30 grudnia ruszamy w droge do Polski. Cos zawiezc, kogos odwiedzic i przede wszystkim przezyc te nowa granice, ktorej WRESZCIE juz nie ma. Holdrio, 40 lat temu paszport nie do zdobycia, w 1972 z muzyka na dowod do NRD, a teraz wszystko otwarte na osciez. Polak, Niemiec i inni wokolo - wszystko bratanki!
W samochodzik i jazda. Z zachodniego konca Niemiec pod Gliwice. Tysiac kilometry.
Pierwszy przystanek - jak zwykle trasa polnocna - kosciolek w Exter. Najlepsza w niemieckich kosciolach autostradowych toaleta!
http://www.autobahnkirchen.de/html/exter.html
I tu sjurpriz - kosciolek akurat kompletnie odnowiony. Na moje - nieprzyjemnie zmodernizowany. Ale polecam kazdemu!
Helmstedt - Marienborn. Stara granica wewnatrzniemiecka. Muzeum. Wspomnienia z 20 lat podrozy do Polski.
20 lat temu wjechac do NRD bylo male piwo. Oplata za wize tranzytowa i standartowe "Gazety, radiostacje, bron, narkotyki? Nie stawac, nie zjezdzac z trasy tranzytowej, z nikim nie gadac." Wjechac do Polski jeszcze mniejsze piwo - "co pan ma, a szczegolnie, co ma pan dla mnie?" Wrocic z Polski do NRD bylo w zasadze bez problemu. "Wodka, papierosy, paliwo?" Czasami kartofle albo mieso, kiedy byla jakas zaraza. Jaja, kiedy enerdowski celnik znajduje ilustrowany egzemplarz 4 pancernych i psa.
Wjechac z NRD do RFN to bylo zawsze przezycie wyzszego gatunku. Wysiadac z wozu. Jeden mundurowy obmacuje siedzenia i oglada wnetrze. Drugi zaglada do silnika, trzeci do bagaznika, czwarty kontroluje wieksze walizy, piaty jezdzi pod wozem wielkim lustrem na kolkach, a nuz jakis enerdowiec podczepiony pod wozem usiluje zwiac. Szosty sprawdza pretem metalowym, czy w baku sie ktos nie ukryl. Siodmy smerf sprawdza paszporty i widac przez szczeline w okienku tylko jego oczy.
Brrr... Jadziem dalej. Jakie 50 km przed granica widoczna z autostrady nowa atrakcja - slowianski grod Radusz.
http://www.slawenburg-raddusch.de/
Slowianski, wiec musowo zjezdzamy. Dojazd fatalny, okrezny. Wstep. Oblatujemy. Na koniec napoj Odina - pyszne pyffo z miodem. Czyz ten Odin nie jest do mnie podobny?

I dalej, dalej, granica tuz tuz, Breslau 224 kilometry. Pierwsze Radio Maryja.
I WRESZCIE granica Forst-Olszyna. Z daleka wszystko po staremu. Dlugi dojazd, dopiero miedzy budami dwa pasma schodza w jeden. Budy ciemne, zamkniete, ni zywej duszy, ciemno. Stajemy, robimy zdjecia wokolo, niedoswietlone . Budka wopisty tez pusta. Jedynie jakas makieta "Polska wita" wita nas.
A jak!

Dziwne, pamietam, ze kiedy zniknely granice z Belgia i Niderlandami, to pare miesiecy trzeby bylo jechac 30-tka i stali jeszcze mundurowi, ktorzy czasami wywolali kogos do kontroli.
W 2 minuty jedziemy dalej. A jeszcze jesienia bez zadnej w zasadzie kolejki stalismy 40 minut.
Legnica, Wroclaw, Opole, Gora sw. Anny. Autostrada za moje pieniadze prawie kompletna. Jedziemy sobie te spokojne 130 km/h, reszta gna jakby dwa razy tyle. Jestesmy.
Tomcio Morgenstern skakal, poza wynikiem z radia nie wiemy nic.
31. grudnia spadl snieg. Tyle, ze we wsi pare samochodowych kuligow ruszylo. Same niemieckie rejestracje.
Msza sw., statystyki roczne, na piec raza wiecej zmarlych niz urodzonych.
Rakiety, szampany, spac.
1. stycznia 2008.
Wielka konstrukcja i dzwony.
Na mszy swietej lza mi sie w oku zakrecila. Kiedy w prosbach po kazaniu dosc swiezy ksiadz odczytal "modlmy sie wraz z innymi Polakami, zeby Polske w roku 2008 ominely wszelakie nieszczescia", to po "wraz z innymi Polakami" cos zamruczalo w kosciele i odzew byl o polowe slabszy. Przypomnialo mi sie, ze 40 lat temu stary proboszcz na tym samym miejscu w litanii loretanskiej zawsze dwa razy czytal "Maryjo, krolowo pokoju" zamiast "krolowo Polski". Raz tylko sprobowal "Maryjo, krolowo Polski" i odpowiedzialo mu milczenie.
Kulig, szampany, pieczyste, odwiedziny.
2. stycznia. Przenosimy sie do Krapkowic, miescie w ktorym ja mowie po polsku, ekspedientka odpowiada po niemiecku, albo i na odwrot. Sami swoi.
Sypiemy obowiazkowo do Czech. Gdybym nie byl Kozakiem Donskim to chcialbym byc Czechem!
Ulubiona granica Pietrowice - Krnov wyglada tak:

