich latach, natomiast wciąż jest to najwyższa klasa piłkarska. Rozmawiałem kilka dni temu z legendą francuskiej piłki, Davidem Trezeguet. On nie miał wątpliwości, że Lewandowski to jest ikona polskiego futbolu, najlepszy piłkarz w historii naszej piłki. Jego trzeba szanować.

Oczywiście każdy ma prawo pisać co chce, mamy wolność słowa. A do presji, która na nim spoczywa „Lewy” jest przyzwyczajony, da sobie radę z niepochlebnymi komentarzami. Nie chcę też bronić go za wszelką cenę, ostatni sezon był dużo słabszy od poprzednich. Natomiast wciąż, nawet Robert Lewandowski w słabszej formie jest wciąż naszym najlepszym piłkarzem, a przynajmniej napastnikiem.


Przez lata Lewandowski ciągnął tę reprezentację. Czasem można było mieć wrażenie, że pozostali piłkarze boją się brać odpowiedzialności za grę. Z Ukrainą pojawiło się jednak paru zawodników, którzy i bez kapitana zagrali całkiem przyzwoicie, brali na siebie ciężar gry. Brak „Lewego” jest osłabieniem, ale chyba to uzależnienie od jednego zawodnika powoli zaczyna się rozkładać na większą część zespołu?

Podtrzymuję, że wszyscy za Lewym zatęsknimy, gdy skończy karierę, bo takiego napastnika być może nie będziemy już mieli. Natomiast faktycznie w ubiegłych latach, nawet rok temu miałem takie wrażenie, że polskim piłkarzom brakuje na boisku dobrze rozumianej piłkarskiej bezczelności, poszarpania się z rywalem, założenia mu siatki w trakcie meczu. Dziś jest tego więcej. Nicola Zalewski wchodzi w pojedynki, zakładał siatki przeciwnikom. Był też moment, w którym Kacper Urbański czekał na podanie, na plecach mając dwóch Ukraińców. Cieszy chęć wzięcia na siebie, odpowiedzialności przez piłkarza 20-letniego.

Czasy się zmieniają, dziś często się zdarza, że 20-latek jest już w pełni ukształtowanym piłkarzem do grania. Ja mam wrażenie, że w Polsce zbyt długo trzymaliśmy takich młodych piłkarzy pod parasolem, a potem oni wyjeżdżając za granicę przepadali, bo za długo byli karmieni ptasim mleczkiem. Wydaje mi się, że Kacper Urbański, który bardzo wcześnie wyjechał za granicę, Nicola Zalewski, który za granicą spędził całe swoje sportowe życie, piłkarsko myślą po zachodniemu, a nie po polsku. Wydaje mi się, że również dzięki temu są piłkarzami, którzy są na boisku bezczelni, idą do przodu i nie boją się żadnego rywala.


Wróćmy do Roberta Lewandowskiego. Toczy się spór o to, czy jest on najlepszym piłkarzem w historii Polski. I co do osiągnięć klubowych to nie podlega dyskusji. W reprezentacji indywidualne statystyki też ma najlepsze, ale cieniem kładzie się brak sukcesów w wielkich turniejach. Euro 2012 – porażka, do Mistrzostw Świata 2014 brak awansu, a Lewandowski zawodził. Rok 2016 sukces klubu, kapitan jednak świetnie grał w eliminacjach, we Francji był jedynie trybikiem w maszynie. Mundial w Rosji znów świetne eliminacje, ale turniej fatalny. Euro 2020 kapitalne dla Lewandowskiego, ale zespół „nie dojechał”. Wreszcie słodko-gorzkie mistrzostwa w Katarze, z wyjściem z grupy, ale aferami i brzydką grą. Teraz uraz. Czy jest szansa na przełamanie i osiągnięcie jakiegoś sukcesu, i co byłoby sukcesem przy tak mocnej grupie?

Słabe starty Polaków w turniejach to kwestia poziomu naszej piłki reprezentacyjnej, nie Roberta Lewandowskiego. On jest jeden, a żeby cokolwiek zdziałać, trzeba uzbierać dziesięciu świetnych zawodników do pierwszego składu. Były pojedyncze wyskoki, takie jak całkiem udane Euro 2016 i dojście do ćwierćfinału. Wyjście z grupy na Mundialu w Katarze to był sukces, który został przykryty głośnymi aferami. Dziś myślę, że sukcesem byłoby wyjście z grupy. Co z tego, że remisujemy dwa mecze, zdobędziemy dwa punkty, a jak w tej grupie nie wyjdziemy? A rywale są niezwykle trudni.

Trzeba mieć świadomość tego, że o punkty będzie bardzo ciężko. Jestem przekonany, że jeżeli kibice zobaczą walkę, gryzienie trawy, pogodzą się z brakiem wyjścia z grupy, jeżeli do niego dojdzie. Jednak jeżeli mówimy o celu, co będzie sukcesem, to myślę, że byłby nim awans do kolejnej rundy. Jeśli to się uda w grupie z Holandią, Austrią i Francją, to piłkarze i kibice na pewno będą mogli być w pełni usatysfakcjonowani.

Nie jestem zwolennikiem teorii spiskowych, ale pojawiły się w sieci komentarze, że kontuzja „Lewego” to zasłona dymna, że w ostatniej chwili okaże się, że kapitan zagra cały mecz, albo wejdzie w drugiej połowie.

Gdyby selekcjonerem nie był Michał Probierz to bym absolutnie nie wierzył w taki scenariusz. Powiedziałbym, że przecież jest ogłoszenie sztabu szkoleniowego, sztabu medycznego, który mówi, że piłkarz nie jest gotowy do gry na Holandię, na pewno nie zagra. Selekcjonerem jest jednak Michał Probierz, który już kiedyś robił takie rzeczy. Przed laty była głośna sytuacja w Jagiellonii Białystok. Na treningu zderzyli się dwaj zawodnicy podlaskiego klubu, Rafał Grzyb i Hermes, i potem okazało się, że to była podpucha, w celu zmylenia przeciwnika, a piłkarz był zdrowy.

Jeżeli Robert Lewandowski dał się namówić Michałowi Probierzowi na taką akcję i taką zasłonę dymną i jeżeli to przyniesie skutek w meczu z Holendrami, a Michał Probierz z „Lewym” oszukają nas, ale oszukają też Holendrów, to myślę, że wszyscy wybaczymy im ten fortel i będziemy się z tego cieszyć. Więc choć to mało prawdopodobne, daję jednak pięć procent szansy na to, że jednak jest to podpucha i „Lewy” z Holandią zagra. Wszyscy mocno byśmy się śmiali z sytuacji i cieszyli, gdyby okazało się, że „Lewy” zagra. i co więcej, gdyby w meczu z Holandią strzelił gola.

Przed laty lekko kontuzjowany wszedł w na boisko w drugiej połowie meczu z Wolfsburgiem, strzelił dla Bayernu pięć goli w dziesięć minut...

To byłoby fantastyczne, gdyby jak wtedy kapitan wszedł na boisko w 46 minucie i „walnął” Holendrom kilka bramek. Na razie jednak trzeba się szykować na to, że z Pomarańczowymi zagramy bez kapitana.

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport