Pisze Newsweek o premierze Tusku.
Wiem, że naczelny tego tygodnika nie cofnie sie przed niczym , by sobie sprzedaz zwiększyć i nie będę pisał, że go nie rozumiem. Rozumiem go tak samo jak wiekszość z nas go rozumie. Można to akceptować albo nie. Jedno jest faktem – Lis ma to głeboko w d..ie podobnie jak Ci co u niego piszą. Ślady przetarł Urban, a Lis podąża ścieżką politycznej sensacji za wszelką cenę.
To jednak, co dziś ukazało się w jego tygodniku (zajawka jutrzejszego wydania) na temat naszego premiera jest pewnym nowum i bynajmniej nie chodzi o samą osobę Donalda Tuska.
Z tego co mozna wyczytać, Tusk jest osobą sfrustrowaną w stanowczo dużym rozmiarze.
Kiedy w poprzedniej kadencji Donald Tusk szedł na kolację do restauracji, z ostrożności siadał tyłem do sali. Dziś nie robi już nawet tego. Przestał wychodzić na miasto i zaszył się w swojej siedzibie. Od nieznajomych stroni, zastrzeżonych dokumentów woli nie dotykać. Od biznesu trzyma się z daleka i niczego nie załatwia przez telefon. Nawet z własnym synem kontaktuje się przez synową.
Gdyby to było prawdą, to mamy do czynienia z Premierem, który utracił zdolność kierowania państwem.
Mamy do czynienia z frustratem o osobowości i zachowaniach, które można było obserwować na przykładzie głównego bohatera niemieckiego filmu „Upadek”.
Sprawa jest wysoce rozwojowa. Lis o tym doskonale wie i musi spodziewać się ostrego ataku na siebie oraz tygodnik.
Dla mnie to jednak typowe kopanie po kostkach, które mógłbym porównać jedynie z wysyłaniem własnej żony na ulicę.
W pewnym momencie można niepostrzeżenie zostać alfonsem.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)