Temat znany – Komorowski - tarcza (jakaś tam nie sprecyzowana, ale obronna) – dyskusja.
Od zawsze mnie interesowało jak państwa, nazwijmy je „brzegowe” lub „graniczne” radzą sobie w sytuacji permanentnego zagrożenia.
W cywilizowanej Europie takich państw jest kilka – Izrael, Turcja, Grecja, Litwa, Łotwa i Polska. To kraje strategiczne w kwestii bezpieczeństwa europejskiego.
O ile Łotwa i Litwa są krajami o nieznacznej w skali Europy populacji i chociażby z tego powodu nie są w stanie zadbać o swoje bezpieczeństwo zewnętrzne desygnując na ten cel znaczne finansowe środki, to jednak liczą na swoisty parasol ochronny ze strony Unii Europejskiej i NATO. Stać ich po prostu tylko na takie rozwiązania.
Z Polską sprawa ma się zgoła inaczej. O tym jednak za chwilę, po małej dygresji.
Grecja, Turcja, Izrael.
Te trzy państwa łożą na swoje bezpieczeństwo kwoty, które w naszych kategoriach rozumienia wydatków na obronność są wprost kosmiczne.
Izrael oraz Turcja strzegą bram Europy przed zaborczym Wschodem, najczęściej kulturowo nam odległym, ale strzegą też samych siebie przede wszystkim. Do tego potrzebna jest silna armia.
Tak w Grecji, Turcji czy też Izraelu nie ma korzystnych warunków do rozwoju przemysłu, czy też rolnictwa. To kraje , które muszą dorabiać czymś innym. Dorabiają więc handlem bronią oraz nowoczesnymi technologiami.
Nie da się jednak ukryć faktu, że oba te (wyłączam Grecję) kraje są „sponsorowane” w kwestii ich obronności przez … no właśnie. Pozostańmy na razie przy tym stwierdzeniu.
Należy też parę słów poświęcić Grecji, która utrzymuje i opłaca swoją stosunkowo kosztowną armię ze względu na niezakończony konflikt z Turcją. Chodzi o Cypr, ale nie tylko.
Wracamy na grunt polski.
W interesie Rosji jest sprowadzenie Polski w sferze obronności do roli Litwy, czy też Łotwy. To chyba oczywiste.
Polska Armia, czy też nasze siły zbrojne mieszczą się liczebnie na trybunach Stadionu Narodowego w Warszawie. To nie żart. Ja tylko trochę nagiąłem fakty, bo stadion może przyjąć 65 tys. widzów, a Armia liczy 80 tys. Tak więc te pozostałe 15 tys. można by spokojnie upchnąć na schodach i w korytarzach tego obiektu.
Nie wiem, skąd prezydent Komorowski chce pozyskać środki na jego „tarczę”, gdy flotyllę zżera rdza, a jednostek naziemnych strzegą ochroniarze z prywatnych firm.
Zapewne jak ktoś popuści wodzy fantazji, to jest w stanie sobie wyobrazić, że nasza Armia zmieści się na stadionie np. w Rybniku kosztem owej „Tarczy”.
Światowa polityka obronna starego świata nie rozgrywa się w Polsce, a powinna – w naszym interesie oraz w interesie Europy – dalej idąc - świata.
Turcję oraz Izrael wspierają Stany Zjednoczone. Tak moralnie, jak i finansowo. Oba te kraje nie są w strukturach Unii Europejskie i wydaje się, że to własnie ich szansa na przetrwanie.
Polska polityka zagraniczna związała się z UE i NATO. Odrzucono starania o bezpieczeństwo na kierunku amerykańskim.
Wiem, Obama…
Ale nie tak do końca.
Niezależnie od tarczy, to Polska powinna być żywotnie zainteresowana amerykańskimi dolarami na obronność.
Myślę, że oni by nie odmówili.
Rozumiał to prezydent Kaczyński.
Nie rozumie tego Komorowski.
Polska „tarcza obronna” to fikcja. Taki focus. Zła optyka.


Komentarze
Pokaż komentarze (22)