Czerwony upiór
Dziennikowi "Dziennik", jako autorytet, nie wystarcza już Azrael. W walce z nami wspiera go też profesor Marcin Król, historyk idei.(sic!)
Nie należy mylić historyka idei z Markiem Królem - zalożycielem i wieloletnim redaktorem tygodnika "Wprost"
Oto on, Historyk idei: (wyróżnienia edycyjne w tekście historyka idei zrobił Almanzor)
Nie chciałbym nikogo obrażać, ale odnoszę wrażenie,(głosi Historyk Idei) że blog jest czymś – proszę darować to określenie – idiotycznym. Pozwala każdemu wygłaszać opinie na tematy kompletnie dowolne. Tymczasem wcale nie uważam, że tak być powinno. Bo jedni mają opinie, inni - wyrobione jedynie ich zalążki, a pozostali - nie mają ich wcale. Nawet wytrawni dziennikarze, kiedy piszą bloga, często traktują go jak lżejszą formę swojej pracy i nie wysilają się tak, jakby przygotowali tekst do druku.
W internecie(sic!) można znaleźć więc anonimowe blogi, anonimowe wypowiedzi i anonimowe komentarze, które zamieszczane są również w internetowych wydaniach dzienników pod artykułami. Dla mnie jest to bardzo ponure i niebezpieczne zjawisko, która w przyszłości zaowocuje negatywnymi skutkami. Mówię to dlatego, że dotychczas cała upowszechniona kultura pisana opierała się na możliwości skrytykowania nawet największych głupstw, najbardziej marnych książek, których autorzy byli znani. Tymczasem w internecie opinie są anonimowe – a ich autorstwo nie niesie za sobą żadnej odpowiedzialności. Oceniam to jako złe zwycięstwo demokracji, bo każdy idiota ma dzięki temu takie same prawa do wygłaszania swoich sądów jak wybitni myśliciele, publicyści, czy prawdziwi dziennikarze. Tymczasem anonimowa opinia nie pomaga w kształtowaniu życia publicznego, a psuje je.
Anonimowość pozwala ludziom na swobodę, która bywa niebezpieczna. Niegdyś wielu filozofów politycznych uważało, że tego rodzaju swobody powinny być ograniczone. Więcej, przez całe lata rozumni ludzie uważali, że cenzura powinna być dopuszczalna i to nie tylko z powodów obyczajowych, ale też zgodnie z zasadą, że „poważne pytania głupim ludziom mącą w głowie”.
Na czym polega wyzwanie? Tu nie chodzi o prezentację poglądów jakiegoś historyka idei. Tu się obnażyły siły, które Historyka idei utrzymują i za głoszenie pogladów płacą. Trudno sobie wyobrazic, żeby bez honorariów czy grantów za poglądy, dało się tylko z historii idei w Polsce wyżyć. A te obnażone siły są potężne, i groźne.




Komentarze
Pokaż komentarze (11)