8 obserwujących
26 notek
30k odsłon
  794   0

AFGANISTAN;NAPRAWA SAMOCHODU NAZIRA I PODRÓŻ PRZEZ SALANG DO SZE

 

13 czerwca 2007

 

Gdy tylko wyszedłem z gmachu lotniska w Kabulu, zmęczonym od niewyspania wzrokiem wodziłem po tłumie oczekujących. Wszyscy ubrani byli w tradycyjne pirohane-tumbon, kamizelki- łoskiet. Część z nich miała na głowach turbany, inni chusty lub czapki ‘pakol’, tylko nieliczni mieli gołe głowy.

Wreszcie zobaczyłem wypoczętego, świeżutkiego i uśmiechniętego Nazira. Mimo poranka, upał dochodził na razie do +28ºC. W południe będzie pewnie 35ºC. Słońce świeciło z mocą miliarda luxów, a na błękitnym niebie nie błąkała się nawet malutka chmurka. Lekki wiaterek nie przynosił ochłody, ani orzeźwienia. Nawiewał tylko naturalne zapachy miasta – smrodek rynsztoków, swąd baraniny smażonej na węglu drzewnym, odór gnijących kup śmieci oraz dużo czerwonego kurzu miałkiego jak kakao. Wycie samolotów, gwar miasta, powitalne wrzaski i łzy wzruszonych ludzi na placyku dopełniały ten radosny landszaft.

Mój kochany Afganistan.

Czułem się, jakbym stał w strumieniu spalin z silnika odrzutowca, ale Nazira to się „nie imało”, był zaimpregnowany. Ociekałem potem, Nazir wodą po goleniu. Moje ubranie rozsiewało dwudziestogodzinną woń toalet, podłóg korytarzy dwóch lotnisk i tyluż samolotów, z szaty Nazira dolatywał zapach dezodorantu „Magic mist”

Słowem czysty Afgańczyk spotyka typowego Polaka.

EAST MEETS WEST.

Po zwyczajowych powitaniach i tradycyjnym „niedźwiadku” kolega zaprosił mnie do siebie, ale….

- Najpierw wpadniemy do warsztatu by wymienić kabelki zapłonu i łożyska w przednich kołach”.

Dobrze, cóż robić. Po siedmiogodzinnym, nocnym locie w samolocie pełnym kręcących się i gadających głośno Afgańczyków, miałem jedno pragnienie – SPAĆ! Ale Nazir miał inny plan, a ja musiałem się do niego dostosować. Piętnastoletni hunday wymagał natychmiastowej reperacji, więc nie miałem wyboru i też „wpadłem” do stacji napraw wszelkich pojazdów.

Warsztat samochodowy w Kabulu to duże dwa słowa.

NIE ISTNIEJE.

Remont silnika, lutowanie chłodnicy, wymiana okablowania, zmiana oleju, a nawet lakierowanie nadwozia odbywa się na chodniku przed małym sklepikiem-garażem. Właściciel “warsztatu” ma kilkanaście kluczy, parę młotków, kombinerki, szczypce i dwa lewarki do podnoszenia bryczki - amen. Główny mechanik i szef w jednej osobie zarządza grupą młodych chłopaków w wieku od 7 do 15 lat. Oni rozkręcają samochód i wyjmują zepsute części. Tam gdzie potrzeba więcej siły przychodzi szef i załatwia sprawę. Podczas zdejmowania bębnów z przednich kół, okazało się, że w zawieszeniu trzeba wstawić gumowe poduszki, bo stare zniknęły. Przy tej reperacji poznałem kolejne zastosowanie zużytej opony. Oryginalną podkładkę, bardzo drogą, odrysowano na starej oponie i wycięto. Może nie pasowała idealnie, może trzeba było naciągać ją na siłę, na śruby mocujące amortyzator do karoserii, ale po zamontowaniu nowa część spełniła swoją rolę całkiem dobrze. Ponieważ opona ma w środku stalową siatkę, to kopia jest o wiele mocniejsza od oryginału.

Co Afgan jest w stanie wyczarować ze zużytej opony?

wiadro z opony fot.K.wódka

Wiadro z opony (fot. K.Wódka)

 

Strach się bać.

Siedziałem przed sklepem i obserwowałem pracujące w upale dzieci; znały się na swojej robocie i pracowały niczym dorośli.

Ciężkie mają dzieciństwo.

Mężczyźni siedzą godzinami pod ścianami domów, piją herbatę w herbaciarni od rana do wieczora, narzekając na brak pracy. Tu szef ma szóstkę dzieciaków, które zamiast chodzić do szkoły, na basen lub do kina, pracują za jedzenie i parę afgani na tydzień.

Jest kilka czynników składających się na taki obraz Afganistanu i prawie wszystkich krajów azjatyckich.

Primo to tradycja – chłopiec jest od wczesnych lat przygotowywany do zawodu, za naukę nie dostaje kasy tylko nabywa umiejętności, które jak dorośnie wykorzysta dla siebie i później sam przyjmie dzieci do roboty.

Secundo praca dzieci to zwiększenie rodzinnego budżetu.

Tertio zainteresowanie szefa w zatrudnieniu taniej siły roboczej. Porcja ryżu w restauracji kosztuje 1-2 $, w domu taniej. Taką porcją z tutejszym chlebem „nasyci” się trzech chłopców. Rachunek jest prosty za 2 duże porcje ryżu plus dwa chleby trzeba wydać 3$, a wody uczeń może pić ile chce.

Quatro niski poziom świadomości społecznej, edukacji i spore zapotrzebowanie na darmową pracę.

Quinto chybione oświatowe programy ONZ-towskie, z których zdecydowana większość pieniędzy idzie w “gwizdek” lub do kieszeni pracowników z niebieskimi paszportami oraz bogatych afgańskich cwaniaków, a nie na opiekę nad nieletnimi.

PARŁA AST

“Szybka” wymiana części zakończyła się po trzech godzinach, więc mogłem podjechać do Ambasady RP, by podrzucić znajomemu przesyłkę z Polski. O wizycie nie będę pisać, nie warto.

Panuje tam psychoza strachu przed terrorystami i tyle.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości