Ministerstwo Klimatu i Środowiska – pomimo wcześniejszych zapowiedzi – wycofało się z piątej metody, czyli modelu opłaty uzależnionej od ilości wytwarzanych odpadów. Chodzi mi o technologiczną nowinkę stosowaną już z powodzeniem w Polsce w kilkunastu samorządach czy o koszach na kody QR. To dobra czy zła decyzja resortu Klimatu i Środowiska?
To smutna informacja płynąca z Ministerstwa Klimatu i Środowiska. Piąta metoda jest inspiracją do projektu, który się toczy. Moim zdaniem, w kontekście ochrony środowiska i utylizacji odpadów ministerialna decyzja jest co najmniej kontrowersyjna, żeby nie powiedzieć chybiona. Początkowo szliśmy w bardzo dobrym kierunku. Na początku myśląc o segregowaniu odpadów, później o zabezpieczeniu worków na segregację i realizując te zadania w sposób manualny. To działa dzisiaj, ale jest niewystarczające, zwłaszcza na tle światowych trendów. Rozwój informatyki i technologii sprawia, że nasz model wydaje się już być zamierzchły i przestarzały. Manualne segregowanie odpadów odchodzi powoli do lamusa. Lepiej by było jakby robił to za nas automat.
Do tego zachęca też Polskę Komisja Europejska i Ministerstwo Klimatu i Środowiska szło w tym kierunku przez jakiś czas.
Ministerstwo szło już w kierunku, żeby umożliwić segregowanie odpadów w sposób automatyczny i przy okazji wykrywać anomalia i karać osoby nieuczciwe, czyli jeśli ktoś zamiast plastiku wyrzuca metal to zostałoby to szybko wykryte w sposób automatyczny. Wyobraźmy sobie jednak, że ministerstwo nie wycofałoby się z tego fakultatywnego zapisu o piątej metodzie. Moglibyśmy wtedy powiedzieć, że zaczęlibyśmy się zbliżać do Europy Zachodniej czy Skandynawii, gdzie te segregacje są na wysokim poziomie w sposób automatyczny.
Moim zdaniem jest to zachowanie takie troszeczkę nieracjonalne z punktu widzenia dynamiki rozwoju społecznego, bo odpadów nam będzie raczej przybywać niż ubywać, chociaż pewne działania w tej kwestii są strukturalnie w tej chwili realizowane. Wobec czego nie jest to najbardziej trafiona decyzja w tym momencie, chociażby z punktu widzenia rozwoju technologicznego.
A po drugie też nie stworzy to klimatu społecznego do tego, żeby dyscyplinować te społeczności, które segregują odpady, do takiego bardziej szczegółowego, bardziej odpowiedzialnego podejścia, jeśli chodzi o tego typu procesy.
Więc moim zdaniem przyniesie to skutek odwrotny do zamierzonego, bo z jednej strony nie będzie motywacji do rozwoju technologii, a z drugiej strony nie stworzy to w społeczeństwie jeszcze lepszego nawyku do segregowania odpadów.
Panie profesorze, czy ma pan wiedzę, jak ten model pilotażowo sprawdza się w niektórych polskich samorządach, jeżeli chodzi o zastosowanie tej nowoczesnej technologii, która jest rozpoznawalna zazwyczaj pod hasłem „kosze na kody QR”?
Jeśli chodzi o rozwiązanie T-Mastera, to oczywiście następuje tam otwarcie kosza na kod QR, czyli zidentyfikowanie osoby czy grona osób, które wyrzucają określony wsad do kosza. jest robiona identyfikacja wagi tego wsadu, co może być w pewnym sensie związane z rozpoznawaniem poprawności wsadu i przypisywana do gospodarstwa domowego. W jaki sposób? Wyobraźmy sobie — przerysowując zupełnie historię — znając gęstość plastiku, łatwo wyliczyć, ile to powinno ważyć, a tam znajduje się cegła albo jakiś metal. Więc można na podstawie tej wagi w sposób dystynktywny odróżnić i stwierdzić, że rzeczywiście w tym wrzucie to nie był tylko plastik czy papier. Ale to nie jest wystarczające.
Rozumiem, że poza wagą jest identyfikowany też wrzucający i że w ten sposób unikamy podrzucania śmieci?
Tak, po kodzie QR identyfikowany jest wrzucający. Natomiast jeśli chodzi o cechy tego wrzutu, to jest to na dzień dzisiejszy pomiar wagi. Natomiast projekt, który realizujemy w tej chwili, czyli realizuje T-Master wspólnie z PARP-em, idzie dużo dalej, jeśli chodzi o rozwiązania inteligentne.
A mianowicie poza wagą wrzutu identyfikowane są trzy multimodalności. Pierwsza multimodalność jest związana z zapełnieniem pojemnika w kontekście pomiaru głębokości zapełnienia. To jest trochę rzecz techniczna, ale istotna z punktu widzenia na przykład informowania odbiorcy pojemnika, żeby go odebrał i wymienił na nowy.
