Francuzi na ulicach Marsylii. Fot. PAP/EPA/TERESA SUAREZ
Francuzi na ulicach Marsylii. Fot. PAP/EPA/TERESA SUAREZ

Francja wchodzi w erę chaosu? Nawet wygrani nie są pewni sytuacji

Redakcja Redakcja Francja Obserwuj temat Obserwuj notkę 49
Jeden z liderów francuskiego Nowego Frontu Ludowego (NFP) Raphael Glucksmann powiedział w niedzielę, że blok ten wygrał wybory parlamentarne, ale nie ma większości bezwzględnej. W ten sposób odniósł się do żądania innego polityka lewicy Jean-Luca Melenchona, by premierem został reprezentant NFP. Z kolei dziennik „Le Figaro” komentując wyniki wyborów parlamentarnych ocenia, że Francja wkracza w okres niestabilności politycznej.

Lewica po wyborach we Francji: Nie mamy większości bezwzględnej 

Po wypowiedziach Melenchona, lidera skrajnie lewicowej Francji Nieujarzmionej (LFI), Glucksmann wypowiadał się - jak komentują media - w ostrożniejszy sposób.

– NFP jest pierwszą siłą w parlamencie, ale mówmy prawdę, nie mamy większości bezwzględnej – powiedział Glucksmann, który jest szefem centrolewicowej partii Miejsce Publiczne.

Polityk, który przy wsparciu Partii Socjalistycznej uzyskał niedawno mandat eurodeputowanego, powiedział, że Francja potrzebuje „rewolucji kulturalnej” i władza wykonawcza będzie odtąd wykonawcą decyzji parlamentu. Zapowiedział „koniec rządzenia przy pomocy artykułu 49.3” pozwalającego przyjmować w parlamencie ustawy bez głosowania.

W taki sposób przyjmowane były ustawy w dotychczasowym parlamencie. Obóz polityczny prezydenta Emmanuela Macrona stosował ten przepis, ponieważ nie miał większości bezwzględnej.


Pytany o perspektywę objęcia urzędu premiera przez polityka NFP, Glucksmann podkreślił z naciskiem, że potrzebne będzie odpowiedzialne zachowanie i że lewica ma być „głosem uspokojenia”.

Według sondaży exit poll NFP wygrał wybory zdobywając od 181 do 215 głosów w 577-osobowym parlamencie. Większość bezwzględna, pozwalająca na samodzielne rządy to 289 miejsc.

Na drugim miejscu według prognoz podanych przez telewizję TF1 jest obóz polityczny Macrona, który może liczyć na 150-180 mandatów. Skrajnie prawicowe Zjednoczenie Narodowe (RN), zgodnie z tymi prognozami, otrzymało 120-150 mandatów.

Od razu po ogłoszeniu sondażowych wyników Melenchon wezwał prezydenta do powierzenia lewicy misji utworzenia rządu, odrzucając możliwość porozumienia z Macronem.

Ze swej strony premier Gabriel Attal zapowiedział, że złoży w poniedziałek swoją rezygnację, co jest zwyczajową procedurą.

„Le Figaro”: Nadciągający chaos

Dziennik „Le Figaro” komentując wyniki wyborów parlamentarnych ocenia, że Francja wkracza w okres niestabilności politycznej: funkcjonowanie parlamentu będzie utrudnione a prezydent Emmanuel Macron będzie musiał współpracować z lewicą, która już zapowiedziała anulowanie jego reform.

Dziennik przypomina, że po pierwszej turze wyborów mało kto wierzył w zwycięstwo lewicowego Nowego Frontu Ludowego. „Przenikliwi stratedzy Macrona, na czele z (premierem) Gabrielem Attalem wyjaśniali nam uczenie, że nie ma ryzyka w głosowaniu na Nowy Front Ludowy, który nie może wygrać! Wynik: we Francji, która nigdy nie była tak bardzo prawicowa - wybory do PE i pierwsza tura wyborów parlamentarnych jasno to pokazały - Emmanuel Macron nie ma wyjścia i będzie próbował stworzyć rząd zwracając się na lewo” - podkreśla „Le Figaro”.

Macron - jak zauważa - wygrał po raz trzeci w pojedynku z przywódczynią skrajnej prawicy Marine Le Pen. Wynik jego partii jest lepszy niż przewidywano. „Jednak to zwycięstwo jednego wieczoru nie powinno pozwalać zapomnieć o nadciągającym chaosie” - ostrzega dziennik.

Prognozuje, że następstwem decyzji Macrona o przedterminowych wyborach będzie długotrwały zamęt. „Zgromadzenie Narodowe będzie jutro w jeszcze większym stopniu trudne do rządzenia niż wczoraj. Macron stracił większość względną. Skazany na poszukiwanie koalicji, uniknął próby kohabitacji z (szefem skrajnie prawicowego Zjednoczenia Narodowego) Jordanem Bardellą tylko po to, by doświadczyć takiej próby z blokiem lewicowym, w którym lwia część przypada grupie Jean-Luca Melenchona (chodzi o skrajnie lewicową Francję Nieujarzmioną – red.)” - ocenia „Le Figaro”.

Zauważa, że Zjednoczenie Narodowe (RN) było blisko objęcia władzy i wygrało poprzednie głosowania, jednak „Francuzi, którzy się masowo zmobilizowali, powiedzieli mu wyraźnie »nie«”. Mimo poparcia jednej trzeciej wyborców i spopularyzowania swoich tematów RN nadal wywołuje „obawę i nieufność” u większości obywateli - dodaje dziennik.

Ostrzega przed „gniewem wyborców RN, którzy mają uczucie, że ukradziono im wybory"” jak i frustracją tych wyborców po prawej i lewej stronie sceny politycznej, którzy są przeciwnikami Le Pen, „niemniej, nie czują się socjalistami”.


Sonik: Głównym przegranym jest Francja

W krytycznym tonie do powyborczej sytuacji odnosi się w mediach społecznościowych Liliana Sonik, niegdyś działaczka demokratyczna, która przez lata mieszkała we Francji na imigracji i ma wciąż dobry kontakt z tym krajem.

Sonik na Facebooku napisała:

„Jak wiadomo, we Francji większość bezwzględna potrzebna do stabilnych rządów to 289 miejsc w Parlamencie liczącym 577 posłów.

Tymczasem dziś wieczorem wszystkie główne formacje ogłaszają swe zwycięstwo.

Nowy Front ludowy triumfuje, bo będzie miał więcej foteli, niż dotychczas, czyli ok. 180. Wprawdzie wyniki z 16 okręgów jeszcze nie są znane, ale już wiemy, że mają I miejsce. Tylko że z tego niewiele wynika, skoro niestabilna składanka 9 partii i ugrupowań lewicowych nawet się nie zbliża do większości. Przywódca Nieujarzmionej Jean-Luc Mélenchon (zresztą świetny mówca, ale tam wszyscy liderzy są świetnymi mówcami) w euforii zdążył już ogłosić, że współpraca z prezydenckim ugrupowaniem jest wykluczona, a »Nowy Front Ludowy będzie realizował swój program, cały swój program«. Niby jakim sposobem miałby to zrobić? Przecież żadnej większości nie ma i mieć nie będą. Powiększyli jednak swój stan posiadania, choć nie nadmiernie. Bowiem do tej pory Grupa Lewicy liczyła 151 deputowanych, w tym 75 z Francji Nieujarzmionej

Uznawana za »prezydencką« grupa Ensemble też triumfuje. Mają »srebrny medal«, miejsce drugie, czyli znacznie więcej, niż przewidywały sondaże i estymacje. (Ustępujący) premier Gabriel Attal podkreśla, że najważniejsze jest, że udało się powstrzymać prawicowy potop. Problem w tym, że nie bardzo jest z czego się cieszyć, jeśli miało się do tej pory większość względną 250 posłów, a teraz będzie ich nie więcej, niż 165 (wyniki z 16 okręgów jeszcze nie są znane)

Zgromadzenie Narodowe (Jordana Bardelii i Marine le Pen) też się oficjalnie cieszy. Wszak mieli do tej pory 89 posłów, a będą mieli co najmniej 141 - rekord w historii tego ugrupowania. Tyle że jeszcze 3 dni temu byli typowani na pewnych zwycięzców.

Jednym słowem wszyscy deklarują, że wygrali, tylko nie mówią kto przegrał.

W ogłoszonych bez sensu przedterminowych wyborach głównym przegranym jest Francja.

»Manewr Macrona« przejdzie do historii. Rozproszony układ miejsc w Parlamencie wyklucza stworzenie jakiejkolwiek większości, nawet tak lichej, jak dotychczas. Bo dotychczas rząd miał poparcie 250 posłów, a pożądane są rządy dysponujące większością absolutną co najmniej 289 głosów w Parlamencie.

»Jak chcecie rządzić krajem, który ma 246 gatunków sera?« – martwił się generał de Gaulle. To było dawno temu; teraz Francja stała się państwem kompletnie niesterownym, rozchwianym, gdzie szukający legitymacji klecony w bólach przyszły rząd, żeby przetrwać, będzie wydany na pokusę decyzji populistycznych. To fatalna wiadomość dla Francuzów i dla Europy”.

KW

Źródło zdjęcia: Francuzi na ulicach Marsylii. Fot. PAP/EPA/TERESA SUAREZ

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj49 Obserwuj notkę

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka