49 obserwujących
196 notek
632k odsłony
2366 odsłon

Światowe autorytety przypominają o polskich ofiarach Wołynia

Wykop Skomentuj10

Już ponad stu światowej sławy naukowców i intelektualistów podpisało się pod listem otwartym, w którym krytykuje się ukraińskie organizacje w Kanadzie za nieuczciwość i wypaczanie historii. Konkretnie chodzi o manipulowanie przy ilości ofiar Wielkiego Głodu i atakowanie wystawy o Holokauście w Canadian Museum of Human Rights, ale także dostaje się kanadyjskim Ukraińcom za szerzenie kultu OUN-UPA i SS Galizien. Sygnatariusze listu przypominają, że organizacje te są „uwikłane w przemoc wobec cywili na masową skalę”, w tym na Wołyniu przeciw Polakom. Wśród nich takie autorytety jak Sir Ian Kershaw, Yehuda Bauer czy Christopher Browning. Tłumaczenie listu zamieszczam na końcu notki.

Być może z polskiej perspektywy, na pierwszy rzut oka, sprawa wygląda na mało istotną ciekawostkę z drugiej półkuli. Jednak tylko pozornie. Jest to pierwsza tak wielka reakcja świata nauki na odradzanie się ukraińskiego nacjonalizmu i nie ma znaczenia, że chodzi o daleką Kanadę a nie jakże bliską Ukrainę. Chodzi o ten sam ukraiński integralny nacjonalizm, będący odmianą faszyzmu, który po II wojnie ewakuował się na Zachód, tam przetrwał w cieplarnianych warunkach (o czym za chwilę) a od 20 lat jest reeksportowany z powrotem na Ukrainę. Myślę, że wydarzenie, które spowodowało całą aferę – atak na kanadyjską wystawę o Holokauście – jest iskrą uruchamiającą reakcję łańcuchową. Sytuacja wybuchowa nabrzmiewała bowiem od dawna, co najmniej od niesławnego aktu Juszczenki ogłoszenia Stepana Bandery bohaterem Ukrainy. Intelektualiści i naukowcy, którzy widzieli w Juszczence demokratę a jego kokietowanie nacjonalistów traktowali jako polityczną grę bez negatywnych konsekwencji, nagle zorientowali się, że to nie żarty. Już wtedy miarka się przebrała, o czym zresztą pisałem, ale jako że młyny nauki mielą powoli, trzeba było na efekty trochę poczekać.

Trzeba w tym miejscu powiedzieć, że tak mocne uderzenie w ukraiński nacjonalizm jest swoistym odreagowaniem na niezwykle dogodne warunki, jakie Zachód stworzył ukraińskiemu nacjonalizmowi po 1945 roku. Z niedawno odtajnionych materiałów amerykańskiego wywiadu wynika, że w obliczu „zimnej wojny” zachodnie wywiady rozpoczęły współpracę z ukraińskimi nacjonalistami uważając ich za niezwykle przydatne narzędzie do walki z ZSRR. Działo się to pomimo świadomości Zachodu co do nieczystej „hipoteki” nowych najemników. Przykładowo, Bandera otrzymywał wsparcie od MI6 pomimo tego iż wiedziano, że ten obraca się w kręgach byłych funkcjonariuszy nazistowskich, że jest „wyjątkowo niebezpiecznym” „typem bandyckim”. Z kolei jego niedawny druh a potem oponent Mykoła Łebed' najął się na służbę CIA, która dobrze wiedziała, że ma do czynienia ze „znanym sadystą i niemieckim kolaborantem”. Łebed' zorganizował w USA prężny ośrodek wywiadowczo-propagandowy, obficie finansowany przez Amerykanów, działający pod przykrywką placówki naukowo-wydawniczej „Proloh”. Poza walką z ZSRR „Proloh” wspierał kultywowanie wśród ukraińskiej diaspory nacjonalizmu i stworzył środowisko pozornie obiektywnych naukowców potwierdzających swoimi badaniami nacjonalistyczną narrację. Łebed do tego stopnia przysłużył się Amerykanom, że gdy w latach 80-tych pojawiły się publiczne podejrzenia co do jego przeszłości, CIA aktywnie go chroniła zaprzeczając jego związkom z nazistami oraz wywierając presję na inne agencje rządowe, by te nie interesowały się zbytnio Łebediem.

Wszelkie próby oskarżeń ukraińskich nacjonalistów o zbrodnie były kwitowane stwierdzeniem, że jest to komunistyczna propaganda wymierzona w ukraińskich patriotów. Paradoksalnie, sprzyjał temu fakt niemożności dokładnego zbadania tych zbrodni w wyniku utraty Kresów przez Polskę. Nie od rzeczy będzie w tym miejscu wspomnieć, że zwalczając ZSRR ukraińscy nacjonaliści znaleźli się na tym samym wózku, co pewna część polskiej emigracji. Działalność „Prolohu” entuzjastycznie oceniał doradca prezydenta Cartera ds. bezpieczeństwa narodowego Zbigniew Brzeziński. Łaskawym okiem patrzyli na nich dyrektor Wolnej Europy Jan Nowak-Jeziorański i szef paryskiej „Kultury” Jerzy Giedroyć. Od tamtej pory datuje się trudna do zrozumienia sympatia i pobłażliwość polskich „liberałów” wobec ukraińskich nacjonalistów.

Jeszcze bardziej specyficzna sytuacja wytworzyła się w Kanadzie, która od XIX wieku była tradycyjnym celem ukraińskiej emigracji. Po II wojnie światowej trafiło do niej 26 tys. ukraińskich tzw. dipisów, wśród których większość była ukraińskimi nacjonalistami. Ludzie ci zdominowali polityczne życie ukraińskiej diaspory. Powstały prężne organizacje wydające swoje gazety i czasopisma, kultywujące ukraińską kulturę i sztukę. Wykorzystały one oficjalną politykę rządu Kanady – multikulturalizm, czyli wspomaganie (także finansowe) mniejszości kulturowych innych niż anglosaska i francuska, do propagowania nacjonalizmu, antysemityzmu, kultu Bandery, SS Galizien i innych zbrodniarzy. Przy pomocy państwa kanadyjskiego powstał Canadian Institute of Ukrainian Studies (CIUS), którego pracownicy (z małymi wyjątkami) uwiarygodniali nacjonalistyczną wersję historii. W cieplarnianych warunkach stworzonych przez kanadyjskie rządy powstał mikroklimat utrzymujący nacjonalistyczne dinozaury w dobrej kondycji. Tak obchody 100-lecia urodzin Bandery i 50-lecia jego śmierci w Edmonton, w obiekcie imienia zbrodniarza wojennego R.Szuchewycza, wybudowanym częściowo za państwowe pieniądze, opisuje ich naoczny świadek /notabene jeden z sygnatariuszy listu otwartego/:

Wykop Skomentuj10
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura