W filmie "gangsterzy i filantropi" niejaki "profesor" planuje napad precyzyjnie, wspolnicy chodza jak zegarki, alibi 102-procentowe. Na koniec niestety wpadaja, bo nie przyszlo im do glowy, ze w samochodzie, ktory przygotowali na odleglym parkingu ktos moze ukrasc pod ich nieobecnosc kola.
W USiech, kiedy nawali elektrownia, to zaczyna sie katastrofa, kiedy nawala korki, to amerykanska rodzina juz w panice. Nikt nie wie, co ma robic.
W Czechach o straszliwych skutkach awarii telewizora nakrecono nawet pelnometrazowy film.
W Niemczech podczas awarii swiatel na wiekszym skrzyzowaniu dopiero po pol godzinie pierwszy odwazny ruszyl ostroznie przez skrzyzowanie.
Polakowi nic nie straszne. Wszystko umie. Wszystkiego sie podejmie (tu ma cos wspolnego z mieszkancem Nadrenii, a szczegolnie Kolonii). Wysiada korki, nic to, siega po zapalki i swiece, kombinerki i kawalek drutu, i za 5 minut wszystko gra. Spali dom, ale korki naprawi.
Kiedy czytam aktualny raport z kradziezy w Auschwitz, to wpadam w zachwyt nad mistrzostwem KLASYCZNEJ polskiej prowizorki.
Niech pan prezydent tych ludzi ulaskawi. Bo nie wiedza, co zrobili. "Gangsterzy i filantropi" na abarot - najmniejszego szczegolu nie zaplanowali, a sie udalo..
Sprawcy kradzieży mieli otrzymać 20 tysięcy złotych do podziału i że nie zdawali sobie sprawy ze znaczenia kradzieży. Dopiero "szum medialny" uświadomił im, jaki wydźwięk ma ich czyn. Według informacji PAP, uzyskanych ze źródła zbliżonego do śledztwa, sprawcy przyjechali samochodem dostarczonym z zagranicy. Czterej mężczyźni dostali się na teren obozu bez trudu i niezauważeni. Przyjechali ok. godz. 18, po raz pierwszy usiłowali dokonać kradzieży ok. godz. 20.30 - 21. Nie dysponowali nawet podstawowym sprzętem, np. drabiną, aby móc wspiąć się i odkręcić tablicę. Poszli po narzędzia do sklepu, potem wrócili, wspięli się po siatce i dokonali kradzieży. Z jednej strony urwali tablicę i zgubili literę "i".
wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,7406242,Nowe_szczegoly_ws__kradziezy_tablicy__Zlodzieje_mieli.html
A propos: kiedy bylem jeszcze poczatkujacym wypedzonym, to znajomym tez podpadl moj dryg do prowizorki. Cos zdrutowac, cos skleic, otworzyc puszke gwozdziem - ale piwo. Peka pasek klinowy w wozie, to daj no kochana ponczoche, i jedziemy dalej. Etc.
Bylem bardzo dumny kiedy jeszcze dlugie lata pozniej gralem z tymi samymi znajomymi w gre planszowa pod nazwa "Terapia" i na grupowe pytanie "kto z nas dalby sobie najlepiej rade na bezludnej wyspie?" wszyscy jak jeden maz wpisali na karteczki moja skromna osobe.
Po dzisiaj jestem dumny z tego owczesnego glosowania.



Komentarze
Pokaż komentarze (29)