Trojskoczek Jozef Szmidt, mistrz swiata i podwojny mistrz olimpijski sprzed prawie pol wieku jest moim kolega w wypedzeniu. Nie wiedzialem nawet o tym.
"Obok Janusza Sidły i Jerzego Chromika był tuzem polskiego wunderteamu w lekkiej atletyce. Słyszało się, że uciekł do RFN-u, ale wszelki ślad po nim zaginął. Pogodziłem się z myślą, że już nie żyje." (K.Kutz nizej)
Dzisiaj z powrotem w Polsce, w okolicach skad pochodzi jego malzonka, pod Drawskiem zajmuje sie hodowla koz.

"W latach 70. Szmidt zaczął składać wnioski o wyjazd na stałe do RFN.
- Urodziłem się w 1935 roku w Miechowicach. Teraz to dzielnica Bytomia, wtedy to były Niemcy. Mówiłem wyłącznie po niemiecku - wspomina. - Gdy skończyła się wojna, zmieniono nam nazwisko ze Schmidt na Szmidt. Brat Eberhardt został Edwardem, siostra Ingrid - Iwoną. Trzeba było się uczyć polskiego, łatwo nie było.
Władze nie mogły mu darować tej tęsknoty za Niemcami - został objęty zapisem cenzury. Jego nazwisko przestało się nawet pojawiać we wspomnieniowych wydawnictwach.
...
Dotąd nieufny wobec dziennikarzy przestał z nimi rozmawiać. Postanowił za wszelką cenę wyjechać. Okazja nadarzyła się 15 października 1975 roku. W Amsterdamie polscy piłkarze grali z Holandią w eliminacjach mistrzostw Europy. - Kupiłem bilet, ktoś w wydziale paszportowym stracił czujność, bo to był wyjazd grupowy, i pojechałem - mówi Szmidt. Już nie wrócił. Z Amsterdamu dotarł do Niemiec. W Polsce rodzina miała kłopoty.
...
- Po wyjeździe męża codziennie musiałam meldować się na komendzie - mówi Łucja Szmidt. - Urzędnicy chcieli nawet, żebym oddała dzieci do adopcji! Po kilku miesiącach chłopcy wyjechali do ojca na krótkie wakacje i już nie wrócili. Zostałam sama. Nękała mnie milicja. Na szczęście znalazłam kogoś, kto za duże pieniądze załatwił mi paszport. Sprzedałam dużego fiata, trochę mebli i po roku dołączyłam do Józka i dzieci.
W Niemczech zaczynali od zera."
Nadzwyczaj interesujaca calosc pt. "Święty spokój Józefa Szmidta" pod:
http://www.sport.pl/lekkoatletyka/1,64989,5142889.html?as=1&ias=3&startsz=x
Felieton Kazimierza Kutza pt. "Powrót Kangura ze Śląska" w tej samej sprawie tu:
http://miasta.gazeta.pl/katowice/1,35068,5202796.html
Życiorys Józefa Szmidta jest typowy dla wielu Ślązaków, nie tylko jego pokolenia. Tak jest poniekąd od dawien dawna. Ale perypetie jednego z największych sportowców świata mówią też o czymś boleśniejszym: że wystarczy na Śląsku urodzić się z jakimś talentem, by zafundować sobie źródło wielu powikłań, a nawet nieszczęść, i życie kończyć z marną pointą. By o tym się przekonać, wystarczy przeczytać książkę Aleksandry Klich, która jest zbiorem portretów nieżyjących wybitnych Ślązaków. Dlatego co lepsi uciekali i nadal wyciekają w świat. Ale w życiorysie Józefa Szmidta jest coś bardzo krzepiącego - jego silna wola, męski charakter, poczucie godności i niezłomność, które pozwoliły mu wyzwolić się z pogranicznych kompleksów. To człowiek współcześnie przeprogramowany. Dlatego wiadomość o nim, takim jaki jest dziś, przyniosła mi radość i duchowe pocieszenie. Józefowi Szmidtowi udało się bowiem przenieść wymiar swoich wielkich dokonań sportowych na własną egzystencję. Stał się bohaterem naszych czasów - osobą godną filmu o przemianach Ślązaków! Bo kiedy dziennikarz pyta go: " Czuje się pan Polakiem, Niemcem, może Ślązakiem?", on oburza się: "No co pan? Jestem obywatelem Europy!". Odpowiedź człowieka, którego przemieliła polska głupota, nasuwa wiele refleksji w sprawach, które dręczą dziś młodych ludzi na Śląsku. Generalnie rzecz w tym, by - jak mówi przysłowie - nie dać się zjeść z kaszą. Życie Józefa Szmidta jest przykładem, jakie to trudne. Ile trzeba mieć siły, by nie ulec "kamiennym sercom".
Czysta uciecha czytac takie teksty, hey!
Ktos wie, ze Janusz Sidlo naprawde na imie mial Reinhard? Albo, ze jedynym reprezentantem Polski, ktory w jednym meczu na mistrzostwach swiata strzelil samej Brazylii az 4 bramki, byl Ernst Otto "Ezi" Wilimowski? A piata bramka zostala strzelona z karnego po faulu na tymze wlasnie Ernescie Wilimowskim?
Itede.



Komentarze
Pokaż komentarze (27)