Nowa konstytucja
Prezydent Nawrocki przekonywał, że obowiązująca konstytucja z 1997 roku wielokrotnie ujawniała swoje słabości. Jak podkreślał, problemy te były widoczne zarówno w czasie prezydentury Lech Kaczyński, jak i Andrzeja Dudy. W jego ocenie dokument nie zapewnia wystarczającej klarowności podziału kompetencji między najważniejszymi organami władzy.
- Trzeba podjąć dyskusję nad zmianą konstytucji. Chodzi o przyszłość, o pewną klarowność zasadniczego aktu prawnego - mówił prezydent. Zaznaczał przy tym, że obecne przepisy sprzyjają sporom kompetencyjnym, zwłaszcza na linii prezydent–premier. - Rodzi pewne konflikty, które moglibyśmy sobie darować, gdyby była inaczej skonstruowana – dodał, wskazując na potrzebę bardziej precyzyjnych zapisów ustrojowych.
Karol Nawrocki zapowiedział, że w Pałacu Prezydenckim rozpoczną się prace nad kompromisową propozycją nowej konstytucji. Jego zdaniem, doświadczenia ostatnich lat mają być punktem wyjścia do stworzenia projektu, który ograniczy pola konfliktów politycznych. - Jesteśmy nauczeni pewnymi doświadczeniami, dlatego będziemy pracować w Pałacu Prezydenckim nad kompromisowym załatwieniem tej sprawy i zaproponowaniem nowego tekstu konstytucji - wspomniał.
Prezydent podkreślał także swoją rolę jako "strażnika konstytucji”. Mówił, że głowa państwa powinna aktywnie korzystać z przysługujących jej prerogatyw, bez obaw o polityczne konsekwencje. - Prezydent powinien egzekwować posiadane prerogatywy i nie wahać się z nich korzystać w tych zakresach, w których ma prawo, choćby o prawie weta czy nominacjach generalskich i oficerskich - przekonywał Nawrocki.
Czarzasty? "Budzi to absmak"
Najbardziej emocjonalna część wystąpienia dotyczyła marszałka Sejmu. Prezydent Nawrocki wypomniał mu, że drugą osobą w państwie jest polityk, który uzyskał relatywnie niewielkie poparcie w wyborach parlamentarnych.
- Drugą najważniejszą osobą w państwie jest człowiek, który dostał 20 tysięcy głosów. Przegrał z człowiekiem ze swojej listy z ostatniego miejsca. Człowiek z poparciem 20 tysięcy głosów zostaje drugą osobą w państwie w ramach koalicyjnych układanek” – mówił prezydent. Nawrocki podkreślał, że nie kwestionuje legalności takiego rozwiązania, bo jest zgodne z regułami demokracji, ale jego zdaniem budzi ono sprzeciw społeczny. - Reprezentuje partię, która ma marginalne poparcie. Ja tego nie kwestionuję, ale zwykli Polacy chyba mają przekonanie, że budzi to pewien absmak – ocenił.
Prezydent odniósł się również do głośnego pomysłu tzw. „weta marszałkowskiego”, którego autorem jest Włodzimierz Czarzasty. W jego ocenie była to próba ingerencji w kompetencje, których marszałek Sejmu nie posiada. - Wychodzi postkomunista z poparciem 20 tysięcy głosów i mówi do człowieka, który ma 10,5 miliona głosów w wyborach bezpośrednich, że będzie korzystał z weta, którego nie ma, w stosunku do jego inicjatywy ustawodawczej - wypomniał Czarzastemu. Z danych opublikowanych na oficjalnej stronie Sejmu wynika, że Włodzimierz Czarzasty uzyskał w ostatnich wyborach parlamentarnych dokładnie 22 332 głosy.
Nawrocki: ustawy pisane pod Trzaskowskiego
Politycy analizowali też ubiegłoroczne wybory prezydenckie. Andrzej Duda nie miał wątpliwości, że choć porażkę osobistą poniósł Rafał Trzaskowski, to zwycięstwo Nawrockiego było "czerwoną kartką" dla Donalda Tuska. - Osobistą porażkę, zawsze trudną dla człowieka, musiał przyjąć na siebie Rafał Trzaskowski, który był tym kandydatem, ale faktycznie była to po prostu klęska obozu politycznego i polityki, jaką ten obóz realizował w od grudnia 2023 roku - uznał były prezydent, dodając, że to premier w ostatnich dwóch tygodniach kampanii był bardzo aktywny, udzielał wywiadów i przyczynił się do porażki swojego kandydata.
Z kolei Nawrocki zasugerował, że większość wysyłanych mu projektów ustaw do podpisu była przygotowywana pod "innego prezydenta". - Sytuacja psychologiczna, w której w sposób naturalny prezydentem Polski miał zostać Rafał Trzaskowski, a nie Karol Nawrocki, spowodowała, że przez pół roku odliczając czas prezydentowi Andrzejowi Dudzie, przygotowywano prawo pod zupełnie innego prezydenta Polski, a wyszedł z wyborów inny prezydent Polski i to wpływa także na ilość wet, bo są ustawy, które, gdy ktoś analizował moją kampanię wyborczą, mógł się domyślić, że ja ich nigdy nie podpiszę, bo nie są zgodne z tym, czego oczekują ode mnie wyborcy - analizował.
Fot. Karol Nawrocki i Andrzej Duda w Belwederze/PAP
Red.






Komentarze
Pokaż komentarze (13)