Witam.
Nareszcie mamy sondaż prezydencki. Sondaż bez niespodzianek dla tych, którzy na politykę patrzą bez różowych okularów.
Sondaż jak sondaż, przypudrowany wygładzony i upiększony tak, aby obecnie panującemu Prezydentowi nie zrobiło się przykro.
Ponieważ jestem zwolennikiem teorii spiskowych, włącznie ze snuciem scenariusza o możliwości manipulacji przy najbliższych wyborach, zastanawia mnie, jaka jest graniczna cyfra uniemożliwiająca tego typu kombinacje.
Czy 45% można tak zmanipulować, że będzie 51%? Czy będzie potrzeba spadku do poziomu 40%? Znając olbrzymie możliwości intelektualne ludzi po moskiewskich szkołach i kursach, nawet 40% poparcie prezydenta w sondażach, nie daje gwarancji drugiej tury.
Dlatego twierdzę, że dopiero spadek poniżej czterdziestu procent, zmusi pilnujących liczenie głosów, do zgody na drugą turę.
W tym czasie, główny przeciwnik obecnego prezydenta, ANDRZEJ DUDA ma dokonać trudnego wyczynu. Przebić sufit z 30% poparciem. Przełamać barierę psychologiczną, jaką jest zdobycie poparcia elektoratu PiS i w pierwszej turze otrzeć się o minimum 35%. Uważam, że jest to całkiem, całkiem możliwe.
Kampania Andrzeja Dudy przynosi powoli efekty. Objazd po kraju, spotkania z ludźmi, otwartość, brak agresji w wystąpieniach publicznych, pokazuje człowieka otwartego na stary, ale również nowy elektorat, któremu nie musi być po drodze z PiS. Jeszcze jest izolowany od środków przekazu „głównego nurtu”, lecz widać, że nawet w takich „obiektywnych mediach” narracja zaczyna się zmienić. To już nie czeladnik, chłopak z nikąd, zaplecze techniczne prezesa. To już przeciwnik, który wzbudza niepokój. Niepokój tym większy im mniejsza jest różnica procentowa, pomiędzy głównymi kandydatami do fotela prezydenckiego.
W takim tempie zmian preferencji wyborczych, wynik pierwszej tury wyborów może być szokiem. Lecz do tego potrzebne jest przebudzenie części „śpiącego” elektoratu.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)