Wrocilem z Polski. Wspanialy Kraj! Sosenka, Wroclaw, Slask Opolski, do tego Weimar i Morawy. Zyc nie umierac.
Krotki reportaz dzien po dniu.
Wyjazd w piatek. Piatek - zly poczatek. Jak zwykle sie sprawdzilo.
Zamiast zwiedzic Weimar i wystukac dziurke na ostatnim enerdowskim bilecie (vide poprzedni wpis), dojechalismy przez autostrady, budowy, pola i lasy po 17-ej. Zakwaterowanie w "Germanii". Po 18-ej czynny juz tylko dom Schillera. Lecimy. Za pozno.
Mistrzowie mysli i piora mi tak, no to ja im TAK:

Za to w Schillerstrasse wieczorna impreza. Przed lodziarnia Giancarlo jada jakies trzy mlode panie na klarnetach, panowie na akordeonie, kontrabasie, jakims tarle. Paru tanczacych z zespolu wciaga wszystkich w polonezy. Cala ulica tanczy. Tanczymy i my. Hava nagila...
http://www.yiddish-summer-weimar.de/
Matol ze mnie, ze wczesniej nie znalazlem w interku. Dojechalibysmy wczesniej albo zostali dzien dluzej.
Sobota.
Pobudka i huzia. Skreca mnie wszystko, w schronisku dla mlodziezy lozeczka mialy sztywne denka. Za to wspanialy bufet. Co dziwne, bylo malo mlodziezy, pare rodzin jak my i jakies starsze parki.
W droge. Budowy. Po drodze mijamy niemiecki kawalek Slaska tak szybko, ze nie zdazylem wyciagnac aparatu. Tu "Slaska Brama" z interku:
(http://www.ostpunkt.de/Tunnel_Ost_01.jpg)
Görlitz/Zgorzelec, na granicy ni zywej duszy. Smigamy do "naszej" stacji benzynowej. Novum – nie tankuje nikt. Panowie tankisci racza sie na siedzaco woda mineralna. Nie tankuje i ja, w Weimar benzyna byla po 1,44 eu/l, tu bym placil jakie 1,60. Zurki, pierogi, bigosik i inne dobrocie i jazda dalej. W Boleslawcu jak zwykle przymusowa godziny, w koncu docieramy do autostrady i smigamy na wschod. Spac!
Niedziela.
Musowo do swietej Anny na odpust. Gora Sw. Anny. Ta atmosfera, te skomasowane orkiestry parafialne, wszystkich instrumentow po dwa tuziny, ojciec-dyrygent jak sie machnie, jak to wszystko huknie. "Swieta Anno witam cie, Swieta Anno, kocham cie, Swieta Anno poblogoslaw wszystkie dziatki twe..."
Jedyna polska orkiestra, ktora jeszcze nigdy nie grala "Jeszcze Polska nie zginela". Nawet Papiezowi. Nie grala rowniez "Einigkeit und Recht und Freiheit" ale to juz stare dzieje.
Potem wzruszajace kazanie biskupa Kopy o tradycji i wartosciach, dalsze spiewy i modlitwy, pod pomnik powstancow czy juz w koncu poprawili "Niemcza 950", i do domciu.
Swieta Anna wyglada tak (niebieskawa figurka na gorze w samym srodku):

Poniedzialek.
Objazd po powiatach. Szukam "Nalewki Lesnej" i Viceroyow. Viceroye bez problemu, nawet 6 rodzajow, za to nalewka w delikatesach nieznana. "Po co to panu, wez pan nalewke babuni – Kobieto! Tylko Viceroye z Nalewka Lesna pozwola ci osiagnac najwyzszy stan swiadomosci – [szeptem] Zoska, to jakis wariat".
A Viceroye to przeciez jak Kubica, to jak granatow pek:

(http://beyondwellbeing.com/acupuncture/quit.viceroy.jpg)
Wrzucamy 2,5 tona wegla do piwnicy. Okazuje sie, ze juz nie towar deficytowy – zamowic i przywioza pod chalupe. Po co tu ludziom w dobie ocieplania sie atmosfery tyle wegla...
Wtorek.
Na slaskie Morawy. Przejscie graniczne w Krnovie/ Pietrowicach wyglada dzisiaj tak:
(vide 8 miesiecy temu: http://amstern.salon24.pl/55392,index.html . Tam gdzie staly budki, jest dzisiaj juz tylko troche zwiru i muchomorka. Bramy nie ma. Mundurowych nie ma. W budynku sprzedaje sie jakies konskie masci.
W Krnovie specjalnie dla nas otworzyli chinska restauracje, specjalne dla nas tez postawili w ogrodku bialo-czerwone parasole (stad ta czerwien na zdjeciu naszego czeskiego specjalu):

