„Epstein, a sprawa polska” – pomysł na narrację czy nerwowy ruch?
W rozmowie pojawia się teza, że rząd próbuje narzucić nową agendę. Abramczyk streszcza to wprost: „A inna narracja, którą próbuje ekipa rządowa wrzucić… czyli Epstein, a sprawa polska”. I od razu dodaje, że nie jest pewien, czy to w ogóle „dobra narracja”, bo w jego obserwacji reakcje są mieszane.
Kowalewski przyznaje, że sam szukał w tym politycznego „paliwa”, ale go nie znalazł. Abramczyk idzie dalej i stawia mocną diagnozę o kulisach: „Podejrzewam, że na 2–3 godziny przed spotkaniem z ministrami premier stwierził, że 'musimy coś takiego wrzucić'”. W tym ujęciu nie chodzi o realne wyjaśnianie, tylko o komunikat: „coś robimy”, zanim temat rozleje się po mediach. (dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo).
Obejrzyj całą rozmowę na YouTube:
„Lekko nadepnął na grabie”
Najciekawszy fragment dotyczy nie prawicy, tylko wyborców Koalicji Obywatelskiej. Abramczyk mówi, że elektorat prawicowy widzi w tym klasyczną „wrzutkę zastępczą”, ale zaskoczyła go krytyka po stronie KO: „Tam oni mówią: no jak to, afera podkarpacka nieruszona… rozliczenia nieruszone, a my się zajmujemy jakimś wątkiem polskim w sprawie… za górami, za lasami”.
To ważne, bo sugeruje polityczne ryzyko: jeśli nawet sympatycy rządu uznają temat za odciąganie uwagi, narracja może się odwrócić. Abramczyk podsumowuje to bez owijania: „wydaje mi się, że premier lekko nadepnął na grabie”.
Temat „niewygodny dla wszystkich”
Kowalewski i Abramczyk zakładają, że wejście w temat Epsteina może szybko przestać być kontrolowalny. Pada argument, że sprawa jest tak szeroka i tak toksyczna, że w sporze politycznym może „zahaczyć” o wielu – i w USA, i w Polsce. Abramczyk uprzedza: „to będzie w jedną i drugą stronę”, bo natychmiast pojawiają się dygresje, stare cytaty, obrony „wybitnych ludzi” i znane nazwiska z przeszłości.
W tym sensie zapowiedź komisji może uruchomić lawinę skojarzeń, którą każda strona wykorzysta do okładania przeciwnika, a nie do dochodzenia prawdy. I to jest kluczowa wątpliwość rozmówców: czy w ogóle da się zbudować na tym spójną, bezpieczną strategię komunikacyjną.
Czy państwo ma tu realny efekt do pokazania?
W rozmowie wybrzmiewa jeszcze jeden chłodny argument: nawet jeśli moralny ciężar sprawy jest oczywisty, politycznie trudno pokazać szybki, wymierny rezultat. Kowalewski mówi wprost: „OK, to jest ważne, tylko on nie żyje. Ta sprawa działała się lata temu”. I dodaje, że jeśli uda się znaleźć konkretną osobę, która pomagała Epsteinowi i poniesie konsekwencje – „bardzo dobrze” – ale jako „temat dnia” wygląda to jak ruch niezrozumiały.
W efekcie rozmówcy zostawiają słuchacza z pytaniem, czy rząd nie sięgnął po temat, który jest jednocześnie potężny emocjonalnie i trudny do domknięcia dowodowo – a więc idealny do awantury, ale słaby do rozliczeń.
red.
Fot. DOJ


Komentarze
Pokaż komentarze (40)