Natomiast z punktu widzenia tego, co zostaje wrzucone do pojemnika, to w projekcie zostały zadeklarowane i już częściowo zrealizowane multimodalności związane z systemami wizyjnymi i laserowymi. Z pomiarem rodzaju wrzucanego materiału poprzez współczynniki odbicia w takich czujnikach laserowych, które tworzą siatkę przecinających się promieni.
Jakbyśmy sobie wyobrazili, że mamy taką siatkę przecinających się promieni z matryc laserowych, to kiedy lecą te nasze wrzuty do pojemnika, wszystkie przelatują przez tę matrycę i te promienie odbijają się od materiału. Rejestrowane są współczynniki odbicia - w zależności od tego, jak szybko docierają, jak się rozpraszają na materiale i jak materiał je pochłania.
Możemy wtedy stwierdzić, czy jeżeli wrzucamy plastik, to występuje odpowiedni współczynnik odbicia od tego materiału. A jeżeli go nie ma, to znaczy, że w tym zrzucie plastiku został wrzucony jakiś inny materiał, na przykład szkło albo metal. I to jest taki pierwszy element przesiewowy tego systemu.
Natomiast najbardziej inteligentną częścią tego projektu jest cały system wizyjny - zarówno w aspekcie światła widzialnego, jak i mapy głębi. Zastosowane są trzy typy czujników wizyjnych: kamera RGB, która patrzy na pojemnik od góry, kamera liniowa analizująca to, co spada do pojemnika w każdej sekundzie oraz kamera 3D, która mierzy kształt tego spadającego elementu.
Czyli tak naprawdę poza wagą i poza czujnikami laserowymi mamy jeszcze całą warstwę wizyjną - zarówno liniową, jak i RGB oraz głębię. I złożenie tych wszystkich elementów: wagi, współczynników odbicia i trzech czujników wizyjnych, za pomocą multimodalnej sieci neuronowej jest analizowane w celu wykrycia anomalii wrzucanych odpadów.
W tej chwili jesteśmy na etapie tworzenia multimodalnego klasyfikatora, który będzie klasyfikował binarnie, czy ten zrzut jest prawidłowy. I jeżeli nie będzie prawidłowy, użytkownik korzystający z kodu QR będzie informowany, że w jego zrzucie znalazł się niewłaściwy przedmiot. System będzie mógł wysyłać zdjęcie tego przedmiotu w celu dyscyplinowania użytkownika albo też nakładania kar za nieprawidłową segregację.
W Polsce to jeszcze chyba pieśń przyszłości…
To jest bardzo innowacyjne podejście, które na pewno w Polsce nie ma swojego odpowiednika. Natomiast wycofanie się ministerstwa z tego fakultatywnego zapisu nie tworzy dobrego klimatu do rozwoju technologicznego i nie tworzy też sytuacji, która mogłaby nas jako społeczeństwo dyscyplinować do bardziej rzetelnej segregacji odpadów.
Panie profesorze, kto konkretnie tworzy ten projekt?
Beneficjentem projektu jest warszawska firma T-Master, która zajmuje się rozwojem technologii związanych z segregacją odpadów. Natomiast zatrudniony jest zewnętrzny zespół badawczo-rozwojowy.. Zespół tworzy modele sztucznej inteligencji i sieci neuronowych do analizy oraz klasyfikacji danych. Z kolei wewnętrzny zespół T-Mastera realizuje konstrukcję nowej wersji pojemnika oraz zbiera dane do trenowania modeli sieci neuronowych.
Komu mogło zależeć, żeby piąta metoda nie została zaakceptowana przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska nawet jako metoda fakultatywna? I czy nie jest tak, że skoro istnieje podmioty, które odbierają odpady i nieuczciwie inkasuje pieniądze za fikcyjne tony nieistniejących odpadów, to może być wynik pewnego lobbingu właśnie nieuczciwych podmiotów?
Nie mając określonych dowodów, trudno kogokolwiek oskarżać o niemoralne czy nielegalne działania. Hipotetycznie można powiedzieć, że żadna decyzja społeczna czy prawno-organizacyjna nie jest tworem samym z siebie. Ona zawsze ma jakieś podłoże związane z lobbingiem. Można więc przypuszczać, że u podstaw tego są działania, które nie są nakierowane na rozwój ani edukowanie społeczeństwa w kwestii poprawnej segregacji odpadów, ale na interes określonej grupy biznesowo-społecznej.
Interes społeczny powinien iść w kierunku tego, żeby odpady segregować i myśleć o przyszłości nie w perspektywie jednego roku czy jednej dekady, ale dużo dłużej. Ta decyzja nie bierze tego pod uwagę, więc można przypuszczać, że chodzi o krótkookresowe interesy określonych grup biznesowych.
Zapytam więc dosadniej. Jeśli istnieje w Polsce mafia śmieciowa, to po tej decyzji Ministerstwa Klimatu i Środowiska o rezygnacji z piątej metody otworzyli szampany czy nie?
Wydaje się, że całą skrzynkę.


Komentarze
Pokaż komentarze