Są pewne granice, których się nie przekracza, nawet jak komuś się wydaje, że jest dziennikarzem obywatelskim ( hehe)
Do rzeczy:
Dziś jeden z " blogerów" wstawił notkę:
https://www.salon24.pl/u/zdecydowany/1518837,bohaterowie-rzeczypospolitej-kapitan-jan-grudzinski
Kolejna granica głupoty została przekroczona.
Autor nie ma zielonego pojęcia ( kolejny raz) o czym pisze.
" Po niemieckim ataku na Polskę ORP Orzeł znalazł się na Morzu Bałtyckim"
Odkrywcze. Gdzie był wcześniej?
" Ciężko chory Grudziński zdecydował się skierować okręt do neutralnego Tallinna"
I tu już odleciał totalnie.
Autor z pełną powagą ogłasza, że Grudziński był ciężko chory i dlatego Orzeł zawinął do Tallinna.
Trzymajcie mnie dobrzy ludzie.. gdyby tak było to kpt. Grudziński musiałby być jednoczesnie chory, zdrowy, na pokładzie, na lądzie i jeszcze przejmować dowodzenie- czyli osiągnąć stan kwantowy, którego nawet Schrödinger by mu pozazdrościł.
W rzeczywistości " chory" był dowódca Orła kmdr podp. Kłoczkowski .
Czarna owca wśród oficerów MW.
Kpt. Grudziński był jego zastępcą.
To Kłoczkowski ignorując kolejny raz rozkazy Dowódcy dywizjonu , wydał rozkaz wpłynięcia do Tallinna.
Kłoczkowski został uznany przez Sąd w 1942 roku za winnego zbrodni przeciwko obowiązkowi wierności żołnierskiej.
To chyba 3 notka Blogera o ORP Orzeł napisana lewą nogą.
W żadnej nie wspomina o ppor. Marianie Mokrskim, który na podstawie spisu latarń z pamięci nakreślił mapę, która umożliwiła rejs.
Nie chce mi się dalej kopać leżącego dziennikarza obywatelskiego.
Zajmij się człowieku pisaniem o czymś, o czym masz pojęcie, o ile jest coś takiego.
Darzbór.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)