Wenezuelska ropa dla zuchwałych. Amerykanie szykują się do potężnych inwestycji

Redakcja Redakcja Świat Obserwuj temat Obserwuj notkę 173
Donald Trump zapowiada, że USA będą zarządzać wenezuelską ropą. Analitycy są jednak sceptyczni. Uważają, że na wenezuelskiej ropie nie da się szybko zarobić. Podważają też złoża. Tymczasem były szef Chevrona zbiera kapitał i szykuje się do inwestycji - pisze w Salonie24 Mariusz Kowalewski.

Zatrzymanie i porwanie Nicolása Maduro sprawiło, że w centrum uwagi znalazły się złoża wenezuelskiej ropy. Sam Donald Trump zapowiedział, że Stany Zjednoczone będą mocno zaangażowane w wydobycie i rafinację tego surowca. – Mamy najwspanialsze firmy naftowe na świecie, największe, najlepsze i będziemy bardzo zaangażowani – mówił w sobotę gospodarz Białego Domu. Eksperci studzą jednak emocje. Nie wszyscy są przekonani, że USA uda się szybko dobrać do wenezuelskich złóż.

Kto kontroluje ropę

Obecnie większość produkcji i rezerw pozostaje w rękach państwowego koncernu PDVSA, który od dekad dominuje w branży. W Wenezueli działa także amerykański Chevron, prowadząc własne wydobycie oraz spółki joint venture z PDVSA. Obecne są również firmy rosyjskie i chińskie, jednak kontrola większościowa nadal należy do państwa. Eksperci wskazują, że w przypadku powstania bardziej proinwestycyjnego rządu to właśnie Chevron jest najlepiej przygotowany do zwiększenia swojej roli. Skorzystać mogłyby także europejskie spółki, takie jak Repsol i Eni. Wydobycie ropy w Wenezueli spadło z około 3,5 miliona baryłek dziennie w 1997 roku do niespełna miliona obecnie, z czego eksportowana jest mniej więcej połowa. 


Wenezuelskie eldorado

Amerykański analityk sektora energetycznego Art Berman ocenia, że koncerny naftowe z USA nie są zainteresowane ponownym angażowaniem kapitału w Wenezueli. Jak wskazuje, straty poniesione w tym kraju zostały przez firmy odpisane już lata temu. Obecnie największe spółki naftowe koncentrują się na stabilnym, przewidywalnym zwrocie z kapitału, a Wenezuela – jego zdaniem – pozostaje rynkiem o wysokim ryzyku i niskiej rentowności. Berman podkreśla, że nawet ewentualne naciski polityczne nie zmienią faktu, iż inwestycje liczone w dziesiątkach miliardów dolarów musiałyby prowadzić do obniżenia cen ropy, co działałoby przeciwko interesom samych firm.

Podobne wnioski płyną z analizy danych produkcyjnych przedstawionych przez Kima Benniego, zarządzającego portfelem surowcowym ze Szwajcarii, specjalizującego się w ilościowej analizie rynku futures i opcji. Benni, opierając się na danych z poszczególnych odwiertów, wskazuje, że od 2010 roku wzrost wydobycia ropy w Wenezueli nigdy nie przekroczył 420 tysięcy baryłek dziennie rok do roku, podczas gdy spadki sięgały nawet 800 tysięcy baryłek. Jego zdaniem przy obecnym stanie złóż w regionach Maturín i Maracaibo wzrost produkcji o ponad 500 tysięcy baryłek dziennie rocznie byłby skrajnie mało prawdopodobny. 


Amerykanie już zbierają fundusze

Tymczasem, jak pisze "Financial Times”, były czołowy dyrektor Chevronu Ali Moshiri zebrał już dwa miliardy dolarów na inwestycje związane z wydobyciem wenezuelskiej ropy. Według jego relacji zainteresowanie inwestorów wystrzeliło dosłownie z dnia na dzień. Jeszcze niedawno Wenezuela była rynkiem "radioaktywnym”, dziś telefony od potencjalnych inwestorów mają dzwonić jeden po drugim. To symptom zmiany nastrojów, ale też dowód, jak bardzo rynek reaguje na sygnały polityczne z Waszyngtonu.

