Liudprand Liudprand
143
BLOG

Nowa matura a problem sześciolatków w szkole

Liudprand Liudprand Polityka Obserwuj notkę 1

Do napisania tego tekstu zainspirowała mnie opisana we wczorajszym „Dzienniku” sprawa dwóch tegorocznych maturzystek-prymusek, które okazały się bezradne w konfrontacji z tematami starej matury. Obie panny są w tym względzie ofiarami koncepcji zakładającej maksymalne umasowienie matury za cenę radykalnego obniżenia poziomu edukacji na poziomie szkoły średniej. Jak to się ma do kwestii sześciolatków w szkole? 

Otóż aksjomatem polityki edukacyjnej wszystkich rządów po roku 1989 stało się podwyższanie za wszelką cenę tzw. współczynnika scholaryzacji, czyli procentowego udziału w ogólnej liczbie obywateli ludzi pobierających naukę na poziomie średnim bądź wyższym. Kolejne ekipy puchły z dumy, kiedy okazywało się, że w europejskim edukacyjnym peletonie przesuwamy się z pozycji marudera na czoło stawki. Dziś należymy już do absolutnej czołówki i w produkcji magistrów na głowę mieszkańca jesteśmy zapewne co najmniej piątą potęgą świata. Efektem takiej polityki – obok nieuchronnego obniżenia poziomu kształcenia – stało się wydłużenie średniego okresu nauki. Wiele osób, które przed 1989 rokiem zakończyłyby swą edukację na szkole zawodowej zaczęło nagle trafiać do liceów, zdawać maturę i podejmować studia, co w konsekwencji prowadziło do opóźniania się w czasie momentu ich zawodowej inicjajcji. I tu dochodzimy do sedna sprawy. Otóż, jak powszechnie wiadomo, u źródeł pomysłu obniżenia wieku obowiązku szkolnego do sześciu lat leży zamiar wcześniejszego o rok „pchnięcia” obecnych maluchów na rynek pracy w celu podtrzymania systemu ubezpieczeń społecznych. Tymczasem ten sam efekt, i to znacznie wcześniej, dałoby się osiągnąć poprzez uracjonalnienie obecnego systemu edukacji, polegające na porzuceniu fetysza podwyższania za wszelką cenę współczynnika scholaryzacji w imię prostej zasady: im dłużej trwa nauka, tym później rozpoczyna się aktywność zawodową. Innymi słowy, zamiast ciąć u dołu, trzeba ciąć u góry. Owo cięcie nie powinno rzecz jasna dotyczyć wszystkich, ale tylko tej (chyba niemałej) części młodzieży, która w obecnym systemie edukacji średniej i wyższej utrzymuje się na powierzchni jedynie dzięki radykalnemu obniżeniu wymagań. Zamiast roztaczać przed takimi ludźmi miraże edukacyjnego awansu – dodajmy, awansu czysto pozornego, bez konsekwencji dla ich rzeczywistych kompetencji zawodowych – państwo powinno dać im możliwość zdobycia w stosunkowo krótkim czasie sensownego wykształcenia zawodowego, które pozwoliłoby im się bez większych problemów odnaleźć na rynku pracy. Takie podejście wymagałoy oczywiście porzucenia obecnej filozofii równania w dół na rzecz filozofii równania w górę, co w praktyce musiałoby się przejawiać w radykalnym ograniczeniu dostępu do matury i na wyższe studia, przy jednoczesnej rozbudowie nowoczesnego systemu edukacji zawodowej. Czy są jednak w Polsce siły, które byłyby się w stanie porwać na taką edukacyjną kontrrewolucję? Niestety, cienko to widzę...
 
Liudprand
O mnie Liudprand

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka