Jak się okazuje, Polska nie ma stosownej umowy ekstradycyjnej z Dominikaną. W tej sytuacji sprawa domniemanej pedofilii księdza Gila nabiera innego aspektu prawnego.
Wczorajszy wywiad udzielony przez księdza nie rozwiał wątpliwości dotyczących tej sprawy. Co więcej, zasiał sporo nowych.
Informacja medialna o tym, że w jego domu na Dominikanie znaleziono ponad 80 tys. materiałów o treści pedofilskiej, w połączeniu z zeznaniami trzech nieletnich jego podopiecznych musi robić wrażenie. Warto jednak przyjrzeć się tym faktom bliżej. Taka ilość materiałów pochodzących – jak podano – z internetu, prowokuje pytanie o to, czy ksiądz Gil mógł teoretycznie działać sam, czy też należał do jakiejś większej siatki pedofilskiej. Na ten temat nie padło jednak ani jedno słowo. Świadczyłoby to o tym, że cała ta sprawa ma charakter indywidualny, nie związany z jakimś dominikańskim dochodzeniem związanym z pedofilią w Internecie.
Ksiądz twierdzi, że jego dom był domem „otwartym”. Jeżeli znajdzie się świadek lub świadkowie, to wartość tych znalezionych materiałów zostanie w istotny sposób obniżona, zważywszy, że znaleziono je pod nieobecność księdza na Dominikanie. Generalnie dotyczy to wszystkiego, co znaleziono w jego domu, a mogłoby świadczyć przeciw niemu. Jest wreszcie kwestia tego, czy na owych materiałach ( zdjęcia, video) jest uwieczniony sam ksiądz Gil. Jak na razie nikt tego nie stwierdził, a przynajmniej nie wiemy, czy to stwierdzono.
Same zeznania małoletnich nie są wystarczającym elementem, by księdzu postawić zarzuty – nawet na Dominikanie, gdyż takich zeznań nie da się zweryfikować bez dodatkowych ustaleń. Celowo nie piszę tu o dowodach, gdyż nic z tego co nam zaprezentowano jeszcze dowodami nie jest. O dowodzie można mówić tylko wtedy, gdy został on zweryfikowany przynajmniej w jednym dodatkowym źródle. Jak na razie istnieją poszlaki wskazujące na winę księdza Gila.
Kolejnym, dziwnym aspektem tej obecnej sytuacji jest to, że cała ta sprawa wypłynęła na kilka dni przed powrotem księdza na Dominikanę. To przeczy logice postępowania w takich sytuacjach. Przecież prokuratura dominikańska mogła wstrzymać się te kilka dni bez szkody dla śledztwa. Co więcej – z wyraźną korzyścią dla śledztwa.
Mnie osobiście dziwi postawa polskiej prokuratury, która wykazuje większe zainteresowanie „wysłaniem” księdza Gila na Dominikanę, niż prokuratura dominikańska byłaby skora go przyjąć do siebie. To zaś wychodzi poza zakres rzeczonej sprawy i zwraca uwagę na działania polskiego wymiaru sprawiedliwości. Każdy obywatel Polski powinien liczyć na to, że prokuratura w takiej sytuacji wyjdzie od fundamentalnej zasady domniemania niewinności. To prokuratorzy z Dominikany powinni zabiegać o przesłanie do Polski twardych dowodów, a nie poszlak. Jak na razie tego nie uczynili. Zresztą brak stosownej umowy pomiędzy obu państwami komplikuje sprawę w sposób trudny do rozwiązania.
Jak na razie, to w gestii polskiej prokuratury leżą czyny popełnione przez polskich obywateli na terenie Polski. Jeżeli prokuratura na Dominikanie dysponuje takowymi dowodami, to powinna je przesłać do Polski.
Pytanie tylko… czym tak naprawdę dysponuje prokuratura dominikańska.


Komentarze
Pokaż komentarze (108)