Justyna Dobrosz-Oracz w 10-lecie przejęcia TVP przez zarząd Jacka Kurskiego wspomniała pierwsze dni tworzącej się wówczas "nowej rzeczywistości". Dziennikarka twierdzi, że w budynku na Woronicza działy się wówczas prawdziwe dramaty, a ludzie byli "terroryzowani" przez nowych przełożonych. "Dla mnie to jest niewyobrażalne, że coś takiego się wydarzyło".
Rocznica przejęcia TVP
Justyna Dobrosz-Oracz zakończyła współpracę z TVP wkrótce po roszadach kadrowych, do których doszło wraz z objęciem stanowiska prezesa przez Jacka Kurskiego. Miało to miejsce dokładnie 8 stycznia 2016 r., a dziesięć lat później, w rocznicę tamtych wydarzeń, na antenie Telewizji Polskiej ukazało się specjalne wydanie programu "Niebezpieczne związki".
W programie udział wzięli nie tylko Dorota Wysocka-Schnepf oraz Grzegorz Nawrocki, lecz także Janusz Daszczyński, dziennikarz Onetu i były reporter "Wiadomości" Kamil Dziubka, jak również sama Justyna Dobrosz-Oracz. Duże zainteresowanie wzbudziła jej wypowiedź, w której przywołała rozmowę z Danutą Holecką.
"Dlaczego mam dzwonić do Kurskiego?"
– Gdy usłyszałam, że zostanę wyrzucona, podeszła do mnie Danuta Holecka i zapytała: "Dlaczego nie ratujesz się i nie dzwonisz do Jacka Kurskiego?". Zapytałam: "Dlaczego mam dzwonić? Co takiego zrobiłam? Rzetelnie wykonywałam swoje obowiązki. Dlaczego miałabym składać hołd lenny przed politykiem?" – stwierdziła Dobrosz-Oracz.
"Wyzywano ich od komunistów"
Prezenterka wyznała, że część jej znajomych pozostała pracownikami Telewizji Polskiej po przejęciu władzy przez PiS. Jak twierdziła w "Niebezpiecznych związkach", mieli oni być terroryzowani przez zarząd Jacka Kurskiego.
– Do dziś słyszę opowieści ludzi, pracowników teraz, którzy zostali w TVP, co się działo, jak ich wyzywano od komunistów, jak ich terroryzowano, pokazując, jakie ujęcia mają robić, jak kogoś oszpecać na antenie. Dla mnie to jest niewyobrażalne, że coś takiego się wydarzyło – zapewniała dziennikarka.
Powrót do TVP po latach
W 2024 r. Justyna Dobrosz-Oracz ponownie związała się z TVP po zmianach przy Woronicza, będących konsekwencją objęcia władzy przez nowy rząd. Dziennikarka mówiła o swoim powrocie do stacji na antenie "Niebezpiecznych związków".
– To wcale nie było tak, że ja marzyłam, żeby wrócić tu na antenę. Już miałam swoją zbudowaną pozycję w "Gazecie Wyborczej", byłam komentatorką w TVN-ie. Nie było we mnie imperatywu, żeby tu przyjść dla przyjścia, albo dla pokazania komuś, że wróciłam. Nie planowałam tego – mówiła dziennikarka.
Salonik
Fot: Justyna Dobrosz-Oracz na gali wręczenia Nagrody Mariusza Waltera w Muzeum POLIN w Warszawie/PAP
Inne tematy w dziale Kultura