Zacznijmy od fałszywej flagi.
Ponoć Iran zaatakował port Fudżajra w Zjednoczonych Emiratach Arabskich – Święty Graal eksportu ropy naftowej – przy użyciu ponad tuzina pocisków balistycznych i manewrujących. Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej stanowczo temu zaprzeczył. Media w ZEA – skrajnie cenzurowane – zaczęły bredzić, że atak pochodził z Arabii Saudyjskiej. Mgła wojny. Nikt nie może ujawnić, skąd tak naprawdę wzięła się operacja pod fałszywą flagą. Łatwo policzyć, kto na tym zarobi.
Następnie Arabia Saudyjska i Kuwejt odcięły Amerykanom dostęp do swoich baz lotniczych (teraz już przywróconych) – co jest oznaką gniewu, ponieważ Pentagon całkowicie zbagatelizował atak na Fudżajrę (po raz kolejny echa fałszywej flagi). Więc dla błazeńskiego sekretarza stanu USA ds. wiecznych wojen, rakiety wystrzelone nad Fudżajrą nie mogły być uznane za zerwanie kruchego zawieszenia broni.
Barbaria była wściekła na kontratak Rijadu. W rezultacie chwalona „humanitarna” operacja „Wolność, Swoboda czy coś w tym stylu” – mająca na celu „odblokowanie” Cieśniny Ormuz – zniknęła w niecałe 48 godzin. Oficjalnym powodem był „ogromny postęp w negocjacjach”. Postęp jest praktycznie zerowy. Prawdziwym powodem nie był impas operacyjny spowodowany przez Rijad blokujący przestrzeń powietrzną. To była oszałamiająca demonstracja siły ognia Iranu, po której Pentagon dosłownie zaniemówił. Oczywiście, nic oficjalnie nie zostało potwierdzone. Mgła wojny.
Zaraz potem Amerykanie zaatakowali irański tankowiec Hasna w pobliżu Cieśniny Ormuz, unieruchamiając jego ster za pomocą działa Super Horneta. Irańska odpowiedź była ostra: kombinacja przeciwokrętowych pocisków balistycznych i manewrujących, dronów kamikaze z głowicami odłamkowo-burzącymi oraz szybkich kutrów szturmowych. Ofiarami były trzy amerykańskie niszczyciele – Truxtun, Mason i Rafael Peralta – próbujące przepłynąć Cieśninę Ormuz od strony Zatoki Omańskiej.
Niszczyciele dosłownie uciekły, błagając o życie. Operacja Marynarki Wojennej Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej była tak zacięta, że musieli oni rozmieścić systemy obrony ostatniej szansy, takie jak działa CIWS. Szczegóły podał niezrównany rzecznik centrali Khatam al-Anbiya, Ebrahim Zolfaghari :
„Amerykański okręt wojenny próbujący przepłynąć przez Cieśninę Ormuz został zniszczony przez Marynarkę Wojenną Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. Dwa inne okręty, które przybyły mu na pomoc, zostały ostrzelane i zmuszone do ucieczki”.
Dane satelitarne NASA FIRMS pokazały następnie duży pożar, wcześniej wykryty w prowincji Musandam w Cieśninie Ormuz, dryfujący z pierwotnej pozycji, co sugeruje, że statek płonął i dryfował z prądem. Drugi duży pożar wykryto również 30 km na zachód od małej wyspy Larak. Pożary wybuchły dokładnie w tym samym rejonie, w którym niszczyciele zmuszone były użyć swoich terminalnych systemów obrony CIWS, pięciocalowe działa morskie i karabiny maszynowe kalibru .50 w obliczu salwy pocisków IRGC wystrzelonych z wybrzeża Bandar Abbas. Amerykańska kontratak, w bezsilnym gniewie, polegał na atakach na kilka punktów na wyspie Kersz. To niczego nie zmieni.
Krótko mówiąc, w ciągu niecałych 48 godzin Iran i Barbaria przeszły od „ogromnego postępu” do sporządzenia wątpliwego, jednostronicowego Memorandum of Understanding (MoU), w rzeczywistości ocenzurowanego przez syjonistycznych kundli, do wojny bez żadnych zahamowań. Witamy zatem w „zawieszeniu broni” obowiązującym od 8 kwietnia przez cały miesiąc, które teraz przerodziło się w sporadyczne strzelaniny (będzie ich więcej), podczas gdy zarówno Barbaria, jak i Iran mówią: „idźcie dalej, nie ma tu nic ciekawego”.
Niewątpliwym, najważniejszym wnioskiem płynącym z tych wszystkich gorączkowych działań jest to, że Marynarka Wojenna USA nie jest w stanie eskortować nawet mewy, nie wspominając o tankowcach przepływających przez Cieśninę Ormuz. I tak będzie od teraz, bez przerwy.
Marynarka Wojenna Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej udowodniła, że jest w stanie zastosować wszystko, od ognia nękającego o niskiej intensywności po drastyczne taktyki eskalacji, nieprzewidziane przez niekompetentnych żołnierzy Pentagonu. To okaże się skuteczne, nawet jeśli będą używać jedynie słabych jednostek przeciwokrętowych. Nie muszą nawet zatapiać amerykańskiego okrętu wojennego. Wystarczy, żeby wywołać panikę. Oczywiste jest, że żaden właściciel tankowca, ładunku ani firma ubezpieczeniowa nie zgodzi się na „eskortę” najpotężniejszej marynarki wojennej w historii Galaktyki w warunkach ostrzału.
Zatem Cieśnina Ormuz pozostaje w pełni kontrolowana przez Iran – a jej przejście musi zostać wynegocjowane z zupełnie nową instytucją, Władzami Cieśniny Zatoki Perskiej. Nie ma praktycznie żadnego sposobu militarnego, aby ją „otworzyć” – poza samobójczą inwazją lądową.
Tymczasem Zjednoczone Emiraty Arabskie – ze swoimi misternymi planami ucieczki przed OPEC i OPEC+ i eksportowania ropy z Fudżajry, jakby nie miało być jutra – powinny wziąć się do roboty. Ali Khedryan, członek Komitetu Bezpieczeństwa Narodowego w irańskim parlamencie, ustanowił prawo: „Republika Islamska nie postrzega już ZEA jako sąsiada, lecz jako bazę wroga”.
Teheran poświęcił wiele czasu na analizę dowodów na to, że myśliwce ZEA przeprowadziły bezpośrednie ataki na terytorium Iranu. Oznacza to, że Teheran może w każdej chwili przeprowadzić niszczycielskie ataki na ZEA. Żadnej fałszywej flagi: to będzie prawdziwy atak.
Cała planeta płaci cenę za amerykańską demencję
Wszystko powyższe może sugerować, że czeka nas certyfikowana Autostrada do Piekła. A pomyśleć, że Pomarańczowy Pawian Barbarii, gdyby tylko miał wolę, mógłby się naprawdę postarać, żeby zjechać z autostrady, której tak bardzo nie potrzebuje.
Pierwszym krokiem byłoby odsunięcie od funkcji negocjatorów Flipa i Flapa, Głupiego i Głupszego Witkoffa-Kushnera: Irańczycy już odmówili rozmów z tymi błaznami.
W kwestii programu nuklearnego Amerykanie mogliby się zgodzić na całkowicie wykonalne 5-letnie moratorium na wzbogacanie uranu, a następnie wzbogacanie do 3,6%, rozrzedzenie istniejących zapasów, które pozostałyby w Iranie, powrót inspektorów Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (Irańczycy zgodzili się na to jeszcze przed wojną) oraz brak jakichkolwiek wątpliwych klauzul wygaśnięcia.
Każde ziarenko piasku na starożytnym Jedwabnym Szlaku przez Persję wie, że amerykańska „społeczność wywiadowcza” – OK, może to być sprzeczność – wiedziała, że Iran nie pracuje nad bronią jądrową. Oni – a zwłaszcza analitycy i handlowcy z Zatoki Perskiej – wiedzieli również, że w razie wojny Iran nieuchronnie zaatakuje amerykańskie Imperium Baz i zamknie Cieśninę Ormuz.
Sankcje pozostaną głównym punktem spornym. Zarówno Baboon of Barbaria, jak i Kapitol nigdy nie zgodzą się na całkowite zniesienie sankcji, zwłaszcza jako warunek wstępny do ostatecznego porozumienia, a dodatkowo na gwarancje Rady Bezpieczeństwa ONZ. Amerykanie trzymają się „etapowego” znoszenia sankcji. Teheran się temu nie podoba; widział, co stało się po JCPOA.
W kwestii reparacji, to samo: USA nigdy się nie zgodzą. Iran wprowadzi punkt poboru opłat w Cieśninie Ormuz, który może zastąpić reparacje.
Pentagon musiałby skonfrontować się z rzeczywistością i przyznać, że Imperium Baz w Zatoce Perskiej jest bezużyteczne, a co gorsza, stanowi strategiczne obciążenie. Większość baz i tak została zniszczona.
Następnie mamy Cieśninę Ormuz i pytanie, jak przywrócić ją do stanu sprzed wojny. Z punktu widzenia Teheranu ta nostalgiczna podróż nigdy się nie wydarzy. Stratosferycznym cudem byłoby globalne porozumienie przy wsparciu Rosji i Chin – ze starannie wynegocjowanymi gwarancjami bezpieczeństwa zarówno dla Iranu, jak i petromonarchii Zatoki Perskiej.
Powtórzę: Iran – nawet pod rządami nowego przywódcy Chameneiego – nie chce posiadać broni jądrowej i pozostaje pełnoprawnym członkiem Układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej. Nie potrzebuje broni jądrowej. Dysponuje wieloma najnowocześniejszymi strategicznymi mechanizmami odstraszającymi.
Imperium Chaosu, Kłamstw, Grabieży i Piractwa nie może negocjować w dobrej wierze. Wyjątkowość z definicji oznacza ultimatum i kapitulację, w każdym przypadku. Realistycznie rzecz biorąc, droga przed nami będzie długa, kręta, pełna zakrętów i niezwykle niebezpieczna, a jednak niemal na pewno doprowadzi do strategicznej porażki Ameryki – z nieprzewidzianymi globalnymi konsekwencjami.
Fakty: wojna się nie skończy. Kontrola Iranu nad Cieśniną Ormuz jest przesądzona. Iran – wspierany przez Rosję i Chiny – nie pozwoli na odtworzenie Imperium Baz w Zatoce Perskiej. Nowy status Iranu to już status regionalnego supermocarstwa – i potęgi Eurazji. Nowy porządek w Azji Zachodniej jest już na horyzoncie.
Tragedią jest to, że praktycznie cała planeta zapłaci niezwykle wysoką cenę za tę najnowszą amerykańską demencję. W obliczu niszczenia infrastruktury globalnej gospodarki w czasie rzeczywistym, trzy nieubłagane fakty nie przynoszą pocieszenia: petrodolar jest skazany na zagładę; Zjednoczone Emiraty Arabskie, ta sztuczna, błyskotliwa mikstura, są skazane na zagładę; i hegemonia USA jest skazana na zagładę.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)