19 obserwujących
180 notek
294k odsłony
1771 odsłon

Danie pachnące forsą

Ptak
Ptak
Wykop Skomentuj21

Nie, nie będzie o lodach ze złotem za pięćdziesiąt tysięcy dolców z Dubaju, ani nawet o kawiorze i szampanie. Będzie o ... no właśnie nawet nie wiem jak to danie Pepiki nazywają. A zjadłem je w 1992 roku gdzieś niedaleko przejścia granicznego z Austrią w Laa an der Thaya, pomiędzy Mikulovem a Znojmem, przejściem o którym mało kto wiedział więc bez specjalnych korków na granicy można było rankiem pojechać do Wiednia i nocą wrócić.

Wracałem ze swoim wspólnikiem wysłużonym polonezem, byliśmy świeżo po rozmowach z panem Walke właścicielem drukarni pod Wiedniem. Nie stać nas było na jedzenie w Austrii więc głodni dojechaliśmy do jakiejś knajpy, położonej pośród winnic jeszcze wtedy w Czechosłowacji. Po biznesowych rozmowach otwierała się przed nami szansa zarobienia sporych pieniędzy. Za dwa lata - w 1994 roku - byliśmy już notowani w zestawieniu 500 największych polskich firm tygodnika "Polityka". Ale wówczas były to tylko niejasne wyobrażenia o przyszłych sukcesach. Do butelki Frankovki zamówiliśmy talerz kluseczek pływających w sosie serowym, obficie posypanych skwarkami i tartą bułką. To wszystko jeszcze zapieczone w piecu przed wydaniem. Tarta bułka wraz ze skwarkami utworzyła chrupiącą skórkę, którą rozbijaliśmy łyżką nabierając malutkie, rozpływające się w ustach, kluseczki z serowym sosem. Młode wino było wielce pomocne przy trawieniu. Na szczęście jako kierowca nie musiałem zważać na standardy, których nasze młode demokracje jeszcze wówczas nie wypracowały.

Ponieważ to jest męskie gotowanie i poważnie podchodzimy do zarabiania pieniędzy wytłumaczę Wam co się wówczas stało. Założyliśmy w 1990 roku wydawnictwo. Moi znajomi w państwowym biurze projektowym z nudów wymyślali krzyżówki. Sprzedawałem tych ich krzyżówek ok. 60 tys. miesięcznie. Wymyślili "Kieszonkową Encyklopedię dla Krzyżówkowiczów". Każdy kto ganiał za książkami w peerelu wie co to znaczy pogoń za "Encyklopedią".  Wprawdzie encyklopedia encyklopedii nierówna, no ale to drobiazg. Wiedziałem, że musimy ją wydać na poziomie niespotykanym na naszym rynku drukarskim. Złote tłoczone liternictwo na okładce to minimum. Dlatego trafiłem do pana Walke. W sieci "Ruchu" miałem obiecaną zaliczkę po 14 dniach od oddania nakładu. Zaliczka pokrywała koszty druku. Pan Walke zgodził się to wydrukować z 30 dniowym terminem zapłaty pod warunkiem dostarczenia gwarancji bankowych na 80 tys. dolarów. Wiedzieliśmy, że nikt takim gołodupcom jak my nie da takich gwarancji więc byliśmy prawie pewni sukcesu. Nic wówczas co było niemożliwe nie leżało poza naszymi możliwościami. Miało się te trzydzieści lat i nieograniczoną wiarę we własne umiejętności. Głupią bo głupią, ale była.

Oto przepis na szybkie kluseczki w smakowitym sosie. Na dwie porcje potrzebujemy 30 dag wędzonego boczku, tyleż tłustego żółtego sera, 40 dag makaronu, tartą bułkę i parmezan po minimum dwie duże łyżki. Gotujemy makaron al dente, makaron dobrze chłonący sos jak nasze świderki albo włoskie gnocchetti czy spirale. Do dwóch szklanek mleka dodajemy szklankę słodkiej śmietanki, sól, czerwoną słodką sproszkowaną paprykę i szczyptę gałki muszkatowej, po zagotowaniu dodajemy 30 deko startego, żółtego sera. Dodajemy partiami i cały czas mieszamy drewnianą warzechą. Wrzucamy makaron i połowę przesmażonych skwarek, wyciskamy ząbek czosnku, mieszamy i posypujemy z góry dwiema łyżkami tartej bułki, resztą skwarek i startym parmezanem. Wkładamy pod grill na kilka minut. Przed wydaniem posypujemy świeżo posiekaną natką pietruszki. 

Mieliśmy konto w dużym państwowym banku i małym regionalnym. Ten ostatni nie miał uprawnień do wydawania międzynarodowych gwarancji bankowych dlatego go wybraliśmy. Na rozmowie z prezesem tego banku poprosiliśmy, żeby dla naszego kontrahenta pana Walke wystawił pismo z informacją, że mamy u niego konto ale oni - jako bank nie mający uprawnień do wydawania gwarancji oczywiście takich gwarancji nie mogą wydać, ale gdyby mogli... to tak dynamiczna firma jak nasza mogłaby się śmiało o to ubiegać. Prezes pokiwał głową i zadał nam pytanie czy wiemy, że za taką gwarancję trzeba zapłacić 3% od sumy. Uśmiechnęliśmy się i powiedzieliśmy, że jaka gwarancja taka prowizja, ostatecznie zeszło na 0,5%. 

Pan Walke długo nad tym pismem się zastanawiał. Mój wspólnik - który jak to dziś mówią "miał gadane" - nawijał o słabości naszego systemu bankowego, aż wreszcie pan Walke kiwnął głową. Wydrukowaliśmy na początku 100 tys. egzemplarzy, wraz z dodrukami sprzedaliśmy tę encyklopedię w nakładzie 330 tys.

Kluseczki z serem pachnące pieniędzmi należy zjadać wyłącznie w towarzystwie czerwonego wina ze środkowej Europy. Czeskie i słowackie są zbyt lekkie, polecam węgierskie z Egeru albo z Villany od Attila Gerego.

Wykop Skomentuj21
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości