Motto na dzis: kogo ze Zwiazku Polakow w Niemczech na Slasku Opolskim nie wykonczyli hitlerowcy, tego po wojnie wykonczyli szmalcownicy, szabrownicy i wladza ludowa.
Dzisiaj wyjatek potwierdzajacy regule.
Chetnie siegam po stare ksiazki. Dzisiaj zakupiony w czasie ostatniego Byzuchu zbior reportazy Jerzego Opolskiego „Slazacy”, Ksiazka i Wiedza 1968, naklad 4.740 egzemplarzy, wydanie pierwsze i niewatpliwie ostatnie, stron 280, cena wtedy zlp. 20, dzisiaj zlp. 1.
Reportaz pt. „Akta sprawy”. Strony 78-85. Fragmenty:

„Historii Śląska niezmiernie trudno nauczyć się z podręczników. Ma ona swój podtekst ukryty w goryczy losów ludzkich..."
Dlatego postanowiłem powrócić do akt sprawy Alberta Wrzodka.
Alberta Wrzodka aresztowano, bo na jego polu znajdowaly sie okopy.
W aktach znajduje sie pare dokumentow. Zacytuje tylko pierwszy i drugi i koniec calej historii.
Oto pierwszy, z dnia 17 stycznia 1946 roku. Skarga.
„Do Powiatowego Inspektora Osadniczego przy Starostwie Powiatowym w Grodkowie
Pracownicy pocztowi powiatu grodkowskiego otrzymali w zarząd gospodarstwo rolne Alberta Wrzodka, członka partii hitlerowskiej SS, zamieszkałego w Półwiosku. Gospodarstwo to jest do dnia dzisiejszego w naszym zarządzie. Jednak żona wymienionego Wrzodka, który przebywa w więzieniu za przynależność partyjną, wniosła prośbę o nadanie jej obywatelstwa polskiego. Prośba wymienionej została przez Komisję Weryfikacyjną przychylnie załatwiona, mimo że mąż jej był partyjniakiem i szkodnikiem dla Polaków, którzy tu zostali przymusowo przywiezieni na roboty, jdyż znęcał się nad nimi, zamiast, jako niby-Polak, pomagać im. Wymieniona po uzyskaniu obywatelstwa polskiego domagała się gwałtownego zwrócenia jej gospodarstwa, a usunięcia nas z tego gospodarstwa, gdyż przeszkadza jej pobyt polskiego pracownika na tym gospodarstwie, bo nie mają odwagi robić większych zebrań Niemców na tajne narady. Mąż jej, mimo że jest w więzieniu, przebywa często w domu i wówczas różni rodacy jego odwiedzają go. Wyjaśniamy, ze Wrzodkowa posiada dzieci powyżej lat 14, które w myśl obowiązującej ustawy powinny były wnieść podania indywidualne o przyznanie im obywatelstwa polskiego i mimo wezwania ich przez sołtysa gromady Półwiosek nie uczyniły tego.Wręcz przeciwnie, twierdziły, że takich podań nie wniosą, bo im to niepotrzebne. Z tego wynika nie tylko przypuszczenie, lecz nawet twierdzenie, że Wrzodkowej zależało jedynie na tym, by utrzymać się przy gospodarstwie i dlatego starała się o przyznanie jej obywatelstwa polskiego. Prosimy uprzejmie o łaskawe rozpatrzenie motywów naszej prośby i łaskawe wzięcie nas w obronę, aby nam nie-Polak i nie dla polskości szukający majątku krzywdy nie czynił".
I drugie pismo, które ma już wartość historyczną. Znajduje się na nim - u dołu, pod pieczątką - własnoręczny dopisek Arki Bożka.
