W warstwie słownej było to koszmarnie nudne. Nic nie powiedziano nowego, na nic sobie nawzajem nie odpowiedziano, nie zadano żadnych ciekawych pytań. JarKacz starał się jak mógł być gładki, ale do aksamitu jeszcze mu daleko. O mało co a pokazałby złość na zakończenie debaty, kiedy Kwasniewski prowokował go podrzucając półgłosem (ale słyszalnie dla telewidzów) wszelkie oczywite oczywistosci, przy czym Pan Premier wyglądał jakby nie wiedział o co chodzi, notując tylko fakt przerywania mu. Świetnie się porozumiewali i zaczynam domyślać się, że hiteryczne żądanie JarKacza by Platforma przysięgła, ze nigdy nie wejdzie w koalicję z LiDem, ma źródło w obawiam się, że nieodwzajemnionej miłości premiera do komuny. Zresztą sam twierdzi, że czyta najchętniej pisma Lenina.
Trochę inne wrażenia można było odnieść obserwując mowę ciała obu bokserów. Wyraźne spięcie Kaczyńskiego, co widać było po sztywnych pozach i usztywnionych ruchach, a także zesztywnieniu do skończeniu swojej wypowiedzi. Kontrastowało to z rozluźnieniem Kwasniewskiego, który reagował bardzo spontanicznie, choć w chwilami sprawiało to wrażenie pewnej niedbałości. Przy takich okazjach uwodzi się i głosem, otóż Kaczyński głosem nie uwodzi, chociaż jest dobrym mówcą wiecowym. Jego jednak możliwości w tej materii są bardzo niewielkie, w przeciwieństwie do Kwasniewskiego, który jak aktor podaje tekst, zabarwia głos emocjami, róznymi i z pewnością jest "czarusiem". Głos Kaczyńskiego jest dobry do wyrażaniu agresji, np do buntu. . Mam jednak wrażenie, że premier nie zdaje sobie sprawy z tego niebezpiecznego ograniczenia, które w jakimś momencie zaczną nawet jego fanów męczyć... nie mówiąc już o tym, że jak już wszystkim i wszystkimi zawładnie to przecież nie bedzie mógł wzywać lud do buntu przeciw sobie. Chociaż czy ja wiem ? może i mógłby?
Z komentarzy po debacie niezmiernie bawiło mnie wyliczanie kiedy i jakie minusy zarobił, któryś a dyskutantów. Prawdę powiedziawszy jest to, z całym szacunkiem do pań i panów komentujacych, kompletnie poroniony pomysł i to z bardzo wielu względów. Co do własnej korzyści to odniosłam, jedną: okazało się, że na stare, polskie wyrażenie "Łże w żywe oczy" obecnie należy mówić"gra polityczna".



Komentarze
Pokaż komentarze