Z okazji pobytu w ludowej Ojczyznie zakupilem sobie "Trybunke". Reaktywowana "Trybune Ludu" za pare zlotych razem z plyta DVD z filmem o dzielnych traktorzystkach.
Artykuly dotycza pierwszych pieciu lat po wojnie.
Czuje, ze nie wszyscy kupili, wiec podziele sie dwoma artykulikami. Oczywiscie wszystko pomyslane jako reklama dla firmy Grube Ryby, ktorej niniejszym dziekuje, zycze sukcesow i ktorej sciagnalem jeszcze obrazek.
W pierwszym artykule mowa o wiecznie zywych Kartoflach. Polacy, Niemcy, ziomkowie, Kartofle. Juz wtedy! Ktos czytal w "Ziemi obiecanej" o "kartoflarzu"?
W drugim artykule mowa o ciekawej prywatnej inicjatywie. Pamietam, ze kiedy wyjezdzalem byl wielki popyt na plastykowe grzebienie i takie tam. I kazdy badylarz przestawial sie na wtryskarki. Tu widac, ze zaraz po wojnie musial byc wielki popyt na rozance. Jak i dzisiaj, kiedy odbywa sie akurat Rozancowe Jerycho 2008.
Kartofle w rewizjonistycznym sosie
Nowy sposób przyrządzania kartofli pokazała ostatnio amerykańska gazeta w jezyku niemieckim „Die Neue Zeitung". W numerze z dnia 11 listopada pismo to zamieszcza artykuł pt. „Niemieckie studia dialektologiczne nad kartoflem". Cel? Pokazać, jakie nazwy nosi ziemniak w różnych dialektach niemieckich.
Zaraz w podtytule „dialektologicznego" artykułu dowiadujemy się, jak nazywają kartofle Niemcy „wypędzeni ze swej ojczyzny", a jak z kolei „uciekinierzy ze Śląska". Słowem - w „dialektologicznym" artykule panowie z „Neue Zeitung" przekształcili niewinne ziemniaki w pociski propagandy rewizjonistycznej przeciwko polskim ziemiom zachodnim. Oczywiście, wiemy, że panów redaktorów nie tyle interesują dialekty niemieckie i kartofle w mundurkach, ile Niemcy w prawdziwych mundurach. Mimo to proponujemy, żeby zbadali np. jak nazywa ludność Trizonii ich i im podobnych panów z Bonn i Waszyngtonu. Ciekawe byłoby wiedzieć, jak w różnych dialektach słowo najczęściej w tym wypadku używane „Schuft" - co po prostu tłumaczy się „łajdak". KAD
Trybuna Ludu, 02.12.1950
Ze zrabowanych kabli telefonicznych wyrabiali różańceSabotaźyści przed sądem we Wrocławiu
Dnia 2 i 3 września br. Wojskowy Sąd Rejonowy we Wrocławiu rozpatrzył w trybie doraźnym sprawę 5 sabotażystów oskarżonych o zniszczenie kabla telefonicznego linii napowietrznych. Na czele szajki sabotażystów stał właściciel wytwórni różańców i domu czynszowego w Częstochowie - student 3 roku Wyższej Szkoły Handlowej, Mikiewicz Mieczysław. Mikiewicz chcąc uzyskać tani surowiec dla swej wytwórni różańców, nakłonił pozostałych oskarżonych: Matuszczyka Antoniego, Lewandowskiego Eugeniusza, Giuka Edmunda oraz Głowinkowskiego Wacława do zorganizowania systematycznych wypraw szabrowniczych na Ziemie Zachodnie. Wyprawy sabotażystów na tereny Dolnego Śląska, naraziły Skarb Panstwa na straty 1 miliona 800 tys. zł, przy czym uległo zniszczeniu ok. 8 tys. m kabla telefonicznego linii napowietrznych, z którego części Mikiewicz fabrykował różańce. W wyniku przewodu sądowego, który niezbicie dowiódł winy wszystkich oskarżonych, Sąd skazał: Mikiewicza na karę śmierci, Matuszczyka na karę 8 lat więzienia, Lewandowskiego na 7 lat więzienia, Giuka na 7 lat więzienia i Głowinkowskiego na 4 lata więzienia. W motywach wyroku Sąd podkreślił napięcie złej woli wszystkich oskarżonych, szczególnie zaś osk. Mikiewicza.
Trybuna Ludu, 09.09.1949

Zrodlo:
http://www.gruberyby.net/index.php?option=com_content&
task=view&id=45&Itemid=50



Komentarze
Pokaż komentarze (33)