„...Albert Wrzodek wniósł wniosek o przyznanie mu prawa obywatelstwa. Marta Wrzodek i jej czworo dzieci zostali już zweryfikowani, skutkiem czego przysługują im pełne prawa obywatelskie aż po prawo własności włącznie. Gospodarstwo małżonków Wrzodek zostało objęte w październiku 1945 roku na cele stołówkowe dla Urzędu Pocztowego i zarządza nim funkcjonariusz, ob. Hołota Stefan. Z uwagi na to, że wym. gospodarstwo nie podpadało pod kategorię mienia porzuconego czy opuszczonego, że Marta Wfrzodek wraz z 9-ciorgiem dzieci na gospodarstwie tym przebywała i stale wszystkie czynności gospodarcze, jak siewy, pielęgnacja zboża a nawet obecnie żniwa - wykonywała, należy wymienione gospodarstwo urzędowi pocztowemu odebrać, a tym samym spowodować usunięcie ob. Hołoty Stefana i z powrotem prawo posiadania tego gospodarstwa rodzinie Wrzodek zapewnić. Pretensje urzędu względnie ob. Hołoty co do przyznania 2/3 lub połowy zbiorów na rzecz dotychczasowego uźytkowcy są nieuzasadnione. Można by natomiast przyznać urzędowi nieznaczny ekwiwalent zbożowy jako rekompensatę za rzeczywiście poniesione wkłady pracy osobistej ob. Hołoty Stefana oraz obróbkę konną, o ile taka miała miejsce".
Pismo to podpisał w zastępstwie naczelnik Wydziału Osiedleńczego inż. Victorin. Obok znajduje się własnoręczny dopisek Arki Bożka:
„Zarządzam natychmiastowe uregulowanie powyższej sprawy
Arka Bożek v-ce wojewoda"
Odłożyłem urzędowe pisma. Wyjaśniały wiele, ale i w domu, tym przy białej figurze, wiedzieli więcej, Wiedzieli o przesłuchaniu w UB. Zapytano go podczas pierwszego przesłuchania:
- Jesteście przekonań hitlerowskich? Urządziliście na swoim polu gniazdo oporu dla niemieckich wojsk? Pomagaliście im?
Albert Wrzodek milczał chwilę. Poszukał fajki. Podano mu papierosa. Wziął i powiedział:
- Panie, jo jest polskiego ducha. Jo nie wia, kto wom co nałosprajwioł. Na moim polu były okopy jak na innych polach. Mnie stąd Niemcy wysiedlili. Wojsko się nie pytało nikogo. Kopało. Jo jest polskiego ducha. Sprawdźcie to!
- Sprawdzimy. Ale jeśli kłamiecie...?
Po tygodniu nieobecności Alberta w domu do Grodkowa przyjechał wicewojewoda Arka Bożek. Miał się odbyć wiec w mieście. Wieczorem na spotkaniu z ludnością Bożek spytał nagle:
- Tutaj, na Półwsi, mam serdecznego kolegę. Jeszcze z czasów szkolnych się znamy. Może jest na sali?
- Który to będzie? — zapytali go.
- Wrzodek.
Ale zanim Albert Wrzodek stanął przed Arką, do domu posyłano po lepsze buty. Żona przyszła i dzieciarnia. A gdy już doprowadzono go z aresztu przed wysokiego, siwowłosego przedstawiciela polskiej władzy, to oczy go zapiekły. Patrzyli na siebie, ściskali się. Areszt można było uchylić dopiero następnego dnia. Więc gdy się żegnali, to mu Arka powiedział:
- Ty się nie gorsz! Jest już po wojnie, ale nie wszystko jeszcze do porządku w naszej Polsce doprowadziliśmy. Ale powiadam ci, że będzie dobrze, Albert. Wierzysz?
Rozstali się. Następnego dnia Albert wrócił do domu. W nowych butach. Stare niósł pod pachą, choć dzień był przecież nie świąteczny. Fajkę mu też przynieśli. Więc szedł wolno, kurząc, jak by to było święto,
Komentarze
Pokaż komentarze (2)