Jak Sylwester i Nowy Rok, to tylko z "Zemsta Nietoperza" Johanna Straussa Syna. I librettem Juliana Tuwima. "To jest szampan lejacy sie, muzyka energetyczna..."
Historia jest prosta.
Podczas kontroli biletow w autobusie MPK Jan Maria von Ajzensztajn obraza pania kierowczynie autobusu. Poproszony o opuszczenie wozu, odmawia, zaczyna sie szarpac i z wozu wyciaga go dopiero milicja w kajdankach. Jego adwokat jest niestety specjalista od odzyskiwania ziemi utraconych, a nie od komunikacji, tak wiec sad doklada do mandatu jeszcze 8 dni aresztu, za burdy przed sadem daje kare bez zawieszenia.
W dniu kiedy Jan Maria wybiera sie do aresztu, wpada do niego jego przyjaciel Jeszczepolski, i namawia go usilnie na impreze do ksiezny Orlowskiej. Beda nadwyczaj mile panie, alkohole, etc., a wiezienie nie zajac, moze jeden dzien poczekac. Janu Marii potrzebne tylko dwa slowa, zaklada frak zamiast pasiaka, mowi zonie, ze wiezienie eleganckie, wiec wypada, zegna sie czule i znika z Jeszczepolskim.
Na to tylko czeka Alfred Podwawelski, znany tenor liryczny i podmiejski Casanova. Spiewa arie pod balkonem pani Belly Ajzensztajnowej i juz po kwadransie siedzi w sypialni Ajzensztajnow. Niestety, bara-bara przerywa dyrektor miejscowego wieznia, niejaki Babilas. Zabiera Podwawelskiego ze soba jako Ajzensztajna, w dodatku ubranego w szlafrok Ajzensztajna.
Na balu u ksiedza Orlowskiego pojawia sie, oprocz Ajzensztajna i Jeszczepolskiego, siedmiu baletow i tuzina politykow we frakach, takze pani Belly Ajzensztajnowa. Przebrana dla zamaskowania za Wegierke urodzona w Tadzykistanie. Zaczyna podrywac wlasnego meza, ktory nie czuje bluesa zupelnie. Wpada w sidla, daje sobie wyluskac zegarek marki Poljot de luxe z pozytywka, i takie tam.
I tak dalej, i tak dalej.
Na koniec cale towarzystwo spotyka mniej czy bardziej dobrowolnie sie w wiezniu. Zamiast randewu w celach maski padaja, wszystko wychodzi na jaw. Cala maskarade zorganizowal z zemsty za porazke w ostatnich wyborach na prezydenta miasta Krakowa Jeszczepolski. Zemsta Prawdziwego Polaka - chcial zle, a wyszlo dobrze.
Operetke te dzisiaj chetnie wystawia i finansuje ministerstwo spraw wewnetrznych i administracji, jako dowod, dlaczego nalezy koniecznie wprowadzic niemozliwe do podrobienia dowody osobiste z odciskiem palca.
Przy okazji rozciaga sie arie szampanska w nieskonczonosc, poki pieniazek na szampan w budzecie, znaczy - w bufecie.
I dla szprechajacych sama aria szampanska:
Klasyka klasyka, ale jednym z hajlajtow tego roku byl zauwazony zdaje sie u pana Jareckiego ten kawalek z jutubki. 37 sekunde polecam.
Tym rytmem tez w Nowy Rok 2010, a jak!
Szczesliwego Nowego Roku 2010!
I jeszcze cus, dobrze, ze mam redachtora Maszewskiego z Hamburga i Wasz Dziennik, bo inaczej nie wiedzialbym, ze "Niemcy pesymistami" jezeli chodzi o rok 2010.



Komentarze
Pokaż komentarze (22)