Coś, czego naprawdę nie znoszę, to tanie cwaniactwo. Niestety, Polacy są jego mistrzami. Doświadczamy go na drogach, jako kierowcy, borykając się z różnymi „fachurami”, w pracy, czy w szkołach. Taniego cwaniactwa mamy nadmiar na co dzień. Także w polityce.
Mistrzem w tej dziedzinie był dla mnie Jacek Kurski. Z jakim urokiem „palił głupa”, gdy podłączył się do policyjnego konwoju, czy pozostawił samochód na kilka dni przed terminalem gdańskiego lotniska. Pan Jacek ewidentnie, nie po raz pierwszy zresztą, pokazał, iż przepisy ma gdzieś…
Politycy różnej maści nie mogli wyjść z oburzenia widząc, jak piłkarscy kibole przeskakują płoty na stadionach i harcują po murawie ile wlezie. Ciekawe, że gdy politycy PiS-u przeskakiwali ogrodzenia na Krakowskim Przedmieściu, ścigając się z policją i strażą miejską, to było ok. Skoro im wolno, to dlaczego nie wolno kibolom? Przykład, w końcu, idzie z góry.
Ostatnio tanim cwaniactwem popisali się także inni politycy. Nadchodząca kampania wyborcza widocznie chwilowo odebrała im rozum. Otóż, polityczne cwaniaki wymyśliły sobie, jak ominąć przepisy ograniczające prowadzenie kampanii. Wymyślili więc, że ich billboardy będą informować, a nie agitować. To tak, jak w kultowej reklamie z piwem bezalkoholowym. Posłanka PO, Agnieszka Pomaska, rozwiesiła banery informujące o bezpłatnych poradach prawnych. Oczywiście nie ona miała ich udzielać, ale na fotografii uśmiecha się, jak z wyborczego plakatu. I mimo, że pod względem prawnym, trudno pani poseł coś zarzucić, to brakowało tylko, aby na zdjęciu mrugała okiem, jak piwosz w reklamie Bosmana.
Przekaz dla ludzi jest czytelny – przepisy są po to, aby je omijać. Jak jesteś cwaniakiem, to wygrywasz. Tylko, szanowni politycy, nie dziwcie się później, że obywatele oszukują fiskusa, jeżdżą samochodami z kratką, czy kombinują ile wlezie. Wzorują się przecież na mistrzach.


Komentarze
Pokaż komentarze