Mieszkańcy mojej wsi znali wyłącznie zwyczajnych Niemców. Ci zwyczajni Niemcy w przytłaczającej większości nie byli gestapowcami. esesmanami, nie byli nawet członkami partii.
Większość z nich, to były najczęściej tylko zwykłe, zdrowe i schludne niemieckie kobiety i ich zdrowe, rumiane niemieckie dzieci z blond lokami, bo ich zwykli niemieccy mężowie i ojcowie bywali w domach tylko w czasie urlopu z frontu.
Zwyczajni Niemcy pojawiali się tuż przed świtem, znienacka i bez uprzedzenia (już na początku okupacji władze nakazały zabicie wszystkich podwórzowych kundli, więc o ich przybyciu nie uprzedziło nawet ujadanie psów).
Zwyczajni Niemcy przyjeżdżali furmanką w towarzystwie uzbrojonych żandarmów. Policjant wypędzał z domu polskich mieszkańców i odczytywał nakaz wysiedlenia i zasiedlenia gospodarstwa przez zwyczajnych Niemców.
Polacy dostawali godzinę na zabranie tylko osobistych rzeczy, tych które zdołali zmieścić na własnych plecach. Nie wolno było zabrać nawet garnków i naczyń, które odtąd stawały się własnością zwyczajnych Niemców.
Pierwszymi zwyczajnymi Niemcami okazali się sąsiedzi, na których dom we wrześniu 1939 roku junkers przez pomyłkę zrzucił zapalającą bombę.
Potem, z głębi Rzeszy, zwyczajnych Niemców przybywało coraz więcej i więcej.
Nowym niemieckim właścicielom przydzielano polskich niewolników i niewolnice. Niewolnicy zwyczajnych Niemców nie mieli wstępu do od niedawna niemieckich domów, mieszkali więc w stodołach lub w oborach, razem z resztą żywego inwentarza.
Zwyczajni Niemcy uczyli polskich niewolników niemieckiej kultury za pomocą kijów, wymierzanych osobiście, lub z pośrednictwem żandarmów. Za przestępstwa cięższe niż ponadnormatywne wyjadanie brukwi, niezbyt niskie ukłony czy nie dość skwapliwe wypełnianie obowiązków, wysyłano do obozów lub wieszano publicznie. Z jakichś powodów opiekunowie zwyczajnych Niemców lubili okrągłe liczby, więc zazwyczaj wieszano na raz dziesięciu, lub wielokrotność.
W styczniu 1945 zwyczajni Niemcy nagle w pośpiechu zabrali swoje pierzyny, garnki, oleodruki z aniołami stróżami i furmankami lub piechotą, mimo siarczystych mrozów, ruszyli zatłoczonymi drogami na zachód.
Niektórzy ze zwyczajnych Niemców po drodze zamarzli, niektórzy zostali ostrzelani przez rosyjskie samoloty, niektórych dogoniły rosyjskie czołgi.
Może niektórzy z nich zdołali wsiąść na “Gustloffa”.



Komentarze
Pokaż komentarze (26)