Rok 1989. Nie ma przepisów klauzuli sumienia. Aborcja jest dopuszczalna na życzenie. Jestem w ciąży. Z powodu skoków ciśnienia jest duże zagrożenie śmierci dziecka bądź mojej. Leżę w szpitalu na podtrzymaniu ciąży. 29 grudnia późnym wieczorem następuje taki groźny skok ciśnienia.
Nadzorujący lekarz dyżurny, mimo moich próśb, wspartych oceną dyżurnego pediatry oraz dyżurnego lekarza i położnej – odmawia cesarskiego cięcia. Zleca badanie kontrolne tętna dziecka i decyduje, że na cesarkę jest za późno i trzeba poczekać na śmierć dziecka. Mimo protestów kolegów- lekarzy. Proszę z płaczem o cesarskie cięcie. Wreszcie dochodzi do głośnej sprzeczki między personelem medycznym a lekarzem dyżurnym.
Od momentu skoku ciśnienia minęło już 45 minut. Wreszcie zapada, wymuszona na lekarzu dyżurnym – decyzja o wykonaniu mnie cesarskiego cięcia. Jadę na zabieg windą z pediatrą, który mnie pociesza, że uczynią wszystko, aby uratować maleństwo. Niestety, Synek rodzi się bardzo słaby i umiera w kilkadziesiąt minut po porodzie. Dal niego było za późno. Ja uniknęłam sepsy-, bo dyżurny lekarz chciał czekać, aż synek umrze, a potem miałam czekać..około 3 dni na naturalny poród. Być może zakończony sepsą….
Zanim wydacie wyrok, co i kto odpowiada za śmierć pani Magdy- pomyślcie. Nie dajcie się zmanipulować cwanym politykom, Którym nie zależy na życiu innych. Ich celem jest ich własny interes polityczny. Dla mnie takie chwyty erystyczne są niedopuszczalne. I obrzydliwe.




Komentarze
Pokaż komentarze (56)