Jak zauważyć można łatwo każda uwaga czy informacja na temat tego, że niemiłosiernie nam panujący ze społecznego wyboru znowu coś schrzanili musi zawierać rytualny kontrapunkt:
„ale z drugiej strony, to opozycja zachowuje się jak oszalałe świstaki – przesadza najokropniej – robi z igły widły – przekracza wszelką miarę, etc”,
lub coś w tym guście.
Bardzo polubiłem ten styl wypowiedzi. Słuchanie i czytanie owego przewidywalnego kontrapunktu do kolejnego newsa o tym, jak coś tam znowu zostało spieprzone przez rządzących nami cynicznych cwaniaczków jest dla mnie jak smak magdalenki. Cofa w czasie o ponad dwadzieścia lat. I czuję się jakbym znowu słuchał mojego docenta od ekonomii politycznej kapitalizmu, który każdorazowo po podaniu krótszej lub dłuższej wykładni „kapitalistycznej” teorii ekonomicznej lub omówienia prac któregoś z jej przedstawicieli mówił :
„…ale Marks nazwał Malthusa wściekłym psem. WŚCIEKŁYM PSEM, proszę państwa!!!...”
„…gdyby Marks żył, nie zawahałby się nazwać Misesa wściekłym psem. WŚCIEKŁYM PSEM, tak jest, proszę państwa…”
I tak oto nawet w Kuczyńskim, Niesiołowskim, Olejnik czy Miecugowie można odnaleźć smak proustowskiej magdalenki i poczuć się młodym…
Krzysztof Rogalski


Komentarze
Pokaż komentarze (2)