"Chociaż grzech jest przepaścią złości i niewdzięczności, jednak cena jest położona za nas nigdy nieporównana - dlatego niech ufa dusza wszelka w Męce Pana, niech ma w Miłosierdziu nadzieję. Bóg nikomu Miłosierdzia Swego nie odmówi. Niebo i ziemia może się odmienić, ale nie wyczerpie się Miłosierdzie Boże." - z Dzienniczka Świętej Siostry Faustyny.
Pan Bóg objawił się grzesznej ludzkości w Postaci Osoby Syna Swego Jednorodzonego ("Kto mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca"), który cierpiał i umarł za nasze grzechy i Zmartwychwstał, byśmy mieli Życie Wieczne - czy my tak naprawdę wiemy co to oznacza ? Rozum ludzki nie ogarnia Boga i Jego Miłości do nas. A jednak czujemy się często jakby opuszczeni, zostawieni na pastwę losu, ludzi, wydarzeń na które nie mamy żadnego wpływu, a które nieraz przytłaczają nas ogromem istniejącego w świecie zła.
Nasunęło mi się dzisiaj porównanie ludzkiego życia do żeglugi po morzu. Sam nigdy tego nie czyniłem, ale chyba każdy z nas ma jakieś na ten temat wyobrażenia, ponieważ książki i opowieści podróżnicze są dość popularne. W życiu często tak jest, że wytyczamy sobie jakieś kierunki, szukając portu, w którym można odpocząć. Nieraz przecież spotykają nas burze i sztormy, które niszczą nasze statki, a nawet rzucane nam szalupy ratunkowe. Wtedy czujemy, że toniemy i nie ma już dla nas ratunku. A nawet jeśli tak nie jest, to czy wiemy dokąd tak naprawdę płyniemy ? Przecież ta podróż kiedyś się skończy i co wtedy ?
My ludzie, zamieniliśmy stworzony przez Boga świat w morze, a nawet ocean nieprawości, który podnosi się coraz wyżej, na podobieństwo biblijnego Potopu. Pan Bóg zesłał go już kiedyś na opamiętanie, ale niektórzy powiadają, że przekonawszy się o jego nieskuteczności, postanowił nie czynić tego po raz wtóry. Dlatego to my sami - ludzie już XXI stulecia po Chrystusie, wznosimy cywilizację, zarazem zalewając ją grzechem w różnej postaci. Budujemy jakieś tamy (prawa człowieka), które mają zapobiec rozlaniu się niszczącego zła. Wiemy jednak z historii, że tamy pękają, a wtedy żywiołu nie da się już powstrzymać. Rozpada się stary świat, a człowiek jest jakby miażdżony przez żywioł, którego sam był twórcą.
I tak oto w ostatnim stuleciu doszliśmy do tego, że jest możliwa samozagłada. Ale i to nie jest jeszcze najstraszniejsze w tym wszystkim. O wiele gorsza jest utrata zdolności rozpoznania dobra i zła, co powoduje nie tylko zagładę fizyczną człowieka, ale przede wszystkim zatratę jego duszy. Dusze giną w morzu nieprawości, którym staje się świat zbuntowany przeciw swemu Stwórcy. Kiedyś był to "Titanic" - dzieło ukaranej ludzkiej pychy. Dzisiaj zaś zdaje się człowiekowi, że nawet morze oraz inne żywioły potrafi uczynić sobie posłusznymi i obrócić je przeciw Stwórcy. Czy nie jest to szaleństwem ? - rozum ludzki oszalał, stając się sam dla siebie "sterem, żeglarzem i okrętem", który nie jest jednak w stanie rozpoznać właściwego kierunku podróży. Tymczasem zbiera się na potężną burzę, a wody "potopu" wytworzonego przez człowieka podnoszą się.
Pan Bóg na to wszystko patrzy i czeka. Nie - nie jest zmęczonym starcem, który nie ma już sił na podjęcie jakiegoś działania. On Jest Nieskończonym Oceanem Miłosierdzia, które ogarnie świat, kiedy dopełni się miara jego nieprawości. Nastąpi wielka jego przemiana, po której już nigdy nie będzie potopu, który jest mozolnie budowaną przez człowieka cywilizacją śmierci - ona podobnie jak grzech zginie bezpowrotnie. Zostanie ostatecznie pokonana przez Miłość.
Inne tematy w dziale Społeczeństwo