Ksiazke sobie kupilem, a nawet trzy. Przedtem tez pare tegoz autora, to w sumie z tuzin. Polecam kazdemu serdecznie.
Autorem, lub przynajmniej wspolautorem, wszystkich tych ksiazek jest Antoni Slonimski. "Gwalt na Melpomenie", "W oparach absurdu", zbiory felietonow "Zalatwione odmownie" ze "Szpilek", wszystko wysokojajeczne, ze baki zrywac. Ale najlepsze sa jego "Kroniki Tygodniowe" z lat 1927-1939. Trzy grube tomiska.

Piekne wydanie Wydawnictwa LTW, Warszawa, 2001, www.ltw.com.pl, na dobrym papieru, w twardych okladkach, i co najwazniejsze - z komentarzami do osob i wydarzen sprzed 70-80 lat. Slowo wstepne i przypisy Rafal Habielski. Koniecznie kupic!
Do roku 1939 jeszcze wroce, na razie wspanialy i oryginalny opis Olimpiady Szachowej w Warszawie roku 1935. Jak powszechnie wiadomo, Polska byla przed wojna absolutna potega w szachach. W zasadzie zawsze wracali z medalem, z Hamburga ze zlotym Akiba Rubinsteinem, z Pragi, Monachium i Buneos Aires wrocili ze srebrem, w 1935 w samej Warszawie byl brazowy medal za USA i Szwecja.
Okazuje sie, ze to nie byly miedzynarodowe olimpiady, a wewnatrz narodowe. Zydzi grali z Zydami, a w kazdej reprezentacji byl pro forma jeden reprezentant narodu miejscowego.
Oto wieksze fragmenty tekstu Antoniego Slonimskiego o tym wydarzeniu. Pucio, pucio...
Nr 36, 8 września 1935
W Warszawie odbywa się teraz międzynarodowa olimpiada szachowa. Skoncentrowała się na nas uwaga prasy całego świata prawie jak na Abisynii. Nasi Abisyńczycy trzymają się dzielnie i Polska walczy o jedno z pierwszych miejsc w turnieju. Nie jestem dobrym szachistą. Jestem przeciętnym, normalnym fuszerem, który potrafi obliczyć na szachownicy dwa lub trzy posunięcia, ale mam sympatię do szachistów, lubię tę grę i poszedłem, aby popatrzeć na tytaniczne zmagania się kilku Frydmanów i Tartakowera.
...
Reprezentowane są wszystkie niemal kraje świata, ale co tu gadać prawie wszyscy gracze są Abisyńczykami. Wytworny starszy pan, sir J. Thomas, gra właśnie z jakimś Abisyńczykiem reprezentującym Litwę czy Łotwę. Abisyńczyk jest bardzo brudny, dłubie już nie palcami, ale rękami w nosie, ale sirJohn Thomas patrzy na niego z bojaźnią i podziwem. Abisyńczyk wymyślił jakąś piekielną nieznaną chytrość, pakując się naprzód czterema pionami. Na innej szachownicy zmaga się Anglik Golombeck z Amerykaninem Horowitzem. Obaj mają dość abisyńskie nosy i równie godne reprezentują zdolności do spekulacyjnego myślenia narodów anglosaskich.
Oczywiście, najwięcej kibiców i największe zainteresowanie jest przy stołach polskiej drużyny. Polacy trzymają się znakomicie. Dwu Frydmanów, Tartakower, Najdorf i Makarczyk, który nie jest Abisyńczykiem, reprezentują naród polski. Jakiś czerwony na twarzy ksiądz rozmawia szeptem z chałaciarzem, który stoi bliżej i widzi lepiej przebieg partii. „Co, panie, wziął konia?" - „On nie jest taki kozak na Frydmana, żeby on mu brał konie. Niech on spróbuje wziąć. Ja nic więcej nie powiem, niech on spróbuje" - odpowiada Abisyńczyk zapatrzony w tajemniczy gąszcz figur szachowych. Jakiś siwy major, ocierając pot z czoła, przeciska się przez tłum kibiców i dość tubalnym szeptem podaje radosną wiadomość: „Tartakower już go ma. Górą nasza!".
Abisyńczycy krążą po sali w nastroju podniosłej godności i z pewną życzliwą protekcjonalnością zwierzają nie-Abisyńczykom swoje przewidywania. O, biedny narodzie wybrany! Tu, na tej sali, ozdobionej sztandarami wszystkich państw świata,przywrócono cię do godności ludzkiej. Zostawiono ci ten mały kwadrat pokratkowany, na którym rozmieszczasz swą dumę narodową seriami precyzyjnie obmyślonych posunięć. Młodzi chłopcy, uczniacy z zadartymi nosami, patrzą na wasze abisyńskie nosy z uwielbieniem. Przestaliście być na chwilę „rakiem toczącym ciało narodu", pariasami pogardzanymi, jedynymi i wyłącznymi sprawcami wszystkich nieszczęść ludzkości. Jesteście tu reprezentantami Polski, mistrzami walczącymi o palmę pierwszeństwa. Żeby się tylko wam w kędzierzawych główkach nie przewróciło. To tylko noc świętojańska, a raczej „świętojerska", jedyna noc, w którą ma prawo zakwitnąć wasza abisyńska paproć. Łagodna, czysta i oderwana od życia abstrakcja, walka narodów o pierwszeństwo w szachach, bezkrwawa wojna, w której wolno wam być rycerzami, światu nie wystarcza. W grze, którą świat prowadzi, inne prawa wam przysługują i inne waszym przeciwnikom. Jesteście pionami, które gdy nawet dojdą do końca szachownicy, nie mogą się stać figurami. Biedny narodzie wybrany. W bardzo złych dla ciebie czasach przyszła ta olimpiada szachowa. Niewiele to pomoże, że jesteście bardzo sympatyczni, że wasze abisyńskie nosy poczciwie kiwają się nad polskimi szachownicami. I tu są chorągwie, odznaki, honor narodów i bojowa postawa. Ale to nie naprawdę. To tylko zabawa. Na tej większej szachownicy nie ma już żadnych praw, nie ma myśli, nie ma równości startu, są tylko chorągwie,bojowe oznaki, honory, przywileje rasowe, karność i bojowa postawa.
((c) Copyright tej edycji LTW)
((c) Copyright by Towarzystwo Opieki nad Ociemnialymi w Laskach)



Komentarze
Pokaż komentarze (12)