Za to w Krnovie nie ma filmow "Hogo Fogo Homolka" i "Obchod na korsie", ktorych aktualnie szukam w celu doskonalenia jezyka. Sa za to "Cztyrzi z tanku a pes". Odcinki 17-21 kosztuja cale 2 euro, doskonale, biere i caluje w raczke, kiedy objasnia, ze tylko czeski dubbing.
Jedynym minusem tej malej wycieczki bylo, ze benzyna w Czechach kosztuje tyle, ile w Polsce. 32,50 korony za litr.
Sroda.
Wspaniala Sosenka, takiz Wroclaw. Szczegoly szeroko pod: http://sosenka.salon24.pl/86968,index.html
Wedrowcze, kiedy bedziesz we Wroclawiu, pamietaj o Sosence!
Czwartek.
Krotka choroba po Wroclawiu. Potem na pole, zniwa.
Wieczorkiem w Straduni w Karczmie Wiejskiej. Dorsz z pary – GENIALNE.
Polecam kazdemu, Stradunia na linii Krapkowice-Kozle. W jadlospisie fajna sentencja Sienkiewicza: Jadlem nieraz, zjem i teraz. Mimo to dania glownie slaskie, i to prima sort
Piatek.
Dochodza ostatnie ksiazki kupione na Allegro. Alfabet Kaczynskich, "Odwrotna strona medalu" pana Prezesa PiS, "Kutzowisko" Gwozdzia, "Dom Wariatow Polska" kabaretu Klika, "Nie o takie Polskie" Kutza i Staniszkis, i inne. Sa ksiazki o PRLowskich kryminalach, ale o tym pozniej.
Filmy na kopy. Pieciopak najlepszych PRLowskich kryminalek. Wszystkie Lejdisy i Testosterony, Katyn i Komornik, mam w koncu te nakazane przez mecenasa Hambure "Sztuczki". Nie dochodzi tylko "Rys" za trzy dychy, to w rozpaczy kupuje na granicy za dyche "Gale" akurat z tym filmem.
Juz po fakcie dowiaduje sie, ze w polskich videotekach filmy nie maja zabezpieczenia przed kopiowaniem. A niech to jasny gwint!
Sobota.
Zakupy, pakowanie, wlozyloby sie juz wszystko do samochodzika, ale wieczorem jak tu nie lunie 60 l/m². Nawet gesi zmokly.
Przed deszczem szczesliwie do kosciolka. Bylo ladne czytanie listu biskupa lomzynskiego na temat miesiaca trzezwosci. Bardzo rozrywkowe. Bylo o tym u kogos szczegolowo na blogu. Bylo tez o tym dzisiaj o 18-tej na Radio Olomouc.
Zaluje, ze musimy jutro, bo w Opolu impreza. Rocznica uratowania wojewodztwa opolskiego. Pieka 1,2 tonowy kolocz [pisownia uproszczona z braku polskich literek], dlugi na 136 metrow, jest Pawel Kukiz i Piersi, jest Cezary Pazura. Przy tym jeszcze nie wiedzialem, ze wieczorkiem w TV Trwam wystep paru Salonowcow z mojej dzialki.
Niedziela.
Startujemy z rana. Fajnie, bedziemy kolo 18-tej w domciu.
Dojechalismy migiem po Berlin i zaczelo sie . Niedziela, zadnych ciezarowek, zadnych koncow wakacji. Luz – a tu co budowa to godzinny korek. Co z tego, ze jedziemy w koncu bezblednie polnymi drogami, kiedy inni tez tacy sprytni. Dojezdzamy o 22.
SZCZESLIWI!!
"Tak bylo. W morde..." ((c) Sztos)
Na koniec jedna zagadka i jedno odkrycie:
Zagadka za 5 zlotych: ktorych dwoch Polakow noszono po Placu Czerwonym na rekach?
Odkrycie za darmo: juz wiem, czemu krule nie maja szans w zabawie w chowanego; ten okaz chcial czmychnac i sie sprytnie schowal.




Komentarze
Pokaż komentarze (23)