Serial- ot, standardowa historia podzielona na wiele odcinków. Bohaterowi dążą, wśród wielu problemów (by coś się działo) do heppy endu. Rutyna (no, wyłączając z nich Modę na sukces- z niej to nie wolno nam się śmiać-dlaczego?-z prostego powodu: od wielu z nas jest starsza a więc nie wypada).
Co jest przerażające, taki mechanizm, możemy zauważyć na scenie politycznej. Patrząc na wystąpienia kolejnych polityków, można mieć wrażenie, że wszelkie trudniości z jakimi zmaga się nasz kraj są po to by było ciekawiej. By coś się działo. I wszystko się kiedyś kończy a zakończenie dlaczego nie miałoby być bez serialowego happy endu?
Ostatnia wypowiedź kandydata na prezydenta, Bronisława Komorowskiego, przez media została określona, jak już stało się regułą, wpadką. Pan marszałek powiedział, że nie powinniśmy naciskać na Amerykanów by znieśli wizy. Oni jak dojrzeją do tej decyzji to sami je zniosą. Kolejne czekanie na happy end. Jeśli jednak przez pryzmat tej wypowiedzi odczytamy mechanizm polityki zagranicznej kandydata na prezydenta no to w wypadku wygranej czeka nas- kilkuletni serial.
Obecnie do seriali obsadę, w dużej mierze, wybira się na drodze castingu. Wiele osób w nich grających to amatorzy. Każdy może grać co nie oznacza, że każdy jest aktorem. Podobnie każdy może być politykiem (z zamiłowania) co także nie oznacza, że potrafii rządzić.



Komentarze
Pokaż komentarze