TAM GDZIE GINĄ LUDZIE
Boże! Nawet orzeł nie pomoże | SMACZNY TURYSTA
Nawigacja po wpisach
← WsteczDalej →Boże! Nawet orzeł nie pomoże
Pewna firma cukiernicza z długoletnią historią wspierana przez media chciała akcją „Orzeł Może” rozweselić nas smutasów, którzy wszystkie rocznice obchodzić na smutno. Wyłamują się obchody 11 listopada w Poznaniu, które połączone są z imieninami ulicy Św. Marcin (proszę mnie nie poprawiać nie ma nazwy ul. Św. Marcina w Poznaniu zawsze jest ul. Św. Marcin). Jest wesoła defilada, są rogale Świętomarcińskie, jest gęś i nie ma rozróby. No więc ta firma postanowiła zrobić coś na wesoło, ale pewne siły polityczne, które karmią się tylko notoryczną krytyką zaczęły wymachiwać piąstkami, krzyczeć hańba i w końcu zastanawiać się kto pożre tego czekoladowego orła…
Jak wiecie polityką się nie zajmuję i nie będę reklamować tych, którzy się ośmieszają wyciągając patriotyzm i sztandary na barykady. Ale jak mowa o jedzeniu to muszę zająć stanowisko. Nie widzę nic zdrożnego, że ktoś skonsumuje orła, chociaż nie wiadomo czy to zrobi, bo drapieżnik z białej czekolady wrócił do miejsca swoich narodzin. Dziwią mnie tego typu histerie – Chopin na wódce. No i co z tego, jakoś Wolfgang Amadeusz nie burzy się, że od 1890 roku są czekoladki w kształcie kul o nazwie Mozart. Stworzył je cukiernik Paul Fürst w Salzburgu w 1890 roku, który kochał muzykę tego kompozytora.
Coś, co mnie na prawdę zbulwersowało w życiu to Saragossa w Hiszpanii, w której byliśmy z Elą swego czasu. Przy gigantycznym placu jest równie gigantyczna katedra, w której na jednym z filarów jest maleńka figurka Matki Boskiej, do której pielgrzymują Hiszpanie. Najświętsza Maria Panna na Kolumnie (El Pilar) ukazała się podobno św. Jakubowi w 40 r. Nie zbulwersowało mnie to, że codziennie ma zmienianą sukienkę i ubiera się ją nawet w szaty klubów piłkarskich Realu Madryt czy Barcelony, ale dewocjonalia i pamiątki do kupienia w sklepach po drugiej stronie placu. Najpierw jednak uderzyło mnie, że na placu leży mnóstwo papierków po cukierkach z wizerunkiem Matki Bożej, który sięgnęła bruku. Jednak szok przeżyliśmy w sklepach. Wizerunek Marii El Pilar był na wszystkim. Kiedy zobaczyłem, że jest on na dnie popielniczki, czyli palacz petuje papierosa na świętym wizerunku, że można kupić zapalniczkę z portretem Matki Boskiej czy nóż sprężynowy z jej twarzą – poruszyło mnie to do głębi.
Odczepicie się więc od czekoladowego orła, zacznijcie być radośni, bo ja mimo, że już wyrosłem, z krótkich majteczek i swoje widziałem, to nie mam zamiaru obchodzić każdego święta w czarnym garniturze i zastanawiać się czy to jest ich czy moje święto, bo tych naszych wspólnych to już nie ma. Nawet 11 listopada jest świętem, które dzieli. Jeśli zaś nie umiecie radośnie obchodzić Świąt to przyjedźcie na Święto Niepodległości do Poznania i spędźcie je radośnie i smacznie.
A do ortodoksów mam pytanie – czy np. monstrancja i napis IHS na torcie z okazji Pierwszej Komunii świętej to świętokradztwo. Jeśli tak, to prawie wszyscy dopuściliśmy się tego grzechu.
Drodzy cukiernicy, jeżeli wpadniecie na kolejny podobny pomysł, skonsultujcie go lepiej z Panami co to zjedli wszystkie rozumy, a i tak mądrości od tego im nie przybyło. Pozdrawiam wszystkich smutasów. Ja biorę stronę Orła.
Fot. Polskie Radio
Katastrofa samolotu Germanwings: Kapitan krzyczał - "Na Boga, otwórz drzwi"
Dzisiaj, 29 marca (11:47)
"Na Boga, otwórz drzwi" - krzyczał kapitan samolotu linii lotniczych Germanwings, usiłując dostać się do kabiny. Zapis jego rozmów z drugim pilotem Andreasem Lubitzem opublikował niemiecki "Bild".

![]()
Szczątki rozbitej maszyny
/AFP
Z zapisu czarnej skrzynki rejestrującej głosy wynika, że kapitan samolotu 4U9525 nie zdążył podczas postoju w Barcelonie skorzystać z toalety. Drugi pilot zaproponował, że przejmie stery, jednak kapitan początkowo nie skorzystał z tej propozycji.
Po osiągnięciu przez samolot wysokości przelotowej (11,6 km) kapitan nakazuje drugiemu pilotowi przygotowanie lądowania w Duesseldorfie. Ten odpowiada lakonicznie "miejmy nadzieję" i "zobaczy się".
Po sprawdzeniu przygotowań do lądowania Lubitz ponownie zwraca się do kapitana - "Możesz teraz iść". Ten odczekuje jeszcze dwie minuty i w końcu przekazuje mu stery mówiąc - "możesz przejąć". Na taśmie słychać dźwięk odsuwanego fotela i zamykające się drzwi.
Maszyna obniża lot o blisko 100 metrów
Jest godz. 10.29 i radar rejestruje obniżanie wysokości. W ciągu minuty maszyna obniża lot o blisko 100 metrów. W ciągu kolejnej minuty samolot obniża wysokość o prawie 600 metrów. O 10.32 kontrolerzy lotu usiłują skontaktować się z pilotami, jednak bez powodzenia. W samolocie słychać automatyczny sygnał alarmowy "sink rate".
Wkrótce potem słychać głośne uderzenie, tak jakby ktoś usiłował wyłamać drzwi do kokpitu. Słychać głos kapitana: "Na Boga, otwórz drzwi". O 10.38 słychać "głośne metaliczne uderzenia". 90 sekund później włącza się sygnał "terrain - pull up - pull up". Samolot jest w tym momencie około 5 km nad ziemią. Słychać okrzyk kapitana: "Otwórz te cholerne drzwi".
Krzyki pasażerów ostatnim dźwiękiem utrwalonym na taśmie
W kabinie słychać tylko oddech drugiego pilota, który nie odzywa się.
O 10.40 samolot zawadza prawym skrzydłem o górę. Ostatnim dźwiękiem utrwalonym na taśmie rejestratora są krzyki pasażerów.
Samolot Germanwings rozbił się we wtorek we francuskich Alpach. W katastrofie zginęło 144 pasażerów i 6 członków załogi. Francuska prokuratura podejrzewa, że drugi pilot mógł doprowadzić świadomie do rozbicia maszyny. 27-letni mężczyzna był chory. W jego mieszkaniu znaleziono zwolnienie lekarskie obejmujące dzień, w którym doszło do wypadku.
Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/raporty/raport-katastrofa-airbusa-w-alpach/aktualnosci/news-katastrofa-samolotu-germanwings-kapitan-krzyczal-na-boga-otw,nId,1706565#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=chrome



Komentarze
Pokaż komentarze