Prezydent Donald Trump zapowiada, że amerykańskie koncerny naftowe zainwestują miliardy dolarów w odbudowę zniszczonej infrastruktury. Problem w tym, że najwięksi gracze podchodzą do tych deklaracji z dużą rezerwą. ExxonMobil i ConocoPhillips, którym za rządów Hugo Cháveza znacjonalizowano aktywa, nie palą się do powrotu.

Trump: musicie inwestować!

Według Reutersa administracja Białego Domu oraz Departament Stanu USA w ostatnich tygodniach miały wywierać presję na amerykańskich menedżerów sektora naftowego, by szybko wrócili do Wenezueli i zainwestowali tam znaczący kapitał. Jak wynika z informacji przekazanych przez osoby zaznajomione ze sprawą, warunkiem ewentualnej rekompensaty za aktywa wywłaszczone dwie dekady temu ma być zaangażowanie w odbudowę zrujnowanego wenezuelskiego przemysłu naftowego. Tyle tylko, że amerykański biznes nie chce wchodzić na grząski grunt, na którym już raz stracił miliardy i do dziś nie może odzyskać utopionych pieniędzy. ConocoPhillips czy ExxonMobil wciąż walczą o odzyskanie miliardowych należności wynikających z arbitrażu międzynarodowego. Chodzi o aktywa przejęte w 2007 roku podczas fali nacjonalizacji przeprowadzonej przez ówczesnego prezydenta Wenezueli Hugo Cháveza. Choć firmy wygrały sprawy przed sądami międzynarodowymi, realne wyegzekwowanie odszkodowań okazało się wyjątkowo trudne. Obecna strategia USA ma łączyć możliwość odzyskania tych środków z nowymi inwestycjami w sektor naftowy Wenezueli.

Skala wyzwań jest jednak ogromna. Analitycy oceniają, że odbudowa przemysłu naftowego do poziomów sprzed lat wymagałaby olbrzymich nakładów kapitałowych, a infrastruktura wydobywcza jest dziś w bardzo złym stanie. 


Chińczycy muszą kupować w Afryce

Jeden efekt Trump już jednak osiągnął. Zakręcił kurek z wenezuelską ropą dla Chin, które były największym jej odbiorcą na świecie. Jeden z wielkich tankowców typu VLCC, który od grudnia płynął pod banderą Chin do Wenezueli, po ataku Stanów Zjednoczonych na ten kraj obrał nowy kierunek i obecnie zmierza w stronę Nigerii. Podobnie zachowuje się inna jednostka, która jeszcze na początku stycznia operowała u wybrzeży Gujany Francuskiej, a obecnie oddala się od Ameryki Południowej, kierując się w stronę Zatoki Gwinejskiej. Tuż przed amerykańską operacją militarną Stany Zjednoczone objęły sankcjami cztery kolejne tankowce dostarczające wenezuelską ropę do Chin. Z tej grupy tylko jeden pozostaje jeszcze na wodach karaibskich, między Wenezuelą a Trynidadem i Tobago. Pozostałe – jak informuje "Wall Street Journal” – zrezygnowały z dotarcia do Wenezueli, a część z nich kieruje się w stronę zachodnich wybrzeży Afryki.

Chiny przez lata były największym odbiorcą wenezuelskiej ropy, kupując ponad 90 proc. eksportowanego przez ten kraj surowca, mimo sankcji nałożonych przez USA w 2019 roku, i inwestując w wenezuelskie pola naftowe. Obecna zmiana tras tankowców może natomiast sprzyjać Nigerii, która dysponuje największymi zasobami ropy w Afryce i systematycznie zwiększa sprzedaż surowca do Chin, będących jej głównym odbiorcą.  


Fot. Nicolas Maduro w rękach amerykańskich służb/screen Fox News 

Mariusz Kowalewski

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj173 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (173)

Inne tematy w dziale Polityka