Ciekawy protest wpłynął wczoraj od znanej mi osoby do Państwowej Komisji Wyborczej.
Otóz osoba ta, chcąc głosować poza miejscem zamieszkania odebrała w urzędzie swojego zamieszkania odpowiednie zaświadczenie uprawniające do głosowania w miejscu aktualnego pobytu.
Tymczasem nie mogąc wyjechać została w domu i powędrowała do swojej komisji wyborczej. Czujnie zgłosiła się do tradycyjnej listy, spodziewając się skreślenia z list i odmowy wydania karty do głosowania.
Ku swemu zdziwieniu figurowala nadal na liście wyborców i umożliwiono jej tam głosowanie. Mając przy sobie "dziką kartę" wydaną w urzędzie mogła ja wykorzystać do drugiego zagłosowania w któejkolwiek komisji wyborczej.
Jeden z czlonków komisji wyborczej machnął reką twiedząc, że to jest głupstwo. Ale to głupstwem nie jest.
Po pierwsze nie po to płacimy podatki, żeby Państwowa Komisja Wyborcza kupowala dla obsługi wyborów tak kiepski i niechlujnie przygotowany systemem obsługi wyborów, który pozwala tej samej osobie głosować więcej niż raz.
Jest jeszcze sprawa powazniejsza. Istnieje podejrzenie, że ten "błąd" w systemie do głosowania został zrobiony celowo i ludzie znający tę sztuczkę mogli go swobodnie wykorzystywać dla dublowania swoich głosów.
Najważnieszym jest to, że system obsługi wyborów zawierający elementarne błędy nie może budzić zaufania, że poprawnie oblicza i sumuje głosy w całym kraju.
Ciekawi mnie bardzo odpowiedź Państwowej Komisji Wyborczej na ten protest. Przy stosowanym u nas systemie d'Hondta róznice nawet jednego głosu mogą przeważyć dla przyznania mandatu tej albo innej osobie. Interesująca jest liczba wydanych takich zaświadczeń w skali calego kraju. Tego nie powinno się zlekceważyć.





Komentarze
Pokaż komentarze (4)