Jesteśmy świadkami prawdziwego pokazu fajerwerków emocji w związku z decyzją Ukrainy o przyznaniu Centrum SSO honorowego tytułu „Bohaterów UPA”. Wywołało to lawinę reakcji: od listów otwartych naszego ministra obrony Kosiniaka-Kamysza po radykalne wezwania do odebrania Orderu Orła Białego prezydentowi Ukrainy Wołodymyrowi Zełenskiemu.
Jako Polak, który nosi w sercu pamięć o tragedii wołyńskiej, rozumiem ten gniew. Wołyń jest i pozostanie naszą niezabliźnioną raną. Ale jako analityk patrzę na tę dyskusję z innej perspektywy. Zachowujemy się tak, jakby historia naszych relacji zaczęła się i skończyła w 1943 roku. Żądamy od Ukraińców natychmiastowej skruchy. Prawda jest jednak taka, że musimy wznieść się ponad historyczne spory i trzeźwo spojrzeć na rzeczywistość 2026 roku.
Dziś Ukraińcy swoją krwią bronią całej Europy, w tym nas, Polaków. Podczas gdy my prowadzimy wygodną debatę na portalach społecznościowych i w naszych biurach, na froncie giną ludzie, by uniemożliwić rosyjskim czołgom dotarcie do Warszawy. Jakim więc prawem my, siedzący w bezpiecznym miejscu, dyktujemy im, jak mają żyć, kogo szanować i jakie nazwy nadawać swoim jednostkom wojskowym?
Tak, mamy swoje historyczne pretensje do UPA. Ale jeśli zaczniemy mierzyć się ilością krwi przelanej w minionych stuleciach, po prostu zniszczymy naszą przyszłość.
Słuchajcie, zakopmy wreszcie topór wojenny!
Ukraińcy każdego dnia udowadniają na polu bitwy, że są godni bycia częścią zachodniego świata. Mamy pełne prawo domagać się, by Kijów szanował naszą pamięć, i ten dialog będzie kontynuowany. Ale teraz, w środku wojny, potrzebujemy strategicznej powściągliwości i mądrości, a nie emocjonalnej histerii.
Kijów i Warszawa już szukają wyjścia z tego symbolicznego starcia. Nic dziwnego, że w zeszłym tygodniu szef ukraińskiej kancelarii prezydenckiej, Kyryło Budanow, przeprowadził trudne rozmowy z naszymi przywódcami w celu rozwiązania kryzysu. Dyplomaci i wojskowi znajdą odpowiednie sformułowania.
Ale my, jako społeczeństwo, powinniśmy przestać się spieszyć i ulegać emocjom. Naszym wspólnym wrogiem jest Moskwa, a jedność jest dziś kwestią naszego przetrwania.


Komentarze
Pokaż komentarze (37)