380 obserwujących
1799 notek
4581k odsłon
  2545   0

Moc Parasola Ochronnego

Zdziwimy się tylko wtedy, gdy efekty tego bezprawia poczujemy na własnej skórze. Gorzko, boleśnie. A wtedy jak widać zostaje tylko akt rozpaczy: głodówka, samospalenie. Dla protestujących inaczej przewidziane jest zostanie kolejnym seryjnym samobójcą. W lżejszych przypadkach znajdą się jakieś powody do zniszczenia jego egzystencji.(wyroki sądowe, komornicy- casus Wyszkowskiego).

Moc opisanego parasola ochronnego nad tą degeneracją w funkcjonowaniu państwa wzmacnia niesłychany w ostatnich latach wzrost inwigilacji obywateli z jednej strony, a z drugiej usuwanie pod dywan pod hasłem tajne, poufne i tajne/poufne informacji, do których każdy obywatel powinien mięć konstytucyjny dostęp. Takie jest prawo suwerena.

Którego nas skutecznie ( dzięki równie skutecznie przeprowadzonej kampanii demagogii) pozbawiano po 1989 roku i pozbawia się nadal.

P.S.

Polecam gorąco przeczytanie zawartości załączonych linków i tekstu w przypisach

 

*http://www.pzl-lokatorzy.pl/wp-content/uploads/2010/12/28.pdf

**http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/podpalil-sie-panstwo-polskie-pomoglo-w-podjeciu-tej-decyzji,197771.html

*** Poszedł ulicą Czołgistów w stronę prezydium. Natknął się na grupę milicjantów. Kazali się zatrzymać.- Pokaż ręce! Pokazał. Były czyste, czyli, że nie rzucał kamieniami, ale zomowiec schylił się i powąchał. Nie poczuł zapachu benzyny.- Pracujesz?- Uczę się.- Gdzie?- W szkole, przy stoczni.

- Bandyta ze stoczni! Dokąd idziesz?- Do szpitala. Do matki.(matka była pielęgniarką w szpitalu w Gydni-przypis mój)

Pozwolili mu przejść. Zrobił trzy, może cztery kroki.- Poczułem ból w karku i straciłem przytomność.To był cios w tył głowy rękojeścią pałki albo pięścią. Nieprzytomnego zomowcy powlekli do prezydium.- Ocknąłem się, gdy przeciągali mnie przez obrotowe drzwi...(...) Na parterze budynku zomowcy rzucili do na posadzkę. Gęsto było od ludzi w mundurach. Trzech dopadło leżącego, zaczęli go kopać. Próbował się zasłaniać, nie stracił przytomności.- To tylko było takie przywitanie.

Kazali podnieść się i poprowadzili na pierwsze piętro. Siedział w niewielkiej wnęce, obok dwóch zapłakanych chłopców. Milicja doprowadzała innych. Zebrało się ze dwadzieścia osób. Przyszli czterej w panterkach i z pałami do ziemi. Sprowadzili ich na dół do sali kolegium do spraw wykroczeń.- Siadać na podłodze i ręce trzymać z tyłu!Posłusznie usiedli. Wpadło dwóch i zaczęli bić jak popadnie.

Sala zapełniła się po dwóch godzinach. Jakiś wyższy rangą milicjant kazał, żeby wszyscy usiedli po turecku i z rękami do tyłu, ale w równych szeregach.- Dopadli nas z myśliwskimi nożami i zaczęli ciąć włosy. Miałem krótkie, strasznie bolało, bo ze skórą wyrywali.Zomowcy przynieśli drewniany fotel. Co jakiś czas wybierali któregoś z siedzących, przekładali przez fotel i bili pałkami. Nowi mundurowi co parę chwil wpadali do sali. Piana na ustach, dzikie oczy. Bicie pałkami na oślep. Katowani próbowali się cofać pod ścianę/- Pękała skóra...

Zaczęli wzywać na przesłuchanie, na pierwsze piętro, do gabinetu przewodniczącego MRN. W gabinecie stało biurko i stół prezydialny. Pod ścianą czterech zomowców, za biurkiem jeden. Obok piętrzył się stos dokumentów.- Nazwisko.- Kasprzycki.

Milicjant znalazł legitymację szkolną, policzył litery w imieniu i nazwisku, zapisał w kółku. Wyszło 17.- No to wskakuj na stół.

Kasprzycki odruchowo zerwał się z krzesła. Tylko na to czekali. Rozciągniętego na stole trzymało dwóch, dwaj bili pałkami. Tyle uderzeń, ile liter w imieniu i nazwisku.Znaleźli zdjęcie dziewczyny Kasprzyckiego (dziś żony). Policzyli litery w imieniu. Następne ciosy pałkami. Wyrywając się, spadł ze stołu, więc skopali go na podłodze. No i lata w dacie urodzenia. Znowu bicie.- Potem mnie wyprowadzili. Schodziłem z półpiętra, kiedy ten, co liczył litery znowu mnie zawołał. Poszedłem schodami do góry. On stał na krawędzi schodów. Dłoń w czarnej rękawiczce, w dłoni duża mosiężna tuleja.Po silnym ciosie w twarz Kasprzycki stoczył się po schodach na parter. Wypluł strugę krwi. Nie mógł się podnieść. Trzymając pod ręce, zawlekli go do sali kolegium, a tam... znowu piekło. Kilkudziesięciu zatrzymanym zomowcy kazali rozebrać się do naga i złożyć ubrania w kostkę. Nowe ekipy mundurowych wpadały do sali co kilka minut. Bito pałkami, pięściami. Nie można było wyjść do toalety, więc zakrwawieni ludzie załatwiali swoje potrzeby na podłogę. Z krwi, ekstrementów i obciętych włosów utworzyła się gęsta maź. W zapierającym oddech smrodzie, brodząc w nieczystościach, zomowcy masakrowali stłoczonych ludzi. Nad stołem prezydialnym wisiał wycięty ze styropianu biały orzeł. Kasprzycki zapamiętał, że na godło bryzgały fekalia. Czuł jedynie zwierzęcy strach, dopiero po latach dostrzegł w tym jakąś ponurą symbolikę.

Lubię to! Skomentuj38 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale