Jeszcze parę dni temu ten tekst wyglądałby zdecydowanie inaczej. Sytuacja jednak jest „dynamiczna” z punktu widzenia zwykłego człowieka, więc muszę wrócić do genezy, czyli do początku.
Chyba wszyscy w tym kraju wiemy, że są dziedziny sztuki medycznej, które niekoniecznie wymagają natychmiastowej interwencji, co wcale nie znaczy, ze nie wpływają na stan zdrowia pacjenta. Nie mam na myśli sytuacji w których dochodzi do bezpośredniego zagrożenia utraty życia takich jak chociażby nagłe zdarzenie nazywane wypadkiem, porodem czy też podobnymi okolicznościami.
Normalnie „chory” w Polsce jest zdany na opinię lekarza- specjalisty, który kwalifikuje pacjenta do zabiegu, czy też operacji. Chodzi mi o takie dziedziny medyczne jak chociażby okulistyka. Przecież nikt po utracie wzroku nie jest skazany na śmieć, podobnie jak ktoś komu nie wyrwie się spróchniałego zęba na czas, chociaż w tym ostatnim przypadku ból może skłonić zwykłego zjadacza chleba do kroku radykalnego – udania się do specjalisty – dentysty, by ten skrócił boleści. Niestety ta nagła usługa jest płatna. NFZ nie finansuje nagłego wyrwania zęba, a przecież kiedyś finansował. Oczywiście w wykazie usług finansowanych przez NFZ takie „wyrwanie” jest zapisane i przy dobrej woli dentysty, który ma podpisany kontrakt z NFZ może ten ząb wyrwie za darmo, ale za znieczulenie każe już sobie zapłacić. Jeżeli zęby chce się leczyć z „ubezpieczenia”, to trzeba się zapisać do kolejki. Oczywiście czas odgrywa tu rolę decydującą.
Wróćmy jednak do tematu tej notki. Po dwuletnim oczekiwaniu bliska mi osoba doczekała terminu operacji oka w jednym ze szpitali. Zaskoczyło mnie to, że na oddziale, który dysponuje 20 łóżkami razem z bliską mi osobą znajdowało się trzech pacjentów oczekujących na operację oka. Zważywszy na to, ze po drugiej stronie tego oddziału jest przychodnia specjalistyczna, w której kłębił się tłum potencjalnych pacjentów niczym w pośredniaku, zastana sytuacja na oddziale wydała mi się dziwnie dysproporcjonalna. Pomyślałem – wiadomo- limity, braki kadrowe, permanentne kontrole, nowa dyrekcja szpitala… to sobie wszystko przecież w tej naszej chorej codzienności można wytłumaczyć.
Minęły dwa dni i przyszło mi odebrać z tego oddziału bliską mi osobę po udanej operacji. Jakież było moje zaskoczenie, gdy zobaczyłem łóżka zapełnione pacjentami.
Zapytałem więc dyskretnie jedną z pielęgniarek, wręczając jej równie dyskretnie paczkę kawy – cóż to takiego się stało, że nagle brak wolnych łóżek na oddziale chorych na oczy.
- Proszę pana, wrócił z urlopu nasz ordynator.
No i mnie olśniło.
Ten ordynator to zapewne prawdziwy dr Murek !



Komentarze
Pokaż komentarze (1)