Nie tak dawno temu, bo przed meczem „Gwiazd” TVN-u z „Politykami”, Tomasz Zimoch – ponoć najbardziej kreatywny polski komentator sportowy, będący w stajni polskiego radia, a prywatnie przyjaciel Jarosława Kuźniara , tego od „wstajesz i wiesz” – powiedział, że przydałyby się politykom biorącym udział w owym meczu jakieś „ksywki” i zaproponował, by np. Posła Kalisza ochrzcić mianem „Gruby Rychu”.
Przyznam, że dla mnie taka ksywka kojarzy sie bardziej z gangsterem niż z czymkolwiek innym, ale zapewne to sprawa osobistych dla kazdego skojarzeń.
Tym niemniej coś wtym jest.
Ryszard Kalisz jest kimś więcej niż posłem Lewicy. Jest katalizatorem na lewej stronie sceny politycznej. Podejrzewam, że gdyby chciał zostać szefem SLD, to by nim został bez zbytniego zachodu. Kalisz jednak nie chce, bo po co ?
Pomimo tego, ze był uczestnikiem kongresu Palikota, to i tak dostał „jedynkę” w Warszawie. Taka rzecz nie zdarza się w polskiej polityce. Co więcej – Kaliszowi nie przeszkadza polityka prowadzona przez PO, bo on sie z nią niejako utożsamia, podobnie jak utożsamia się w dużej mierze z posunięciami Ruchu Palikota. Na Pawlaka to no wogóle nie reaguje. Traktuje go jak powietrze, zdając sobie sprawę, że „chłop żywemu i tak nie przepusci”.
Alergicznie na ośrodek władzy reaguje Kalisz tylko wtedy, gdy chodzi o interesy lobby prawniczego.
No i wreszcie pozostał Kaliszowi PIS, którego wprost nienawidzi. Szczytem tej obsesyjnej i ślepej nienawiści był raport końcowy – jego autorstwa – komisji d.s. śmierci B.Blidy, który miał być częścią kampanii dotyczącej postawienia Kaczyńskiego i Ziobry przed Trybunałem Stanu.
Nie jest też tajemnicą, że Kalisz uniesiony osobista ambicją lobbował w Platformie Obywatelskiej za poparciem jego tez. Sam zresztą wczoraj przyznał, ze był w pewnym okresie w ścisłym kontakcie z Grupińskim z PO i z zespołem, zajmującym sie tematem wniosku o postawienie obu wyżej wymienionych przed TS.
W zasadzie nie jest to jakaś tam sensacja, bo Lewica , a szczególnie jej obecny przewodniczący Miller żywi szczerą niechęć do Kaczyńskiego, a już na pewno do Ziobry, którego swego czasu nazwał zerem. Szczytem zaś obsesji tak Millera jak i Kalisza, było wygłoszenie tezy, że niewykluczone, że Barbara Blida została zabita. Jak na razie tej „tezy” nie udało sie naszej prokuraturze udowodnić, ale kto tam wie, co może się jeszcze wydarzyć, a wszystko to przy przychylnej atmsferze partii rządzącej.
Jak dalece w „lewo” stoczyła się Platforma Obywatelska , możemy przekonać się na przykładzie ledwo co zakończonego wczoraj „Kongresu Kobiet” stanowiącego w istocie przybudówkę PO i różnych odprysków lewicowych i lewackich srodowisk nie tylko feministycznych w swej naturze.
Co prawda prezydent Komorowski na otwarcie wysłał swoją żonę – to akurat nie powinno dziwić w aspekcie jego wypowiedzi co do urody i roli kobiet – ale wczorajsze zakończenie zlotu z udziałem Premiera było istnym majstersztykiem przy zastosowaniu szczytowych osiągnięć nowomowy i zasad politpoprawności, a już wyrażenie „mowa nienawiści” w ustach Tuska, wypowiedziane pięciokrotnie w pięciu po sobie następujących zdaniach i na dodatek nie wiadomo do czego tak naprawde się odnoszące, wzbudziło aplauz wśród rozentuzjazmowanych feministek, które zapowiedziały, że na następny postępowy spęd zaproszą też przedstawicieli brzydszej płci.
Zapewne pierwszym zaproszonym będzie "Gruby Rychu", jak na katalizatora przystało.
Lewy do lewego...


Komentarze
Pokaż komentarze