Bylem na urodzinach. Bohater dnia - Leonard Cohen.
Panie byly niedawno na koncercie, glowny prezent dnia to ksiazka Cohena.
Jedna z pan opowiada widziany na dniach film dokumentalny o zyciu artysty.
Ze glos, ze zawsze garnitury, bo ojciec mial fabryke tekstylna, ze buddysci, ze natchnienie, ze...
I mowi, ze byly pokazane fragmenty z jednego z ostatnich koncertow, gdzie artysta w piosence zapowiada wyjasnienie sensu zycia. Spiewa zwrotke, zapowiada wielkie natchnione slowa, publika wpatruje sie i uroczyscie wstrzymuje dech, a Leonard Cohen w refrenie spiewa ze sens zycia to - zawiesza glos - i spiewa "dum di da daj". I tak dalej. Kolejny refren ta sama tajemnica zycia.
Tak mnie to urzeklo, ze przypomnial mi sie Pawel Kukiz u Moniki Olejnik.
Od 21. minuty tez wyjasnia sens zycia. Na podstawie koncertu SBB w Niemodlinie za jego mlodych lat. Jozef Skrzek pogrywa rozne dzwieki, miedzy nimi kawalki zapowiedzi, wszyscy sluchaja skupieni kolejnych dzwiekow mistrza, az tu nagle...
Tez w ten desen. Polecam serdecznie!
www.radiozet.pl/#submultimedia_tabs_2018-1
Leonard Cohen w Kolonii niedawno wygladal tak:
albo studyjnie moj ulubiony kawalek wyglada tak:
A z ksiazek chodzilo o to dzielo:

(www.leonardcohenfiles.com/)
Po niemiecku "Buch der Sehnsüchte".
A propos. Pojde jutro do biblioteki, wypozycze i przeczytam "Malowanego ptaka" Jerzego Kosinskiego. Jakos mi sie okladka skojarzyla, ze prawie identyczna.
Kolejny pomost?



Komentarze
Pokaż komentarze (20)