Niestety nie ma juz milych granicznikow z Czech, z ktorymi mozna sobie bylo zawsze pogaworzyc o samochodach i czeskich filmach, ktorzy sluzyli rada, co w okolicy gdzie i jak. Pustelnia. Mozna stac, zdjecia robic, pies z kulawa noga...
W Krnovie ogole plama. Ksiedza krzyzaka polskiego nie znalezlismy mimo szybkiej orientacji przechodniow "aaaa, polski krzizak, ja, ja, tam ten bjeli kostiel". Kosciol zamkniety, fara tez. Pora obiadowa.
W ksiegarni inwentaryzacja. Syn chcial kupic ksiazke widziana latem. Chcial kupic dla samej okladki. Pytam w innej ksiegarni. Trzy osoby po kolei ostrzegaja nas, ze to ksiazki po czeski. "On je Czech" - mowie i po przerwie - "jako i ja". Kierownik "ja, ja, Czech, jako ja kitajski kajzer". Ksiazki nie ma.
Trzecia plama w informacji turystycznej. Setka ludzi kupuje jakies bilety miesieczne. Druczki, zdjecia, wklepanie danych w komputer. A ta IT miala zawsze fajne dziewczyny, genialna lokalna ceramike i takie tam rozne dobrocie kulturalne.
Zamiast suwenirow kupujemy tym razem za reszte pieniedzy dwie becherovki w hypernovej i wracamy.
4. stycznia. W TVP1 "Sami swoi" w kolorze. Sam miod!
Po raz pierwszy mi podpada, ze na polu za stodola Pawlakow "lezy" Rudy, znaczy T-34 z numerem 102. Lezy. A kiedy Pawlaki czyscza pole z min, tenze Rudy nagle rusza do boju. Fascynujace.
5. stycznia. Wracamy uciekajac przed szklanka prognozowana w zachodniej Polsce, Saksonii i Turyngii. Akurat zdazamy.
Przejscie w Zgorzelcu zajelo nam jednak minute, ruch wiekszy. Z mundurowych ni zywej duszy.
Jedynie Boleslawiec, biedne miasto bunclaukow jak zwykle kompletnie zatkane.
Za granica jakies wafle skradli 300 metrow kabli na naziemnych, czym padl system alarmowy autostrady A4 na przestrzeni paruset kilometrow.
Nie szkodzi, panowo dojezdzamy.
Tomcio Morgenstern znowu skakal, i znowu poza wynikiem z radia nie wiemy nic.
Fajnie bylo!
Cygaret mozna przywiezc z Polski OD 1 STYCZNIA 2009 4 sztangi. Jako ze zakazy palenia wszedzie, euro stoi slabo, a w polowie stycznia podatek na nie skoczy w Polsce o 23 %, jest to rzecz interesujaca juz tylko dla twardych palaczy.
Piwa wiezc nie warto, Warka Strong jest na miejscu tansza niz w Polsce. Wina tak czy tak nie. Wodka za droga, warto tylko jakies specjality, np. flaszke w ksztalcie Polski z napisem Euro-2012 i zaznaczonymi miejscami ze stadionami dla szwagra pilkarza.
Filmy polskie warto, genialnie wydane ksiazki, kielbachy.
I WSPOMNIENIA!
O cudach zauwazonych w gazetach i innych mediach musialbym osobno. Moze skrobne na dniach, moze nie.



Komentarze
Pokaż komentarze (16)