Historia z happy-endem. Syn wraca do ojca, nakaz aresztowania zostanie anulowany, ustalono spotkania i rozmowy telefoniczne. Posrednicy zadzialali.
Ufff...
Niemieckie ministerstwo sprawiedliwości "z radością i ulgą" przyjęło wiadomość o polubownym rozwiązaniu sprawy uprowadzenia do Polski małego Moritza Meyera - poinformowała rzeczniczka resortu Eva Schmierer. - Sprzeczne z prawem uprowadzenia chłopca przez jego matkę zostało w godny pożałowania sposób wykorzystanie przez część polskich mediów, by formułować absurdalne zarzuty przeciwko niemieckim urzędom ds. młodzieży - dodała.
Sprawą przez kilka tygodni żyły media po obydwu stronach Odry. Tym bardziej, że Pokrzeptowicz oskarżała niemieckie jugendamty, czyli urzędy ds. młodzieży, o germanizację syna. Pomocy szukała u m.in. prezydenta Kaczyńskiego i w Parlamencie Europejskim. Zarzucała też Meyerowi, że wykorzystuje pozycję urzędnika rządowego, by pozbawić ją kontaktu z dzieckiem. Zarzutów nigdy nie udało się udowodnić, ale mimo to politycy PiS usiłowali wykorzystać sprawę w swojej krucjacie przeciwko Niemcom.

Fot. Wojciech Olkuśnik / AG
Sprawa została upolityczniona. Związane z PiS Powiernictwo Polskie (matka Moritza na zdjęciu druga od lewej) oskarżyło władze niemieckie o germanizowanie polskich dzieci.
Na zdjeciu takze Salonowcy - z lewej pani prezes PP pan mecenas Hambura, ostatni po lewej pan Kraszewski.
- Zainteresowanie mediów szybko osłabło. Pani Pokrzeptowicz zaczęło brakować pieniędzy. Szybko zdała sobie sprawę, że jest w sytuacji bez wyjścia. Dlatego przyjęła ofertę byłego męża - tłumaczy jeden z polskich dyplomatów zajmujących się sprawą.
Sprawa była tym bardziej skomplikowana, że za Pokrzeptowicz wydano europejski nakaz aresztowania. Gdyby polska policja zatrzymała ją do rutynowej kontroli drogowej, musiałaby ja aresztować.
Meyer od kilku miesięcy próbował z żona mediować.
...
Adwokat Jacek Franek podkreślił jednak, że "sprawa uprowadzenia Moritza Meyera nie jest kwestią polityczną. Niemiecki Jugendamt nigdy nie zabronił matce Moritza rozmawiania z nim w języku polskim". Jak dodał, od 2006 roku niemieckie Ministerstwo Sprawiedliwosci nie zarejestrowało żadnych przypadków nakazu posługiwania się językiem niemieckim w nadzorowanych przez Jugendamt kontaktach polskich rodziców z dziećmi.
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,6407669,Niemcy__polskie_media_wykorzystaly_sprawe_Moritza.html
http://wyborcza.pl/1,75478,6402699,Matka_Polka_oddala_syna_niemieckiemu_ojcu.html
Kolejny znak, ze czas najwyzszy wprowadzic Jugendamty w Polsce. Fritzl z Siematycz, Strzelcowie z Koszalina, powyzszy przypadek, etc. - przynajmniej bedzie mniej takich historii, gdzie zawsze najwiecej traca dzieci.



Komentarze
Pokaż komentarze (8)