Ta wiadomość gruchnęła, niczym grom z jasnego nieba. Zadrżała giełda, zamarł ruch lotniczy, ludzie wstrzymali oddech. Otóż gajowy Jacek Kurski i jego rodzina udają się na emigrację do Brukseli. Powodem tego dramatycznego kroku jest szykanowanie jego żony ze względu na polityczne poglądy pana Jacka. To jest wprost nie do pomyślenia, że pracodawca, żąda od pracownika lojalności… Jak to możliwe? Nic, tylko pakować się, skoro do takich rzeczy dochodzi.
Jacek Kurski to niezwykle barwna postać polskiej polityki. Poglądy pana Jacka są mi odległe, niczym gwiazdozbiór Kasjopei. Muszę jednak przyznać, że fantazji temu facetowi nigdy nie brakowało. A to podłączy się samochodem do policyjnego konwoju, a to zostawi na tydzień auto na chodniku przed terminalem lotniska… Czasami zrobi jakąś zadymę, kogoś oskarży, kogoś pomówi. Z nim zawsze coś się dzieje. Przeżywał polityczne wzloty i upadki, ale dorobił się łatki politycznego gangstera, czy jak kto woli – bulteriera. Do klasyki przeszły też cytaty z Kurskiego, jak „Teraz kurwa my!”, czy „ciemny lud to kupi”. Zapewne nie będzie nam jego brakować. Już się Jacek postara, aby w dalekiej Brukseli przypomnieć o sobie. Może zamiast na emigrację do Belgii, Kurski powinien udać się na emigrację wewnętrzną?
Pan Jacek, wielki orędownik polityki TKM zapomniał, o tym, że kto wygrywa wybory, ten zaprowadza porządek. Nie miejmy złudzeń, że gdyby (odpukać w niemalowane) wygrały pisiory, również chwycą za wielkie miotły i rozpoczną swoje porządki. Wielu podrzędnych urzędników straci swoje stanowiska, wymiecionych przez nowe układy. To pewne, jak w banku. Ale pan Kurski, uznał, iż żądanie lojalności wobec pracownika, jest polityczną dyskryminacją jego żony. I zrobił z tego jasełka. Muszę przyznać, że u tego polityka nic mnie nie zdziwi. Mieszanie własnej żony do politycznej rozgrywki również. To po prostu obrzydliwe. Panie Jacku, niech pan pamięta, że uciekają tylko tchórze. Skoro żona jest dyskryminowana, to prawdziwy facet walczyłby o jej godność, a nie udawał pierwszego politycznego emigranta, wykurzonego z kraju przez Platformę. Jeszcze nie wyjechał, a już zapewne liczy na to, że wróci do kraju witany, jak Sołżenicyn w Rosji.
Może Kurski załatwił żonie jakąś fuchę w Brukseli? Nie wiem. Ale już widzę płaczącego Kaczyńskiego i Hoffmana, szlochającą Kempę, a także Ojca Rydzyka nie mogącego powstrzymać łez. I te tłumy żegnających go moherowych babć, liczących jednak, że „Kura” w ostatniej chwili zmieni decyzję… Ja na pewno żegnać go nie będę. Jedź chłopie i nie wracaj. Aż mam ochotę krzyknąć: „jeszcze jeden! Jeszcze jeden!”
Śpieszmy się ich kochać, tak szybko uciekają...


Komentarze
Pokaż komentarze (2)