Witam ,
W moim pierwszym wpisie chciałbym podzielić się moją refleksją dotyczącą pewnych aspektów współpracy wojskowej ze Stanami Zjednoczonymi. W ostatnim czasie przeczytałem w prasie o pierwszym przekazanym samolocie transportowym Lockheed C-130 Hercules oraz warunkach na jakich prawdopodobnie będzie stacjonować w Polsce bateria MIM-104 Patriot , systemu rakietowego ziemia-powietrze. Sposób ujęcia tematu przez dziennikarzy ,u niezorientowanego w problematyce przeciętnego odbiorcy ,może wywołać poczucie ,że nikt w Stanach Zjednoczonych ,Polski jako sojusznika nie traktuje poważnie.
Czyż 40-letni samolot ,niezdolny do lotów nie potwierdza tego faktu? Podobnie ma się rzecz , z elementami systemu rakietowego Patriot. Decydenci w Polsce ,z różnych obozów politycznych ,liczyli ,że Stany Zjednoczone w podzięce za zgodę na umieszczenie elementów tarczy antyrakietowej w Polsce zbudują za pieniądze amerykańskich podatników nowoczesny rakietowy system obrony przeciwlotniczej dla naszego kraju. Teraz widać jak na dłoni ,że srodze się przeliczyli. Za uzbrojenie naturalnie amerykańskiemu producentowi trzeba płacić twardą walutą i nie ma co liczyć na jakieś preferencje. Koszt takiej zabawy to kilkadziesiąt miliardów złotych w perspektywie kilku lat. Oczywiście Amerykanie w procesie szkoleniowym i wdrożeniowym pomogą z przyjemnością ,ale szans na sfinansowanie środków technicznych nie ma. Współczesne systemy bojowe ,uzbrojenie ze względu na swoje technologiczne zaawansowanie to najczęściej bardzo drogie gadżety. System obrony przeciwlotniczej to jedna sprawa, ale już za rogiem czai się widmo niezdolności bojowej polskiej Marynarki Wojennej ,bo zwyczajnie okręty nie będą się nadawały do służby.
Polskie siły lotnicze mają 48 nowoczesnych samolotów wielozadaniowych F-16 co wydaje się niezbędnym minimum. Siły zbrojne takiego kraju jak Polska powinny mieć co najmniej tych samolotów dwukrotnie więcej. I taka będzie smutna konieczność jak skończą się resursy MiG-29 i Su-22. Już o programie czołgowym czy śmigłowcowym nawet nie wspominam.
Przejmowanie przestarzałego sprzętu z arsenałów państw takich jak Niemcy, USA , Norwegia jest dobre dla takiego kraju jak nasz na krótką metę i nie może odsuwać w czasie palącego problemu modernizacji polskich sił zbrojnych. Niestety ale jest to zadanie ,które ciąży na nas wszystkich i nie możemy podchodzić do problemu w sposób beztroski. Jeżeli chcemy mieć w naszym państwie praw to musimy też pamiętać o obowiązkach. Potrzeby inwestycji w obronność nie może też zmniejszać świadomość sojuszów polityczno-wojskowych w jakich się obecnie znajdujemy. Dziś jest NATO ,jutro może już tej organizacji nie być. Co wtedy zrobimy w naszej sytuacji geopolitycznej ? Noe zbudował arkę zanim zaczęło padać. Państwo o naszej historii i co gorsza o naszym położeniu nie może być słabe militarnie. Moją intencją nie są naturalnie siły zbrojne ofensywne ,których rozwój budziłby niepokój sąsiadów ,ale siły zbrojne zdolne do obrony integralności terytorialnej RP. Czasami można odnieść wrażenie, że podstawową doktryną w Polsce to zrobić pospolite ruszenie i wysłać tysiąc pięciuset chłopa na jakieś pustkowie w Iraku , Czadzie czy Afganistanie. Ale czy o to nam chodzi? Dominuje przekonanie ,że naszej niepodległości i bezpieczeństwa ,dziś musimy bronić daleko od naszych granic. To przekonanie stanowi już u nas taki fetysz ,że przestano zastanawiać się nad tym jak będziemy reagować gdy zajdzie konieczność ,żeby naszej niepodległości bronić nagle na przykład koło Giżycka czy Suwałk. Czy znowu uciekniemy wszyscy do lasu?
Moim zdaniem rząd RP powinien dołożyć wszelkich starań aby tak dysponować środkami budżetowymi aby systematycznie modernizować siły zbrojne. I tutaj powstaje pytanie czy 1,95 PKB na cele obronne w obecnej sytuacji to nie jest kwotą wręcz żenująco śmieszną. Nie chciałbym zostać źle zrozumiany , jako wojujący militarysta , ale w obliczu takiej technicznej zapaści nie powinniśmy np. na okres dekady te wydatki zwiększyć (ignorując wszelkie głosy dezawuujące nasz cel z Moskwy czy Berlina) ,żeby nie dopuścić do sytuacji, w której jakiś rodzaj sił zbrojnych utraci całkowicie zdolność bojową (taka sytuacja naraziłaby nas na śmieszności i niewiarygodność w oczach sojuszników). Również sens wprowadzania w szybkim tempie armii zawodowej , w sytuacji braku narzędzi pracy dla tych ludzi jest dyskusyjny.
Ktoś kiedyś bardzo mądrze powiedział ,że miejsca na słabe państwo między Rosją ,a Niemcami nie ma. Może to anachronizm ale historia kołem się toczy....



Komentarze
Pokaż komentarze (1)