Zerwala sie chmura i zalalo mi piwnice. To ma przewaznie tylko zle strony. Klasyczny brud, smrod i nedza.
Tym razem nieszczescie mialo tez i dobra strone. Zajrzalem w koncu do paru kartonow, ktore sobie tam staly i staly, i czekaly kolejnej przeprowadzki.
W jednym z nich byla ksiazka z krotkimi formami teatralnymi Jeremiego Przybory pt. "Milosc do magister Biodrowicz". Czytelnik, Warszawa, rok 1972, kartofliska byly dobrze naslonecznione...
Juz w drugiej opowiastce pt "Dorota" - tytul kojarzy mi sie jakos automagicznie z pania senator Dorota Arciszewska-Mielewczyk - wystepuje niejaki Kaczynski, zawodowy narzeczony (narzeczony nie pani Doroty, ale innej pani; i opiekowal sie Dorota tylko bardzo zastepczo).
Wchodzi na stronie 30.
Wchodzi Kaczynski.
Kaczynski: Kaczynski jestem.
Ja: Bardzo nam milo.
Przyjaciel: A to - moj przyjaciel.
Kaczynski: I co dalej panowie?
Przyjaciel: Wiecej nas juz nie ma.
Kaczynski: Co dalej z Dorota?
Ja: Pan - brat moze.
Kaczynski: Nie, narzeczony.
Przyjaciel: Panny Doroty?
Kaczynski: Nie. Narzeczona moja bawi obecnie w Szwajcarii.
Ja: Z Orbisem
Kaczynski: Nie, indywidualnie."
Itd. Az do decydujacego (strona 34.):
Kaczynski: I dlaczegóż to ja mam zajmować pannę Dorotę? Czy to ja narozrabiałem? Za tydzień wraca narzeczona moja i moja rola się kończy. Reszta do was należy, panowie. A jeżeli tego jakoś po męsku, uczciwie nie załatwicie, to ja osobiście może nie mam po temu wystarczającej bezwzględności, ale brat mój starszy nie cofnie się przed niczym, jeżeli go poproszę. Ostrzegam was. Do widzenia!
Po co ja to pisze? Ano bo w telewizji klamia.
Prosze porownac wyzej podany tekst z wersja telewizyjna:
Nie ma jak dobra ksiazka!



Komentarze
Pokaż komentarze (9)