„W okresie międzywojennym Fiszer stał się najbardziej znaną postacią warszawskiej śmietanki towarzyskiej. Ozdoba niezliczonych balów i rautów stał się żywą legendą. Odziedziczona przez niego rodzinna posiadłość, folwark Ławy, zaniedbany, wkrótce został zlicytowany za długi. Nie zmieniło jednak to stylu życia Fiszera, restauratorzy chętnie go gościli, ponieważ był chodzącą reklamą ich lokali. Najczęściej był widziany w Udziałowej, Ziemiańskiej, IPS, Oazie, Astorii czy u Bliklego.
...
Chociaż Fiszer sam nie wydał żadnej książki, jego osoba pojawia się w niemal każdym ze wspomnień polskich artystów okresu międzywojennego. Był jedyną osobą, która nie opublikowała żadnej pracy, a pojawiła się w „Polskim Słowniku Biograficznym" Stanisława Tatarkiewicza i „Philosophy in Poland; Dictionary of Writers" Leszka Kołakowskiego."
http://pl.wikipedia.org/wiki/Franciszek_Fiszer
Otoz siegnijmy na okolicznosc tego szczegolnego swieta do wspomnien Szymona Kobylinskiego „Domysly". Czytelnik, Warszawa 1985, zlp. 75, strona 22.
„Franc Fiszer odszedl po dawnemu, jak na marszalka szlachty lomzynskiej przystalo... I dyspozycje zdazyl wydac: Idzcie po mojej smierci do Simona i Steckiego na dobra kolacje."
Tu trzeba dodac, ze FF osiagnal szczyty wirtuozerii w jedzeniu, ilosciowo i jakosciowo, i prawie nigdy nie placil - fundowali znajomi, restauratorzy, etc. Nie zeby nie mial pieniedzy, FF jak cesarz japonski, ktoremu nie wolno dotykac banknotow, nie chcial splamic sie kraszuarka.
Uroczysta kolacja sie odbyla, wszyscy przyszli.
„Jestesmy w knajpie, ober sie krzata, spod srebrnych pokryw wybuchaja widoki, zapachy, i para klebi. Cala kelneria wie, ze to „za pana Fiszera", celebruja swoja liturgie z dodatkowym napieciem, doprawdy zmyslowo, milosnie oddanym obrzedowi kregiem, szuraniem, szastaniem sie wokol stolu.
Kiedy uczta miala sie ku koncowi, nastala tedy chwila zenujaca estetycznie, chwila, gdy ktorys z biesiadnikow rozejrzal sie po sali i ruszyl brwiami na widok oberkelnera. No i coz sie okazalo? Okazalo sie oto, ze nam powiedziano z uklonem i zalosnie dumnym usmiechem:
- Zaplacono juz, prosze szanownych panow!
- Kto zaplacil? - spytalo kilka zdziwionych glosow.
- Pan Fiszer - rzekl szef lokalu glosem i w pozie cezara. - Pan Fiszer zaplacil, prosze szanownych panstwa.
Tak wiec zatrzasnelo sie ostatecznie wieko wieku, ktorego Franc reprezentantem byl z nas ostatnim."
Aaach, co za pogrzeb!
Dodalbym cos jeszcze, ale na jutrzejsze swieto rzuca sie cien koncertu „A to Polska wlasnie". Cien tak zaskakujacy, ze zapodam go tu nie zwazajac na 1.11.
Polska roku 2008 wyglada tak:
W dni robocze skromny Ojciec Kwestor i Inwestor, przyklad cnot wszelakich, ojciec Jan Król - a na koncercie Radia Maryja i TV Trwam w Nowym Saczu „A to Polska wlasnie" król internetu, ksiaze swingu, szejk nafty i geotermii.



Komentarze
Pokaż komentarze (19)