Kiedy jechalem w sierpniu 1980 by stanac na czele Solidarnosci i obalic tzw. komune, zdarzyl mi sie przykry przypadek. Nie wpuszczono mnie do Polski i musialem wracac. Peerelowscy siepacze na granicy uparli sie, ze bez waznej wizy mnie nie wpuszcza.
Juz pare lat pozniej, bodaj od roku 1987 czesto jezdzilem w sierpniu do Polski przez NRD, ale zawsze gnalo sie przepisowym tranzytem i nic po drodze nie widzialo.
Wracajac tamtego sierpnia 1980 zatrzymalem sie m.in. na caly dzien w miasteczku Weimar. Miescie Goethego i Schillera, miescie Wielanda i innych. Kultura przez najwieksze wyobrazalne "K".
Po tej slawnej wizycie roku 1980 zostala mi pewna pamiatka, ktora wlasnie przypadkowo znalazlem w moich chaotycznych zbiorach. Jest to bilet wstepu do osmiu najwiekszych zabytkow zwiazanych z Goethem i Schillerem.

Jak widac po kasownikach udalo mi sie wtedy zwiedzic tylko 7 z osmiu zabytkow. Domku w ogrodku Goethego juz nie zdazylem i jestem stratny na prawie 40 enerdowskich fenigow.
Druga sprawa - przegralem rodzinna narade. Postanowiono, ze pojedziemy jak zwykle tam gdzie zwykle nie jednym kawalkiem, ale przenocujemy w polowie drogi. Bo meczace. I mlodziez przeglosowala schronisko mlodziezowe.
Tlumacze kochanym, ze przeciez nie ma granic, ze nie w 14, ale juz w 10 godzin bedziemy na miejscu. Nic, przegralem.
Polowa drogi wypada mniej wiecej w Weimar. Zamowilismy pokoik rodzinny w schronisku mlodziezowym o dzwiecznej nazwie "Maksym Gorki" i pojedziem.
Znakiem tego pojde pojutrze w Weimar do domku ogrodowego Goethego z moim zbiorowym biletem za 3 enerdowskie marki w reku i sprobuje wejsc. Obiektem zarzada od roku 1953 ta sama firma, wstep kosztuje co prawda dzisiaj do samego domku 3,50 euro, ale powinni byc na tyle honorowi i bilet uznac.
Posiedze w ogrodku i bede uzupelnial humanistyczne oczytanie, brak ktorego mi dzisiaj zarzucono - zupelnie nie biorac pod uwage, ze za Gomulki Goethe i Schiller nie byli specjalnie obecni w programnie szkolnym, a na starosc sie juz "Der Fausta" nie czyta, a raczej "Die Faust" Edigeya (swoja droga nadzwyczaj chetnie wydawany w NRD polski autor!).
Jeszcze jedna uwaga: schronisk mlodziezowych w malutkim Weimar jest 5. Gdyby nie ten parciany bilet i gdyby schronisko u bram Buchenwaldu w zieleni mialo pokoje rodzinne, to zwiedzilbym oczywiscie byly oboz koncetracyjny. Gdzie w czasie wojny wiadomo, a po wojnie Sowjeci to samo.
Bo wole dreptac sam malymi sciezkami niz pchac sie w tlumie Japonczykow i Chinczykow zwiedzajacych zabytki klasy swiatowej.
Wrazenia z Polski i Czech moze dopisze w drodze, a moze dopiero po powrocie.
Na razie!



Komentarze
Pokaż komentarze (22)