25 obserwujących
194 notki
300k odsłon
2725 odsłon

Jolanta Lange znowu nadaje

prawo cytatu
prawo cytatu
Wykop Skomentuj63

Pokutuje przekonanie, że nasze życie jest teatrem? Odsłania się kurtyna i wtedy wszystko widzimy... Jednakże to nie takie proste. Najczęściej za kurtyną jest następna kurtyna i, następna. Na koniec aktorzy kłaniają się, myślimy, że to już finał, ale to początek kolejnego spektaklu.

Z pewnością to dramatyczne widzenie świata, ale do takiego wniosku nasuwa historia życia Jolanty Lange. Aktualnie Prezesa Stowarzyszenia „ Pro Humanum” Stowarzyszenia, które za fundusze samorządu warszawskiego realizuje skrajne lewicowe projekty. Jednakże kiedyś, w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, pani Lange nosiła nazwisko - Gontarczyk. I była tajnym współpracownikiem o kryptonimie TW „ Panna” Potem wyjechała do Niemiec, gdzie razem z mężem Andrzejem Gontarczykiem inwigilowali środowisko oazowe księdza Blecharza. Następnie, pod koniec lat 80 wrócili do kraju. A raczej należałoby powiedzieć, zostali pośpiesznie przerzuceni. Potem ich małżeństwo się rozpadło, i teraz Pani Gontarczyk nie nazywa się już Gontarczyk. Jakie przyjęła nazwisko? Jaki miała wybór” Mogła wrócić do nazwiska panieńskiego, czyli Pławska?. Jednakże wybrała dawne nazwisko ojca. Czyli właśnie nazwisko - Lange. Jej ojciec zamieszkały w Łodzi, w 1942 podpisał volkslistę. Był żołnierzem wermachtu. A od 1946 roku, pewnie dla kamuflażu, przyjął nazwisko żony. Trzeba przyznać jedno, TW „ Panna ” mogła zmienić sobie nazwisko na jakieś inne. Powiedzmy, na Kowalską albo na Malinowską, jednakże wróciła do pierwszego „ dawnego” nazwiska ojca. Co na swój sposób jest wzruszające. Ojciec to zawsze ojciec. Nie ma życia bez ojca.

Intrygujący był werbunek Jolanty Pławskiej w 1977 roku. A raczej Jolanty Gontarczyk, bo wtedy była już mężatką. Ów werbunek, można powiedzieć był teatrzykiem SB- ckim. Pod tytułem „ Niewinna pana z kawalerem pod 7 numerem”

Zajrzyjmy do TECZKI TW. KARTA INFORMACYJNA pani Jolanty ( Pławskiej – Gontarczyk – Lange) sporządzonej przez wiadome służby - „ Celem uniknięcia dekonspiracji jej mąż uczestniczył w rozmowie werbunkowej i był traktowany na równi z żoną, jako kandydat na TW, chociaż nie powinien być traktowany jako kandydat”

Sprawa jest nieco zawiła, więc już wyjaśniam. Otóż jej mąż, Andrzej Gontarczyk, od ponad 3 lat był konfidentem, ale pani Jolanta, jego żona, o tym nie wiedziała. I kiedy odbywała się owa procedura werbunkowa, maż jej udawał, że także po raz pierwszy jest werbowany. Pewnie dopytywał o szczegóły. Co ma robić? Jak się kontaktować? I tego typu SB eckie duperele, chociaż każdy, kto żył w PRL-u, ten wie, że te duperele mogły kogoś innego kosztować wiele zdrowia a nawet i życie.

A potem było jak w bajce. Bajce ludowego państwa. On i Ona razem. Młodzi i gniewni tajni współpracownicy. On w spodniach dzwonach, ona w bluzce z PEWEX-u. Może po tym ekscytującym werbunku mąż zaprosił żonę do HORTEX-u na melbę. Mieszczącego się wtedy na ul. Piotrkowskiej. Kogoś, kto nie żył w PRL-u, informuje, że melba to był taki super deser, sama słodycz z wisienką na górze. Lecz może było i tak, że Jolanta Lange a wtedy Jolanta Gontarczyk, kryptonim TW „ Panna” nie była taka głupiutka i doskonale wiedziała, że jej mąż od wielu lat współpracował. I zamiast zadać swojemu młodemu mężowi pytanie, które zwykle zadaje naiwna żona, a mianowicie – Kochanie, ile miałeś przede mną kobiet? Ona pytała drążącym głosikiem – Andrzej, powiedz mi lepiej, na ilu donosiłeś?

Interesuje mnie jeszcze jeden szczegół. Moim zdaniem ważny. Kto jej zaproponował kryptonim? Ową „ Pannę” Gdybym był oficerem prowadzącym wybór kryptonimu pozostawiłbym osobie werbowanej. Zawsze ów wybór, świadczy o osobowości osobie werbowanej. To może być jakaś wskazówka do opisu charakterystyki. Może nawet to opis jakiejś tęsknoty. Sądzę, że TW „ Panna’ jest kryptonimem dobrym. Na swój sposób skromnym. Oczywiście, TW „ James Bond” jest lepszy, ale proszę pamiętać, że akcja dzieje się w PRL-u. W mieście Łodzi. W mieście włókniarek. I agencji jeździli wtedy tramwajami. Polonezem jeździł tylko porucznik Borewicz.

Czyli tak. Mamy żonę, czyli TW „ Pannę? I męża, czyli TW „ Yona”. Tak opisuje męża KARTA INFORMACYJNA. Walory osobiste, to:       „ Dobra prezencja, wysoki stopień inteligencji, łatwość w nawiązaniu kontaktów, umiejętność prowadzenia dyskusji” Musze potwierdzić, oficer prowadzący miał racje. Ponieważ tak się zdarzyło, że pod koniec lat 70 i na początku 80 tych, przebywałem w Łodzi. Mieście włókniarek, ale także było mi bliskie środowisko filmowe, w którym on współpracował. A dokładnie z Krajową Komisją Filmu „ Solidarność” a także z zarządem łódzkiej „ Solidarności” I jak przez mgłę pamiętam, a nawet potwierdzam. Tak, zgadza się, miał „ dobrą prezencje” Właśnie tak, jak zapisane jest w KARCIE INFORMACYJNEJ. Czy „ umiejętnie prowadził dyskusje”?  Mój Bożę... tyle lat, tyle lat. Tego już nie pamiętam.

Wykop Skomentuj63
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka