Stary porządek świata
Second Coming
55 obserwujących
656 notek
1374k odsłony
  1734   8

Fundusz "nowej normalności". Będziemy spłacać długi krajów strefy euro.

 4 maja, dzień po święcie Konstytucji, będziemy mieli tym razem smutną rocznicę oddania suwerenności Polski w brukselskie (a de facto niemieckie) łapska. Tego haniebnego czynu dokona o ironio partia mieniąca się patriotami. Oczywiście to, że uczyni to wespół z lewicą, nie jest ani zbyt zaskakujące ani szokujące. Przecież samo PiS nie ukrywało nigdy swoich socjalistycznych zapatrywań, a i zawsze uginało się przed Unią, czego by nie wspomnieć (np. reforma sądownictwa). Nie chcę jednak poprzestać na jakichś górnolotnych tezach i emocjonalnym wzmożeniu, a odnieść się do konkretów, bowiem o tym PiS nie chce mówić, tylko kreśli jakieś cudaczne i wyprane z realizmu wizje dobrobytu Polski za pożyczone wspólnie z innymi krajami UE pieniądze. 

 Na chwilę obecną sześć państw UE (wszystkie ze strefy euro) zadłużonych jest na ponad 100% swojego PKB, w tym jedno z nich na ponad 200%. Wszystkie te kraje poza jednym mają PKB per capita wyższe niż Polska, co sugeruje jednoznacznie, iż ich mieszkańcy żyją znacznie ponad stan i z takiego życia na pewno rezygnować nie chcą. Weźmy takie Włochy. Dług publiczny w relacji do PKB 156% (przed plandemią 135%). Wzrost gospodarczy na przestrzeni ostatnich 20 lat, średnio ok 1% rocznie (a bywało, że notowali recesję i to bez lockdownu). Jakie cudowne mechanizmy wdroży UE, że nagle Włochy zaczną wychodzić na prostą? Otóż takie, że to my będziemy ich spłacać. I teraz trochę historii nie tak znowu bardzo odległej. Jeden z krajów, który właśnie przekroczył magiczne 200% zadłużenia w relacji do PKB, to oczywiście Grecja. Żeby ratować strefę euro Niemcy wzięły część ciężaru na siebie, w dodatku inwestorzy umorzyli Grekom 100 mld euro długu. Jednak trzy lata temu, kiedy Grecy zwrócili się o dalsze umorzenia, Angela Merkel powiedziała stanowcze nie. W dodatku na horyzoncie majaczył już kryzys w ósmej gospodarce świata, chodzi rzecz jasna o Włochy. Nie wiem czy pamiętacie, ale podczas jednej z debat w PE, kiedy Verhofstadt opierniczał po raz kolejny Tuska, że ten się obija w sprawie znalezienia kompromisu co do "uchodźców", wspomniał mimochodem o nadciągającej katastrofie w "ósmej gospodarce świata", a to był przecież rok 2018, czyli na dwa lata przed plandemią. Przejścia jakie Niemcy mieli z Włochami to jest temat na osobną notkę. Notoryczne upokarzanie południowego olbrzyma na glinianych nogach, niezbyt często spotykało się z ripostą nie bardzo mających argumenty Włochów. Jedynie Sylvio Berlusconi swego czasu odwinął się bezczelnemu Schulzowi w PE, ale poza tym robiono z Włochami co chciano, bowiem zawsze był na nich straszak pod tytułem : EBC przestaje drukować euro.

 Jednak dość już Niemcom problemów z Grecją, poza tym Włochy są o wiele za duże na podobne zabiegi, znaleźli więc rozwiązanie z ich punktu widzenia bardzo dobre, odciążające EBC i przy okazji zabezpieczające jedność UE. Przecież kolejny exit nie może się już przydarzyć. To oczywiście jedność na papierze, jedność w długach, ale jak to dla nas wygląda? 

Dług w relacji do PKB

Grecja: 206%

Włochy: 156%

Portugalia: 134%

Hiszpania: 120%

Francja: 116%

Belgia: 114%

Niemcy: 70%

Polska: 58%

 Jeśli ktoś uważa, że jacyś inni będą spłacać długi, które w imieniu całej wspólnoty zostaną zaciągnięte, ten naprawdę żyje chyba w świecie równoległym. Główny ciężar spłaty spadnie na kraje, które będą w stanie generować odpowiednie PKB. Z powyższych danych wynika, że ani Włosi, ani Hiszpanie, o Grekach nie wspominając, nie są w stanie tym bardziej w obecnej sytuacji, sprostać nowym długom. Zaś analizując sytuację w tych krajach przed plandemią, a należy brać pod uwagę wszystkie okoliczności, także strajki żółtych kamizelek, między bajki można włożyć jakiś wielki robotniczy zryw budujący dobrobyt Europy, która od kilku już dekad żyje na kredyt. Długo głowili się Niemcy jak znaleźć obejście by strefę euro wspierały w znaczący sposób kraje spoza tej strefy i znaleźli. Wspólne zadłużanie. Idą ciężkie czasy, drożyzna i zaciskanie pasa. A wszystko pod dyktando nowego, już niepodzielnego władcy Europy, który tłamsi suwerenność państw, by równać wszystko do jednego poziomu. Poziomu "zrównoważonego rozwoju" czytaj, ograniczania konsumpcji oraz praw i tłumaczenia tego już nie pandemią, a troską o klimat, bo to jest część tej samej agendy. Tak będzie wyglądała "nowa normalność" w eurokołchozie.

Lubię to! Skomentuj71 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka