Konwencja chicagowska
06 kwietnia 2013 | 00:28 Gazeta Wyborcza
"Konsultacji - innych niż wymiana zdań między premierami Donaldem Tuskiem i Władimirem Putinem - nie było. - To była decyzja polityczna - przyznał rzecznik rządu Paweł Graś. - To ja zdecydowałem - odpowiadał Tusk na pytania, kto po stronie rządu dał zgodę na badanie tragedii według załącznika 13.
Zgodnie z nim wyjaśnianie przyczyn katastrofy podejmuje państwo, na którego terytorium do niej doszło. Ale z załącznika wynika też, że to państwo "może przekazać w całości bądź w części prowadzenie badania innemu państwu na podstawie dwustronnej umowy". Polska z taką inicjatywą nie wyszła. Zdała się na akredytowanego przy komisji rosyjskiej płk. Klicha."
Zacznijmy od końca, zadając pytanie, którym posługują się populistyczni kodziarze, starający się zakodować poprzez kodowane cyfrowo i htmlem praktycznie wszystkie media przekaz namaszczony przez żmijowe plemię... A kto to jest Polska, ta Polska, która z "inicjatywą nie wyszła"? (Swoją drogą, kto użył i używa tak śmiesznego określenia w tak proceduralnej i najwyższej rangi sprawie???). Mniej sarkastycznie można zapytać, kto stoi za demokratycznym państwem, czyja czy raczej kogo władza?
Suwerenem jest naród, władza w państwie spoczywa w rękach obywateli Polski, którzy w wyborach przekazują ją Sejmu RP - to on godzien i powinien podejmować wszystkie decyzje w Polsce w drodze wniosków i głosowania, co do których jedynie Prezydent RP może mieć wątpliwości natury merytorycznej, a tzw. rząd wraz z premierem to jedynie wykonwacy jego woli, czyli naszej. Czytaj - WYKONAWCY, a nie DECYDENCI!
Premier z rządem to administratorzy, usługodawcy, których cel jest jeden - wykonać wolę narodu, czy jak wolą nowocześnie zakodowani, wolę obywateli. Decydując się przyjąć tą rolę, za wiele osobistych korzyści, zrzekają się nawet myśleć o wykonywaniu swojej woli. Zadając natomiast takiemu nie rozumiejącemu swojej roli (a taki w ogóle nie powinien być w rządzie, a tym bardziej premierem, więcej niż jeden dzień od kiedy to zauważono merytorycznie choćby przez jednego obywatela) pytanie - kto podjął decyzję i w jakim zakresie - otrzymamy odpowiedź durnowatą i nic nieznaczącą, a namaszczoną medialnie, w stylu - "to była decyzja polityczna" (okraszę ją równie głupim uśmiechem ;))
Kolejny, tym razem "zarozumiejący", stosujący technikę "próśb do słupów" DECYDUJE, kto będzie DYCYDOWAŁ, miękko mówiąc "dawał zgodę", czytaj - wykonywał polecenie służbowe, które w niedalekiej przyszłości okaże się, iż nie obejmowało formalnie zgody w takim zakresie, bowiem "w istocie lot był lotem wojskowym i nie mogło być mowy" o innych przyjmowanych prawem procedurach. I tak zniknie odpowiedzialność wśród emerytów, a wraz z nią odpowiedź KTO przywłaszczył sobie decydowanie Sejmu RP i władzę obywateli?
"- W polityce są takie osoby, które nigdy nie mają dosyć. Myślą, że władzy zawsze można mieć więcej - ocenił w programie "Kropka nad i" Donald Tusk. - Ja jednak nie chciałbym siedzieć w głowie Jarosława Kaczyńskiego. Znam lepsze miejsca." Wyjaśniam Panu ponownie, że w polityce nie ma miejsca dla pojednczych osób pragnących władzy i poddanych, jest z definicji funkcja usługowa dla narodu, a władzę posiadają obywatele w sile rozumu i organiczności Sejmu RP. Nie chciał Pan siedzieć na miejscu (dosłownie) śp. Lecha Kaczyńskiego (choć już sam prezydencki stolec inaczej Panu pachnie), teraz nie chce "siedzieć w głowie" Jarosława Kaczyńskiego, cokolwiek miałoby to znaczyć...
Osobom bezradnym w wykonywaniu decyzji władzy Sejmu pozostaje znaleźć sobie handicap w postaci mitycznego przeciwnika, wysmarowanego (mediami) na czarno człowieka, który w przeciwieństwie do Pana nigdy publicznie nawet nie pomyślał, że "Polska to nienormalność".
Nie wystarczy Panu Załącznik 13 do Konwencji o międzynarodowym lotnictwie cywilnym „Badanie wypadków i incydentów statków powietrznych”, bowiem w pkt. 5.4.1. on nie zwalnia Pana od obowiązku zgłoszenia przestępstwa z urzędu, a wie Pan z całą pewnością, iż doszło co najmniej do czynu zabronionego z art. 155 kk, tj. nieumyślnego spowodowania śmierci. Możliwości, jakie daje punkt 5.12 wymienionego Załącznika nr 13 w zakresie „nieujawniania dokumentacji”, się wyczerpały, a za sprawą blogerów S24, w tym paradoksalnie blogera POsła inż. Kierwińskiego od "nie zginęło" i audio-video "wciskania kitów", ujawnia się ścisły i dokładny dowód...
Uratować się nie mogli
10 kwietnia 2010 | 18:18 Gazeta Wyborcza
"Samolot pojawił się, ale z trudem było go widać przez chmury i mgłę. Świadkowie mówią, że trzykrotnie okrążył lotnisko, a jego silniki ciężko jęczały. Dopiero za czwartym razem piloci zdecydowali się na lądowanie. Prawdopodobnie podeszli do niego zbyt nisko i zeszli z wyznaczonej trasy. Kilometr przed lotniskiem zahaczyli o maszt stacji naprowadzającej sięgający jakichś 50 m, nie wyprowadzili samolotu po utracie równowagi, zahaczyli o drzewa i samolot spadł."



Komentarze
Pokaż komentarze (7)